Rozśmieszył mnie!

Luty 17, 2017

 

Wielbię Bajora od lat, ale tego nie znałam!

:))


Być jak Pani Małgosia.

Luty 17, 2017

Ze mną jest już naprawdę źle.
Dziś przeszłam samą siebie.
Wychodziłam z pracy, obładowana i zatopiona w myślach,
po kilkunastu metrach zobaczyłam swoje auto, wyciągnęłam kluczyki, piknęłam, otworzyłam tylne drzwi, wrzuciłam laptopa i akta,
otworzyłam przednie drzwi, pcham się na siedzenie,
a tam kompletnie zaskoczony człowiek… wyraz jego twarzy bezcenny…
Zanim dotarło do mnie, że to nie może być moje auto,
bo przecież dziś nigdzie nie jeździłam
i auto stoi pod kamienicą,
minęła długa żenująca, oj jakże żenująca chwila…
I jak można przeprosić,
by przeprosiny nie zabrzmiały bardziej idiotycznie niż moje:
eeee… przepraszam, to nie moje auto? Na pewno?
Najlepsze jest to, że marka kompletnie inna,
ale kolor pod brudem ten sam…
Boże, Ty widzisz i nie grzmisz… przecież ze mną jest już naprawdę źle.

Jest za dziesięć piąta rano.
Nie śpię, by o szóstej obudzić Mamę na pociąg do Warszawy.
Jak znam życie, to nie odbierze telefonu,
będę musiała po nią pojechać, by zdążyła…

I tak właśnie zaczyna się mój piątek.
Jestem na dnie.
W środę byłam na corocznym zebraniu współwłaścicieli kamienicy.
Jesteśmy zgodni, więc atmosfera jest miła.
Można pogadać o czymś innym niż sprawy kamieniczne.
Pani Małgosia, lat 64, rok temu zaczęła biegać
i za parę dni wybiera się na 10-kilometrowy bieg po górach-
bodajże po Beskidach.
Chce jej się. I daje radę!
A ja działam jak automat, wchodzę na kolana obcemu facetowi
(zupełnie go nie widząc)
i tylko marzę, by się wyspać, by telefon nie dzwonił,
by nikt nic ode mnie nie chciał
i by świat się zatrzymał, bo wysiadam.
Chcę jak Pani Małgosia!!!
Li.


La la Land

Luty 12, 2017

Są takie dni, gdy romantyczność  uderza mi do głowy jak młode wino.
Wtedy znowu wierzę w miłość, cudowne zbiegi okoliczności,
igraszki losu i przeznaczenie.
Wychodzę z kina pełna wzruszeń i uczuć nie ukierunkowanych,
ale jakże gorących.
Ale szybko wracam do wcale nie pożądanej normy.
Praca stawia mnie do pionu,
bo ludzie rozwodzą się coraz bardziej krwawo,
z miłości szybciej przechodzą w nienawiść,
czym zresztą jest ta miłość,
to skomercjonalizowane uczucie, urynkowione emocje,
romantyzm został w poczciwym XX wieku.
Ale dla tych paru godzin wiary, że może być inaczej
warto iść na „La la Land”.
Mam prawie 50 lat, moje życie uczuciowe to skamielina,
ale do cholery, jak wspaniałą sprawą
jest chwilowe o tym zapomnienie.
A jutro kupię sobie płytę z muzyką z filmu, a co,
przecież pojutrze jest Święto Zakochanych,
a ja siebie kocham
tak bardzo, jak nikt nigdy mnie nie kochał.
Bezwarunkowo.
Wybaczająco.
Czule.
Z radością!
(I nikt przeze mnie- poza mną samą- nie płacze).
Li.


Kość trójgraniasta, a sprawa Ennio M.

Luty 9, 2017

Wieloodłamowo złamać kość trójgraniastą mogła tylko moja Młodsza.
Bo czy nie jest sztuką w trakcie ostatniego, niedzielnego zjazdu na desce
złamać najmniejszą kość nadgarstka?
I jeszcze sobie przeżyć z tym złamaniem do poniedziałku?
Właśnie dlatego w poniedziałkowy wieczór,
zamiast siedzieć w 20 rzędzie na płycie Tauron Areny
i mieć Maestro na wyciągnięcie ręki,
stałam w tłumie chorych na Sorze,
słusznie linczowana spojrzeniami,
bo po telefonie do przyjaciela
czas naszego oczekiwania z 8 godzin spadł do 5 minut,
ale tylko tam, gdzie coś zależało od tego kogoś,
bo jak już zależało od innego kogoś,
kto np miał opisać rtg lub tomografię
to trzeba było odczekać swoje.
Po trzech godzinach wyszłyśmy z gipsem jak z XIX wieku,
temblak z trójkątnej chusty budził współczujące spojrzenia,
zdążyłyśmy na ostatni bis- muzykę z „Misji”,
popłakałam się stojąc u szczytu schodów,
bo nie tak miało być,
ale nawet te parę minut było piękne i magiczne.
(Plan przecież był taki dopracowany: jadę rano do Białki,
spokojnie wracamy, jesteśmy w domu na 17.00,
o 20.00 idziemy na koncert.
Co tu mogło się nie udać?)
A teraz śledzę lot Karolci do Kuwejtu,
niech już wyląduje, to odetchnę.
Ech… córrreczki, one to potrafią meblować mi noce i dni.
Li.


Dlaczego uważam, że Kaczyński i PiS to zło.

Luty 4, 2017

W 1995 r. Umberto Eco wygłosił na Uniwersytecie Columbia wykład, w którym zawarł 14 cech – jak to określił – „wiecznego faszyzmu”.
Można powiedzieć, że są to metacechy tej ideologii.
Włoski pisarz i intelektualista stwierdził bowiem, że faszyzm był totalitaryzmem rozmytym, niespójnym, niejednorodnym w różnych odmianach, zaaplikowanych w różnych krajach.
Wypreparowany przez niego katalog składników tej ideologii jest jednak wspólny dla wszystkich wersji.

Przyjrzyjmy się tej liście.

1. Po pierwsze jest to kult tradycji.
Polega on na wymieszaniu – może być i na siłę – najróżniejszych zasad, wierzeń i symboli. Eco przytacza ideologa włoskiej skrajnej prawicy Juliusza Evolę, któremu udało się połączyć Święty Graal, „Protokoły mędrców Syjonu”, alchemię i Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego.
Skojarzyło się to komuś z nadawaniem szczególnego znaczenia rocznicy chrztu Polski, intronizacją Chrystusa Króla, powtarzaniem tezy, że to Bitwa Warszawska z 1920 r. uchroniła Europę przed kataklizmem?
Z lansowaniem mitów o Powstaniu Warszawskim i żołnierzach wyklętych?
Ze znakami w rodzaju Szczerbca Chrobrego, falangi, krzyża celtyckiego?
Ano, zobaczymy, co będzie dalej.
Odnotujmy jeszcze, że sprzeczne z tradycyjnymi polskimi wartościami są ponoć: jeżdżenie na rowerze i zdrowa żywność.

2. Cechą drugą jest odrzucenie nowoczesności, a także irracjonalizm.
Na przykład niechęć do idei Oświecenia jako źródła upadku moralnego. Zauważyli Państwo, że z polskiego słownika politycznego ostatnio zniknęły takie słowa, jak: „modernizacja”, „nowoczesność”, „innowacyjność”? Wzorce z Zachodu, wyznaczające dotąd standardy i cele, teraz uważane są za przejaw zagrażającej przyszłości narodu degrengolady.

3. Eco wymienia też kult „działania dla samego działania”. Nie musi ono być poprzedzone refleksją. Zbytnie rozważanie spraw jest wyrazem niemęskiej słabości. Kultura jest podejrzana, środowiska intelektualne traktowane z podejrzliwością.
Tu kłania się uchwalanie ustaw w ciągu jednego czy dwóch dni, przygotowywanie sześciu nowelizacji w tej samej sprawie w ciągu roku oraz przyjmowanie ślubowań sędziów – niesędziów w środku nocy.
Nie wspominając o ministrze kultury, zdejmującym z afisza nieobyczajne sztuki i wskazującym, które patriotyczne filmy winny być pokazywane na festiwalach.

4. Niezgoda – pisze dalej Umberto Eco – uznawana jest za zdradę.
Odwrotnie niż w nowoczesnych społeczeństwach, które wychwalają niezgodę jako środek poszerzenia wiedzy.
Zdrajcami są ci, którzy protestują – w kraju i w Europie – przeciw demontażowi demokracji.
Nawet swoi mają nie wystawiać nosa poza otrzymany „przekaz dnia”, gdzie wyłożono, co mówić i jak co intepretować.

5. Później mamy strach przed innymi, przed odmiennością.
Wszystko jasne: przyjedzie siedemdziesiąt tysięcy muzułmanów (powiedział minister Błaszczak – liczba wzięta z sufitu), przywloką choroby zakaźne i pasożyty, powstaną strefy szariatu, do których policja będzie bała się wchodzić.
No i będą gwałcić nasze kobiety.

6. Faszyzm, zauważa Eco, bierze się z frustracji.
Indywidualnej lub społecznej.
W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku wykorzystywano niezadowolenie biedniejącej klasy średniej; w dzisiejszych realiach byłaby to – jego zdaniem – warstwa drobnych bourgeois, w jaką przekształca się dawny proletariat.
Komuż to przede wszystkim służy wypłacanie co miesiąc po 500 złotych na dziecko?

7. Obsesja spisku. Najlepiej międzynarodowego, ale wróg wewnętrzny też jest konieczny.
Do tego dochodzi nacjonalizm i ksenofobia.
Tu nie potrzeba żadnego komentarza. Informacji o spiskach pełno w rządowej telewizji i na ustach prominentnych polityków.
Najwięcej dziesiątego każdego miesiąca, w przemówieniach z kilkustopniowej drabinki i w okrzykach wielotysięcznego tłumu z pochodniami. Ale i mistrale są dobrą okazją do ujawnienia światowego spisku ponad naszymi głowami.

8. Wyznawcy powinni czuć się upokorzeni przez bogactwo i siłę wrogów.
Jednocześnie muszą mieć przekonanie, że można ich pokonać. Cechą faszyzmu jest więc uznawanie wrogów jednocześnie za bardzo silnych i bardzo słabych.
Wiadomo, Unia Europejska się rozpada; jednak jej symbolem są wszechpotężni Niemcy.

9. Życie jest uznawane za permanentną wojnę, a pacyfizm za paktowanie z wrogiem. Powstaje wielka Obrona Terytorialna, bo trzeba będzie zmierzyć się z agresją zewnętrzną. Nawet antyunijna polityka ma wyjątek w postaci życzliwości i werbalnych zachęt do stworzenia europejskiej armii. Także na płaszczyźnie czystej polityki wewnętrznej dialog i kompromis zostały zastąpione przez narzucenie zawsze swojej woli. W tej walce nie bierze się jeńców.

10. Charakterystyczna jest też pogarda dla słabszych, połączona z elitarnością mas (jako się rzekło, całość tej ideologii jest dość niespójna i nielogiczna). Każdy przynależy do najlepszego, wybranego narodu, ale zwolennicy władzy są jego najlepszymi członkami. Stoją tam, gdzie stali w 1981 r.; pozostali – tam, gdzie ZOMO. Obywatele gorszego sortu są spadkobiercami konfidentów gestapo, dziwek, którym golono głowy i targowiczan.

11. W procesie wychowywania podkreśla się rolę bohaterstwa. Każdy obywatel powinien być gotowy, by zostać bohaterem.
Młodym Polakom tę ideę udało się zaszczepić. Ilu z nich, pod wpływem „Kamieni na szaniec”, „Miasta 44”, ładnych piosenek o pannach wyklętych, chciałoby, żeby o 4.30 ktoś załomotał do drzwi? A ilu – jak Maria Peszek – ma odwagę powiedzieć: Polsko, nie żądaj ode mnie mojej krwi?

12. Eco wymienia też kult machismo. Chodzi nie tylko o pogardę wobec kobiet, ale też o nietolerowanie odmiennych zachowań seksualnych. To pierwsze jest u nas maskowane – nie te czasy, aby wprost wracać do akceptacji męskiej dominacji; ale przecież zażarcie zwalczano próby wyrównywania statusu kobiet i mężczyzn.
Nadano im nawet rangę ideologii (genderyzmu). Mamy do czynienia z promocją tradycyjnego modelu wielodzietnej rodziny i dyskretnym wypychaniem kobiet z rynku pracy. W sprawach środowisk LGBT działa się, na ich niekorzyść, z podniesioną przyłbicą.

13. Inną cechą jest wybiórczy populizm. Prawa jednostek nie są istotne, ważny jest głos Ludu, wyrażający wspólną wolę. Wolę tę definiuje Przywódca.
System parlamentarny uznaje się za przegniły.
W Polsce nie kwestionuje się roli Sejmu i Senatu – wręcz odwrotnie; na Wiejskiej partia rządząca ma większość, z której skwapliwie korzysta.
Na dziś formą ataku na ustrój demokratyczny jest bitwa o Trybunał Konstytucyjny.
Oczywiście odwołania do woli „suwerena” są tu na porządku dziennym.

14. Wreszcie ostatnim punktem w katalogu Eco jest posługiwanie się nowomową.
U nas przykładów tego aż nadto.
W katastrofie lotniczej w Smoleńsku politycy i sympatycy PiS polegli, nie zginęli. Odkręcanie reform jest „dobrą zmianą”.
Sprzeciwiający się podważaniu mechanizmów demokracji – to komuniści i złodzieje, lewacy.

Umberto Eco ostrzegł przed nawrotem faszyzmu, pisząc, że jeśli powróci,
to początkowo ukryty pod bardzo niewinną postacią.

(Umberto Eco opublikował tekst swojego wykładu pod tytułem „Ur-Fascism” („Wieczny faszyzm”) w dwutygodniku „The New York Review of Books” oraz w zbiorze esejów pt. „Pięć pism moralnych”).

Powyższy tekst pochodzi z tygodnika „Fakty i Mity”.
Został opublikowany w numerze 47/2016


Pytanie wyborcze

Luty 1, 2017

Nie wierzę, że wśród moich czytelników jest wyborca PiS-u,
ale gdyby był, to chcę zadać mu jedno pytanie: DLACZEGO?
Oczekuję odpowiedzi, bo lubię rozumieć,
a tego wyboru nie rozumiem.
Li


Kilka godzin pod innym niebem, a ile wolności!

Styczeń 31, 2017

A jednak można niespodziewanie wyluzować,
chwilowo zapomnieć i się zapomnieć.
Zaczęły się ferie i moja Młodsza zabukowała sobie tydzień w Białce.
Tylko z koleżanką.
Trzeba było towarzystwo tam zawieźć razem z walizkami,
których ciężar sugerował wręcz przeprowadzkę.
Zabrałam też matkę koleżanki dla raźności,
bo zmęczenie dawało mi się we znaki,
dość powiedzieć, że w tym dniu zrobiłam już 300 km,
a nie jestem niestety ze stali, a z krwi i kości.
(Smog pojechał z nami, a w Nowym Targu było go jeszcze więcej,
co się dzieje z tym krajem?
Głębiej odetchnęłam w Białce, ale to też nie było
krystalicznie czyste górskie powietrze).
Pensjonat samodzielnie przez dziewczyny wybrany
okazał się przyzwoity,
właściciel bez dystansu i niezwykle pomocny,
niespodziewanie obiecał mi codziennie zawozić dziewczyny na stok,
na co wpływ niewątpliwie miała połączona siła rażenia ich urody, haha.
Poszłyśmy sobie na kolację do Litworowego Stawu,
a tam w klasycznej dla ceprów atmosferze góralskiej knajpy,
przy skrzypeckach, szumie góralskich spódnic,
tłumu ludzi, hałasu i świec na stole, poczułam się jak na wakacjach,
niespodziewanie zrelaksowałam jak po całym dniu na stoku,
i wróciłam w nocy do Krakowa tak zadowolona,
jakbym naprawdę wracała z wakacji.
Szczęście to jednak rzeczywiście stan umysłu.

Mam tydzień wolnego od dziecka i nie zawaham się go użyć.
Li.


Morderstwo na mieście.

Styczeń 29, 2017

smog

Smog wciska się przez okienne mikroszczeliny.
Rozpylam perfumy, by nie czuć tego ohydnego smrodu
cywilizacji śmieci
spalającej w piecach wszystko to,
co do spalania się nie nadaje.
Kraków przykryty trującą czapą umiera brakiem ludzi na ulicach.
Coraz więcej masek na twarzy pokazuje,
że ludzie zaczynają widzieć, słyszeć i czuć.
Ból głowy stał się moim codziennym towarzyszem,
a uporczywy kaszel jest wołaniem płuc o pomoc.
Mam poczucie bezsilności.
Mieszkam w centrum pięknego miasta i truję się jego oddechem.
Robię co mogę zrobić- włączam piec na gaz tylko na dwie godziny dziennie,
mimo że jest bardzo nowoczesny i ekologiczny.
Marznę, ale nie chcę być jedną z wielu przyczyn.
Kiedy mogę- jadę tramwajem.
Auto pokrywa się  czarnym pyłem, tym samym który wpada do moich płuc.
Jestem przerażona, jak żyć?
Poziom smogu przekroczony o 1000 %.
Nie, nie pomyliłam zer.

Na zdjęciu Tomasza Wełny Kraków.
Można poznać po Kościele Mariackim, którego nie widać po lewej
i po  Wawelu, którego nie widać po prawej.

smog-2


Poza przetrwaniem trzeba też żyć.

Styczeń 29, 2017

Karolcia była w domu przez kilka dni, zajęta więc byłam lawirowaniem
pomiędzy pracą, a spędzaniem z nią czasu.
A z Karoliną trudno się nudzić, zawsze dostarczy matce wrażeń.
Nawet tuż przed wylotem, gdy na lotnisku okazało się,
że nie zabrała torebki, w której był m.in klucz do pokoju w akademiku.
Jak mi sie udało pokonać trasę lotnisko-dom-lotnisko w 50 minut,
nie pytajcie.
Najważniejsze że zdążyłam, choć na zupełny styk.
(Po raz pierwszy był pożytek ze zbyt jak dla mnie wczesnego
przybycia na lotnisko, haha…).
Wczoraj poleciała, pies jest przygnębiony, dom do ogarnięcia,
a ja poszłam wieczorem na spektakl muzyczno-taneczny
inspirowany twórczością Zdzisława Beksińskiego.
(Od października 2016 roku w Krakowie jest stała wystawa jego prac).
Muszę przyznać, że Beksiński mnie przeraża,
jego obrazy budzą we mnie niepokój, koszmary i powidoki.
Bo co trzeba było mieć w głowie, by tak malować?
Jakby stał przy nim dementor wysysający radość życia i duszę.
Śmierć, nicość, miałkość, bezradność, smutek, beznadzieja…
(Ale spektakl piękny, nie żałuję, choć żeby nie zwariować z przygnębienia
patrzyłam innym okiem i widziałam tam
i Golluma i kadry z filmu „Marsjanie atakują”).

Mam na co czekać- 6 lutego idę na koncert Ennio Morricone w Tauron Arena,
a 13 kwietnia w dniu 18 urodzin Gusi,
lecimy sobie naszą trójką na cztery dni do Amsterdamu.
Ha, i nie będzie tam żadnych hamulców, o nie!
Moje ostatnie dziecko będzie pełnoletnie, czyż to nie powód do świętowania?
Wolność od mamusiowania zbliża się wielkimi krokami!
Li.


Gdy strach ograniczał, a konieczność wymusiła…

Styczeń 22, 2017

Nocny powrót z Olsztyna obfitował w dramatyczne wydarzenia-
kierowca poczuł się źle i w połowie drogi stanęłam oko w oko
z koniecznością poprowadzenia auta
z automatyczną skrzynią biegów.
Pierwszy raz w życiu!
Wsiadłam, przeżegnałam się, ruszyłam i zakochałam.
(Następne auto- tylko z automatem!).

Soboty nie pamiętam.
Zgodnie ze złożonym publicznie oświadczeniem prawdopodobnie nie wyszłam z łóżka.
(Były to imieniny Agnieszki, ale Guśka podeszła do sprawy ze zrozumieniem).

Z kronikarskiego obowiązku nadmienię, że zauroczył mnie olsztyński Rynek.
Oraz ta restauracja.

I co wynika z tej notki?
Otóż: nikt nigdy nie mógł mnie namówić
na prowadzenie auta z automatem.
Kierowałam się irracjonalnym lękiem, że pomylę hamulec z gazem,
że to, że sio…
Ależ nic bardziej błędnego i nic bardziej prostszego.
Tyle lat tkwiłam w przekonaniu, że nie potrafię,
że to jest trudne, że …
ech… wystarczyło spróbować.
I lęki pokonane.
Jakie to było proste.

Aż jest mi wstyd za siebie.
(A ile takich lęków tkwi w człowieku).
Wystarczyło tylko odizolować lewą nogę:)
Li.


I cóż, że do Olsztyna…?

Styczeń 19, 2017

Jadę dziś do Olsztyna.
Ze względów zawodowych dopiero popołudniu.
Robi mi się słabo na samą myśl,
a co dopiero będzie w aucie w trakcie jazdy…
Nie chce mi się tak, że aż nie chce mi się o tym pisać.
Wracam jutro, w sobotę zahibernuję się w łóżku
i nie wyjdę z niego do niedzieli.
Taki mam plan i choć jest wątły,
to trzymam się go jak demokracji.
Milszego dla Was!
Li.


I jak tu podać swój adres?

Styczeń 17, 2017

W Starachowicach nadano jednej z ulic imię Jadwigi Kaczyńskiej.
To prawdziwy precedens- można być tylko matką  i zostać patronem ulicy.
Wolę już ulicę Konika Polnego, czy Mokrą, na której jest sucho.
Albo Niecałą, śmieszna nazwa na ulicę, która ma początek i koniec.
Cała z Niecałej, jak to brzmi!
Nie mam nic przeciwko Kaczej, ani Gęsiej,
choć to akurat ptactwo domowe ma jakąś uprzywilejowaną pozycję-
nigdy nie widziałam ulicy Kurzej, nie mówiąc o Indyczej.
Nie widziałam też Kociej, choć na Boga,
nikomu tak nie należy się ulica, jak kotom.
Ale Kaczyńska? Za co?
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
Można snuć najbardziej fantastyczne hipotezy, bo w niewinną prawdę
o wejściu prosto do dupy jej syna to nikt nie wierzy, prawda?
Li.


Od Van Gogha do Owsiaka.

Styczeń 15, 2017

Poszłam z Guśką na wystawę Van Gogh Alive, dziś był ostatni dzień ekspozycji.
Warto było, wyszłyśmy naładowane pięknem, oszołomione kolorami,
ale i smutne, bo zderzenie piękna obrazów ze smutkiem i tragizmem życia
ich twórcy było bolesne.
Każda epoka ma swojego Van Gogha, geniusza wyprzedzającego zaściankowość myślenia większości ludzkości, wizjonera i samotnika, zrozumiałego li i jedynie przez jemu podobnych.
Van Gogh umierał w biedzie i poczuciu klęski, za życia sprzedał tylko jeden obraz.
Dziś jego obrazy osiągają cenę kilkudziesięciu milionów dolarów.
To mój ulubiony malarz, budzi we mnie takie wzruszenie,
że mam łzy w oczach i nigdy nie mogę się napatrzeć.

Ten brak nasycenia powoduje, że chcę jeszcze i jeszcze, od początku,
od końca, może być zawsze to samo, a jednak za każdym razem jest inaczej.
Byłam na wystawie jego obrazów w Wiedniu, byłam w Musee d’Orsay, nigdy nie mam dość.
(Ale reprodukcji w domu nie powieszę, albo oryginał, albo nic).

Wyszłyśmy z półmroku w oślepiającą biel- słońce zapaliło śnieg do stanu skrzącej białości.
Dziś szalała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy,
na pohybel PiSowi dałam więcej niż zwykle.
Mam nadzieję, że Wy też.
Trzeba dawać odpór takim Terlikowskim, Macierewiczom, Pawłowiczom, Kaczyńskim, Błaszczakom, Jakim, Kurskim, Kukizom,  itp… tych nazwisk jest niestety wiele.
Tacy ludzie nigdy nie zrozumieją Van Gogha swojej epoki,
nigdy nie popłaczą się z nadmiaru piękna, oni nawet nie zauważą tego piękna
albo będą COŚ podejrzewać.

Tacy ludzie są jak rak toczący społeczeństwo.
Popatrzcie wokół siebie- przecież otaczają nas dobrzy i przyzwoici ludzie.
To nasza rodzina, nasi przyjaciele, znajomi  i sąsiedzi.
O ilu z nich macie złe zdanie?

Skąd więc to zło sprawujące władzę?
Skąd wyniesiona na ołtarze pogarda, nienawiść, strach przed nieznanym i buta?
Tak, dałam na WOŚP dużo więcej niż zwykle, bo dla mnie Owsiak to Ktoś!
I chociaż w taki sposób mogę stanąć po jego stronie.
Niech moc będzie z nami, ja szczerze wierzę,
że tak jak Van Gogh wczoraj sprzedany za dwa dolary, dziś wart jest dziś dolarów miliony, tak PiS odejdzie w niebyt,
a Duda i Szydło zostaną postawieni przed Trybunał Stanu.

Li.


Przez Kuwejt Starszej droga do wyzwolenia.

Styczeń 8, 2017

Starsza w maju kończy studia (choć osobiście nie uważam licencjatu za „ukończenie studiów wyższych”, pogadamy po magisterce), lecimy z Młodszą w lipcu do Manchesteru na uroczystość graduation.
Chcę  z tej okazji dać jej prezent, taki „pamiątkowy”, w stylu złotego zegarka, podpytuję, wysyłam sygnały, a moje dziecko stanowczo mówi mi tak:

– nie chcę żadnych rzeczy materialnych, chcę kolekcjonować wrażenia, chcę od Ciebie bilet lotniczy do miejsca, gdzie jeszcze nie byłam.
Normalnie szok!
(Chciałabym dać jej podróż dookoła świata, ale póki co leci do Kuwejtu).
Jestem naprawdę dumna, bo jeżeli będzie kierować się w życiu zasadą, że lepieć być niż mieć, to będzie szczęśliwa, wolna od konsumpcyjnych pokus, kredytów, leasingów, miesięcy szatkowanych terminami spłat,stresu i poczucia, że życie mija na coraz bardziej cięższej pracy.
Ja już doszłam do ściany, nie chcę więcej, chcę mniej.
Mam pokusę, by nie mieć pokus.
Chcę żyć, a nie są życiem przedmioty wokół mnie.
One zaczynają mnie przytłaczać.
Zabierają powietrze i przestrzeń.
Zabierają bezpowrotnie czas, bo sprzątanie jest mało twórcze i jakże frustrujące, ta niekończąca się opowieść o miotle, odkurzaczu, kocich kudłach, krakowskim kurzu i psiej sierści.
Odkurzam misternie kutą lampę i…:
Przestrzegam każdego- zastanów się, czy naprawdę chcesz ręcznie kutą lampę za 7 tysięcy, która wisi już z tak znudzoną miną, że nie możesz na nią patrzeć.
Zastanów się dobrze, czy sedes musi mieć ten właśnie kształt wyceniony na 1500 zł.
Zapewniam Cię, że rurze kanalizacyjnej jest wszystko jedno, do czego jest podpięta.
A kształt sedesu, tę wyszukaną krzywiznę ogląda głównie Twoja dupa.
(Pękła mi deska, nowa do tego typu muszli kosztuje 700 zł).
Zastanów się, czy warto zamieniać swoje życie w nieustanny festiwal płatności, rachunków, terminów i rat.
Jeżeli moje dziecko naprawdę uwolni się od chęci posiadania, zredukuje potrzeby do minimum, a będzie cieszyć się wolnością, życiem, podróżami, wrażeniami to dobrze przeżyje swoje życie.
Ja też walczę o swoje wyzwolenie, jeszcze tylko kilka bitew i będę wolna.
Starsza może zrobić to pokojowymi metodami, jeszcze nie weszła z życiem na wojenną ścieżkę, jeszcze nikomu nie musi nic udowadniać, może sobie sama ustanawiać swoje standardy, może sama ustawiać swoje poprzeczki, tak by je przeskakiwać bez trudu, bez zadyszki, bez stresu i lęku.

Ten rok zaczął się koszmarnie nie tylko u mnie.
Może być już tylko lepiej.
Nie myślę teraz o polityce, o mrozie, o wojnach, o ogólnej nieszczęśliwości.
Myślę o sobie, o swoim małym światku, o moich najbliższych, ukochanych.
Musi być dobrze, bo nie może być inaczej.
Mam plan, dalekosiężny plan.
I bardzo chcę żyć.
Li.


Lepiej.

Styczeń 4, 2017

Niedzielne zło zostało w niedzieli.
W poniedziałek jego siła rażenia była już mniejsza.
Bo są takie chwile w życiu człowieka,
gdy wydaje mu się, że więcej nie zniesie.
Że ten niepodziewany cios jaki dostał od losu
jest ciosem wibrującej pięści.
Że została mu tylko bezbrzeżna rozpacz i poczucie beznadziei.
A tu po nocy przychodzi dzień,
są przyjazne dusze obok,
uruchamia się chwilowo zaćmiony rozum,
otwierają oczy szeroko zamknięte,
zawsze jest nadzieja na zmianę, zawsze!

Nie wyszłam jeszcze z domu, bo nie muszę.
Kawa z mlekiem, szczęśliwe moją obecnością zwierzaki,
sms od Guśki: „Pyszna kanapka, kocham Cię”,
bo zrobiłam jej rano kanapkę do szkoły,
rozłożyłam akta na stole,
zabieram się do roboty.

Czego i Wam życzę ku chwale Ojczyzny:)
Li.


Życie=nieprzewidywalność.

Styczeń 1, 2017

pani-buka

Pani Buka  nie zawodzi. Biorę jak swoje.
I najlepszego z dobrego życzę wszystkim,
nawet osobistemu trollowi
(który ciągle wpada do spamu i nie może się z niego wydostać).

To był najgorszy 1 stycznia w całym moim dotychczasowym życiu.
Komuś bliskiemu stało się coś bardzo złego,
przepłakałam pół dnia i byłam totalnie rozbita.
Teraz zbieram się po kawałku, dopasowuję, sklejam, nie mogę się rozsypać,
przecież jestem opoką i dla samej siebie,
bo jak nie ja dla mnie, to kto?

Zrobiłam sobie kawę z mlekiem, mój lek na zło.
Siadam do pracy, obiecałam znajomej napisać pozew,
a termin do złożenia upływa jutro.

Jutro jest nowy dzień.
Li.


Przedsylwestrowy brak entuzjazmu.

Grudzień 28, 2016

Popieram powszechne stanowisko, że rok 2016 był do niczego.
I nawet skończyć się nie chce z honorem i odrobiną sympatii do mnie.
Kłębi się we mnie wiele gwałtownych uczuć i to tego rodzaju,
co w pojedynkę potrafią zdemolować człowieka od środka,
a połączone razem są jak gejzer, tuż-tuż przed wybuchem.
Nie pomaga mi jutrzejszy powrót Karolci do Anglii.
Nie pomaga mi zrujnowanie planów sylwestrowych na Mazurach,
w dodatku nie cierpię Sylwestra, więc cierpię podwójnie.
Chciałam być przy ognisku pod gwiazdami, ale los sobie ze mnie zakpił
i będę na prywatce w Krakowie.
I muszę wynieść się z domu na całą noc-
Gusia organizuje imprezę, ot los liberalnej matki.
A najchętniej nie wyszłabym z łóżka.
Łogólnie jestem niescęśliwa.
I od tego mam bloga by sobie ponarzekać.
A co u Was?
Równie beznadziejnie czy gorzej?
Nic tak przecież nie poprawia nastroju,
niż świadomość, że inni mają gorzej;-)
Li.


Last Christmas

Grudzień 26, 2016

Najważniejsze to mieć plan,
by mieć co modyfikować.
Wyciągnęłam się więc za włosy z łóżka
i dałam zaprosić się na świąteczny obiad do bliskich znajomych.
Jakoś tak jeszcze smutniej mi się zrobiło-
bo znowu za wcześnie odeszła kolejna osoba z mojej wczesnej młodości.
Która z nas nie kochała się w Dżordżu Majkelu?
Która nie czekała na magiczne 10 minut przed „Dobranocką”,
gdy Krzysztof Szewczyk puszczał teledyski…
ten powiew zachodu w siermiężnych, komunistycznych czasach,
zdobywanie plakatów z niemieckiego „Bravo”,
ech… ależ mi przykro że ten piękny, utalentowany mężczyzna nie żyje.

Wcześniej zmagałam się z żalem po Chórze Aleksandrowa.
Byłam na ich koncercie w ICE rok temu
i pomijając warstwę rosyjskiej propagandy,
nie można było być obojętnym na piękne głosy i piękny balet.
Gdyby Rosja nie wspierała reżimu w Syrii, to by żyli.
Li.


Wesołych Świąt w niewesołych czasach.

Grudzień 23, 2016

Czekam na Święta by zrealizować mój Wielki Świąteczny Plan:
Wigilia u brata, nasycenie świateczną atmosferą,
zaliczenie paru morderczych myśli,
bo z powodu mojej przesyconej retoryką PiSlamu mamy bez polityki pewnie się nie obejdzie (zakaz rozmów o polityce pod groźbą kary 50 zł będzie aż krzyczał spod opłatka, ale ewangeli-piso-zacja głupszej części rodziny jest dla matki misją, realizowaną z prawdziwą pasją, niedostępną dla innych sfer jej życia.
Mój ojciec przesypuje się w urnie z rozpaczy  i wstydu),
potem buzi-buzi i Twierdza Dom.
Okopuję się w domu, konkretnie w łóżku,
w mojej ślicznej, angielskiej pościeli w pudrowe, różowe róże
i myślę tylko o tym, by spać do oporu, czytać,
oglądać filmy, pić ziołowe herbatki,
nałożyć maseczkę na twarz, płatki hydrożelowe pod oczy,
wejść do wanny, poleżeć w pianie w książką i lampką wina,
głaskać koty… ech… moje najukochańsze córki zabierają Karę i jadą do babci ojczystej, dając mi wolność świętowania po mojemu.
Jestem taka zmęczona rzeczywistością.
Muszę się ratować,  a nic tak dobrze nie ładuje moich baterii
jak dolce far niente we własnym łóżku.
Zaciągnę zasłony, wyciszę telefon,
samotność z wyboru jest rzadko dla mnie dostępnym luksusem .

Najlepszych Świąt kochani, o ile ktoś mnie jeszcze czyta:)
Pewnie będą to burzliwe i trudne dla wielu Święta, PiS z Dudą o to zadbali.
Dlatego nie dajemy się, nie dajemy!
Bo moc jest z nami!
Wszystko mija nawet najdłuższa żmija.
(Lec).
Li.


Ciężka sprawa z lekkością pisania.

Listopad 24, 2016

Jestem przekonana, że wrócę do regularnego pisania na blogu,
ale jeszcze w duszy mi nie gra.
Bliska przyjaciółka uparcie twierdzi, że od dłuższego już czasu straciłam lekkość pisania, czym skutecznie podcięła mi skrzydła,
a nieloty są ciężkawe…
ech… a czy lekkość jest najważniesza?
Taka na przykład nieznośna lekkość bytu jest ciężarem.
Tak czy siak, brakuje mi chęci na kontrolowanie literek pod względem wagowym,
na razie niech sobie tyją i cieszą się intymnością,
nie wychodząc poza moje myśli.
Są tam  bezpieczne i wolne od ciężaru krytyki.

A u mnie wszystko w najlepszym nieporządku.
Codziennie witam dzień powstaniem (Lec),
potem walczę z rzeczywistością do wieczora,
by paść w łóżku z  nieprzytomnym zmęczeniem.
(Przynajmniej z czymś sypiam, poza kotami i psem…).
Dużo za dużo pracuję, coś tam robię poza, wychodzę, poznaję,
wzruszam się, ratuję,
szukam domu dla nieszczęśliwego psa (znalazłam najlepszy!)
jeżdżę, jestem w ciągłym ruchu i to życie mija.
Żyję i przez to że żyję, życie mi mija.
Ciągle jeszcze nie straciłam nadziei na WIELKĄ ZMIANĘ,
na dom w Portugalii,
nawet jakby jestem bliżej marzeniom,
bo narasta we mnie taki bunt, taka niezgoda, taka chęć trzaśnięcia drzwami…
ech, niech no tylko Guśka zakończy edukację szkolną,
zaprawdę powiadam Wam, trzasnę tymi drzwiami.
Zawsze lubiłam efektowne wyjścia.
A co na to Lec?
Wolę napis „Wstęp wzbroniony” aniżeli „Wyjścia nie ma”.
Li.


49.

Listopad 4, 2016

I kto by pomyślał? 49.
„A na parapecie siedziały kruki i wrony.
Pomyślałam: Jaki los czeka to dziecko?
I widzisz jaki Ty masz los?”
Opowieść mojej Mamy śmieszy mnie do dziś.

W ubiegłym tygodniu moje dwie przyjaciółki dały mi w urodzinowym prezencie weekend w SPA.
Oczywiście pojechały razem ze mną.
Miały na tyle poczucia przyzwoitości,
że nie kupiły mi pakietu „Bądź piękna w 3 dni”, haha.
Fajnie było.
Dochodziłam do siebie przez następne dwa dni,
ja to jednak nie potrafię tak bez ruchu,
tylko leżeć, dać się pieścić i masować.
Ech…
:)
Ale ad rem: tradycyjnie, w dniu swoich urodzin życzę sobie i Wam jak najlepiej.
Z perspektywy czasu (ha, 49!) już wiem, że najważniejsze jest zdrowie, poczucie humoru i błysk w oku.
A w sercu ciągle maj.
Ściskam Was kochani, mało mnie tu, ale przecież jestem!
Li.


Czarny tytuł.

Październik 4, 2016

Byłam wczoraj na Rynku, nie mogłam nie być.
Stałam w tłumie razem z Gusią, skakałam, krzyczałam, skandowałam,
klaskałam i normalnie leciały mi ze wzruszenia łzy.
30 lat temu zaczęłam chodzić na demonstracje studenckie, komuna, ZOMO, Milicja…
kto by przypuszczał, że znowu trzeba iść i protestować.
Historia zatacza koło, bo zawsze wraca system, który  chce ograniczyć wolność.
Nie jestem zwolenniczką aborcji bez granic.
Nigdy nie usunęłabym zdrowej ciąży, nie pozwoliłabym na to też moim córkom. Walczyłabym o dziecko.
Ale zdrową ciążę z gwałtu usunęłabym bez wahania- dziecko nie może być owocem przemocy.
Ciążę z wadami nie do usunięcia, usunęłabym bez wahania- to też jest moje życie,
dość napatrzyłam się na poświęcające swoje życie matki,
a życie jest takie jedno.
Ciążę zagrażającą mojemu życiu też bym usunęła, bo to MOJE życie.
Egoizm? Jak zwał tak zwał, ja uważam inaczej.
Wolność wyboru z poszanowaniem wolności sumienia, oto czego oczekuję od systemu.

Mam nadzieję, że ten spontaniczny ruch kobiet zapoczątkuje upadek PiS.
Nie jestem w stanie znieść tej głupoty, prymitywizmu, braku inteligencji,
buty i destrukcji.
Polityka to wylęgarnia miernot, prawdziwa ferma kurzych móżdżków.
Może ruch nie zaangażowanych politycznie kobiet będzie tym wirusem,
który zdziesiątkuje stada byle Jakich samców?
Żyjemy w kraju, w którym kobiety są poniżane,
w którym aprobuje się przemoc domową, niealimentację,
w którym tak łatwo prym wiodą mężczyźni.
(A jacy to mężczyźni, na boga!)
Popatrzcie na kobiety z PiS-u!
Czy jest tam choć jedna, która mogłaby wzbudzić szacunek?
Która jest samodzielna?
Która jest inteligentniejsza od kury?

A może by tak iść w politykę?
Bo normalnie nie można wytrzymać.
Głęboki oddech, zaczyna się wtorek-potworek.
Miłego dnia!
Li.


W punkt!

Lipiec 1, 2016

Golding


Przetańczyć z sobą chcę całą noc!

Czerwiec 27, 2016

Miałam dziś dobry dzień.
Wygrałam w II Instancji bardzo ważną sprawę.
Tak bardzo zależało mi na wygranej,
że ze stresu przed ogłoszeniem wyroku o mało nie padłam pod salą.
(Wiadomo, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie).
Dlatego cieszę się i nie mogę przestać.

Scenka z wczoraj:
Karolcia jak co wakacje pracuje. Jest-uwaga-kierownikiem.
Nepotyzm jest w cenie, więc na stanowisko „zaladą” zatrudniła młodszą siostrę.
Gusia szykuje się w domu do wyjścia do pracy,
Karolina zniecierpliwiona patrzy na zegarek i mówi:
-Spóźnisz się i będę musiała  dyscyplinarnie Cię zwolnić!
-Mamaaaaa, Bimbo mnie mobingujeeee!!!

Wesoło mam!
No to tańczymy z Justinem, migusiem!
Li


Odezwijcie się do mnie w ten upał ozięble!

Czerwiec 26, 2016

Ech, stanąć tak w strugach deszczu, dać się przemoczyć, oblepić, wyziębić…ech…
Na razie kolejny dzień koszmarnego upału
zmienia mi mózg w ośrodek przetrwania.
Kraków jak ogromna patelnia, bezlitośnie wysmaża energię.
Topią się plany i chęć aktywności.
Koty leżą pokotem, pies ani drgnie.
Na taras nawet nie wychodzę, leżę na łóżku
i co jakiś czas wkładam ręce do miski ze zbyt szybko topniejącym lodem.

Czytam. Kto czytał „Shantaram”?
To dopiero jest książka, prawdziwa książka!
Li.


Brexit plus upał.

Czerwiec 24, 2016

Ludvico Einaudi zagrał na fortepianie na wodach Oceanu Arktycznego.
Wokół niego rozpadały się topniejące lodowce.

Jest tak gorąco, znowu padnie kolejny rekord temperatur,
zginie kilka gatunków zwierząt,
a niedżwiedzie polarne będą głodować i w końcu też wyginą.

Ludzie tak bardzo podniecają się polityką,
a nie zauważają że niedługo
nie będzie to miało najmniejszego znaczenia,
bo wymrą wyborcy, żołnierze, najemnicy,
mafie, rządy, partie, nawet PiS…
Człowiek to najgorszy szkodnik przyrody, prawda?
Li.


Chwilowo zdradziłam Leca.

Czerwiec 20, 2016

Jestem zmęczona. W moim kierunku lecą strzały mniej lub bardziej nasączone jadem.
Te co mnie tylko drasnęły, spadły gdzieś w niebyt, te co we mnie tkwią- nie dają się wyciągnąć.
(Różne to ręce naciągają cięciwę, ale najgorliwszy strzelec to Nemo, kto by w to kiedyś uwierzył?
Zabił w sobie siebie i teraz chce zabić mnie).
Szukam antidotum na ten jad i chce mi się płakać z bólu i z bezsilności.
Ale nie płaczę, tylko wykrzywiam usta w drugą stronę i  staram się śmiać.
Tak! Śmieję się ze wszystkiego, łamię tabu i śmieję się bezczelnie,
również i  tam gdzie śmiać się nie wolno.
Mnie wolno, dałam sobie wolne od konwenansów.
Każdy ma swój sposób na (prze)życie, ja się śmieję.
Śmieję się, więc jestem.
Śmieję się, bo inaczej nie wytrzymam tych nieszczęść wokół mnie.
„Ból nie po to jest, by przysparzać ci smutku, pamiętaj.
Ludzie tu właśnie przegapiają wszystko…
Ten ból ma uczynić cię bardziej czujnym.
Człowiek staje się czujny tylko wtedy, gdy strzała wnika głęboko w serce i rani”.

Tyle przeczytanych słów, mądrości, wskazówek, a człowiek Li i tak jest ślepy, głuchy i nierozumny.
Ciągle coś przeocza, zapomina o ważnościach, gubi uczucia, lekceważy sygnały,
niby taki mądry, a przecież taki głupi, zupełnie nie czujny.
A życie mija.
… nic, tylko się z tej własnej głupoty śmiać, śmiać, śmiać, śmiać.
No to śmiejmy się.
Li
* Cytat z Osho.


24 godziny z życia kobiety

Czerwiec 17, 2016

Wczoraj. Co było wczoraj?
Był koncert Zaz. Piękny. Byłam na nim fizycznie i nie byłam myślami.
Bo wiedziałam co będzie dziś.
Co było dziś?
Był pogrzeb.
Kobieta, lat 46, synek lat 10.
Nie byłyśmy ze sobą blisko, ale była żoną mojego brata.
Dwóch braci, dwóch wdowców.
(Czarny humor mojej przyjaciółki: wiesz co, rozwodząc się z Nemo, uratowałaś mu życie).
… Popołudniu rzuciłam wszystko i pojechałam w miejsce,  którego nie znają moje problemy.
Pięćdziesiąt parę kilometrów za Krakowem.
Do znajomych z innej, nie krakowskiej bajki.
Pięknieeeeee!
Wrócę tam jesienią.

Ludzie!!!! Róbcie sobie badania i to już!
Ja mam w sobotę przegląd, nie ma co liczyć na to, że nas TO ominie.
Trzeba drania przechytrzyć.
Wytrącić mu ze szczypiec podstawowy argument zbyt późnej diagnozy.
Badajcie się, bo warto żyć.
Li.


Wracam tu, by nie zapominać.

Maj 24, 2016

Wracam tu, wracam.
Jakoś muszę porządkować wewnętrzny chaos, a porządki literami wychodziły mi najlepiej.
Chcę pisać, by kilka lat później z prawdziwą przyjemnością wracać do spraw dawno zapomnianych i nagle na nowo odkrytych.
Wczoraj,  gdy nolens volens musiałam odbyć nieprzyjemność wywiadówki w szkole Młodszej,  trafiłam na  wpis sprzed 5 lat:

17.05.2011 r.:
„Wywiadówki zawsze wpędzają mnie w zły humor.
Po pierwsze: to straszne, starzeję się.
Po drugie: na papierze dostaję potwierdzenie, że  moje dzieci nie są genialne.
Po trzecie: mam pretensje do losu, dlaczego to po mnie musiały dostać gen zdolnego lenia, a nie dostały po  tatusiu prof. dr hab. tego z zamiłowaniem do codziennej i systematycznej nauki?
Teksty mojej młodszej córki rozwalają mnie, nim zacznę się złościć:
–Mami, chcesz żebym w  życiu była szczęśliwa czy nieszczęśliwa?
–no jasne, że chcę  byś była szczęśliwa!
–o, to mogę nie chodzić do szkoły?
Przychodzę ze szkoły z groźną miną i z sms-ową zapowiedzią awantury.
Młodsza już w drzwiach przystępuje do ofensywy:
-O co Ci chodzi, no o co?
Przecież mówię Ci o każdej dobrej ocenie i prawie o każdej złej!

Rety, zaczynam się śmiać i to by było na tyle marzeń o autorytecie”.

W Krakowie zbiera się na burzę, moja głowa czuje to bardzo dokładnie.
Siedzę w moim gabinecie z widokiem na malowniczo oplątane bluszczem średniowieczne mury, ciepłe powietrze owiewa mnie zniechęcająco do pracy, całkiem spokojnie wypijam drugą  kawę i cieszę się na wieczór.
Mam trening, a to ostatnio moja największa przyjemność,
moje przygotowanie do szybowania w przestworzach,
wszak będę lekka jak piórko.

Li.
PS. Nawet nie wiecie,  jak  cieszę się widząc stare  znajome nicki!

Jak nie tu, to tam.

Maj 24, 2016

W ciągle przegrywanej wojnie domowej o ciśnienie mojej własnej krwi, sięgnęłam po broń ostateczną- celowy brak w domu kawy.
Nie dla mnie już cudownie pachnące poranne latte z widokiem na lipę za tarasem.
Jestem więc wściekła i śpieszę do pracy, bo tam zakaz nie obowiązuje.

Miłego dnia dla Was, trzeba przetrwać wtorek-potworek!
Li.


Tytuł piosenki jest absolutnie niewinny:)

Maj 22, 2016

(Robię porządek w płytach i znajduję zapomniane, a przecież ulubione!).
A propos zakochania się, doszłam do granicy mojej wytrzymałości i jak jeszcze raz usłyszę od „stroskanego” rozmówcy pytanie: kiedy nareszcie znowu ułożysz sobie życie? – to zrzucę kajdany dobrego wychowania i … I niech to zabrzmi jak groźba.
Co za świat!
Kobieta Li ma ułożone życie, radzi sobie gorzej lub lepiej, ale jakoś pełznie przez to życie, ma dwie fajne córki, cztery cudowne koty, pociesznego psa i co? Potrzebna jest ta dodatkowa para nóg, odziana w skarpetki? Do czego?
Bo przecież nie do seksu, ten pozamałżeński jest o wiele, wiele lepszy! (Cudzych mężów omijam szerokim łukiem, deklaruję na wszelki wypadek, zanim rzucisz kamieniem. Choć z reguły wystarczyłoby kiwnąć palcem, tyle właśnie warta jest katolicka małżeńska wierność).
Moje małżeństwo z perspektywy czasu nie było najgorsze, ale niestety było z gatunku tłamsząco-nudzących.
Mąż kojarzy mi się z nudą i rutyną, koniecznością podstawiania pod nos talerzy, prasowaniem koszul, wiecznym skrzywieniem, odreagowywaniem na mnie stresów pozadomowych.
Zero spontaniczności, szaleństwa, gapienia się na zachód słońca i robienia kotletów z czerstwego chleba.
Z kobietami jest inaczej, wypełniają mi czas, bawię się z nimi świetnie, ech- ostatnio w szaloną czwórkę pojechałyśmy na cały dzień do Sandomierza, śmiech wykończył każdą z nas. A czy wiecie jakie dobre wina robią sandomierskie winnice?
Jesteśmy niezależne, z autami, z pasjami, z chęciami przygód, z szaleństwem w oczach, z radością z każdej chwili, nawet gdy którąś dopadnie proza życia podbita smutkiem, to od czego jest pakiet ratunkowy?
Kobiety, zaprawdę powiadam Wam, bądźcie dla siebie piękne, zadbane, ćwiczcie (haha, tu namawiam z gorliwością prawdziwego neofity), dbajcie o siebie, kochajcie siebie, rozpieszczajcie siebie, miejcie w d… tych nieudaczników, bo prawdziwych, fajnych, ciekawych, dowcipnych mężczyzn w naszym kraju jest niewielu, nie ma co liczyć na przypadek.
Życie jest tu i teraz, czekanie na miłość, zwłaszcza na tę romantyczną, to droga do zgorzknienia i zaniżenia samooceny.
Pomyślcie, ile tych złośliwych, ciekawskich mężatek jest głęboko nieszczęśliwych w tych swoich ograniczających małżeństwach!
Ile z nich musi znosić wiodącą pozycję męża, przymus współżycia, przepity i przepalony oddech, upokorzenie i brak czułości?
Ile z nich znosi bicie? Ile z nich tkwi w małżeńskiej obojętności, a co to za przyjemność mieszkać pod jednym dachem z obcym człowiekiem?
Obudżcie się i nie piszcie- jestem samotna, nie potrafię sobie z tym poradzić.
Nie! Jesteś sama, ale nie samotna, bo nikt nie jest samotną wyspą.
Rozejrzyj się, ile takich samych tkwiących w stereotypie samotności kobiet jest wokół Ciebie! Zaktywizuj je! Rusz! Zaprzyjaźnij!
Jestem bystrym obserwatorem międzyludzkich stosunków, a może przede wszystkim ich braku.
Jestem sama i jestem z tego dumna. Nie dałam się wtłoczyć w kolejny związek. Jestem azwiązkowa.
Mam swoje życie, córki, zwierzaki i przyjaciół. No i mam statlera, wiadomo:)
To najwspanialszy facet, jakiego w życiu poznałam. I mój najlepszy przyjaciel.
Każdy przeczyta to jak będzie chciał, ja jestem wolna, z reguły szczęśliwa,
czasem gdy dopadnie mnie proza życia, głównie finansowa, to zaliczam dół, tylko po to, by się od niego odbić.
Nie dam się nikomu, a już na pewno nie codzienności.
Nie dam też sobie wmówić, że tylko życie z mężczyzną da mi szczęście. Żyłam, szczęśliwa nie byłam.
Szczęście to stan umysłu, potrafię sama się w nie wprowadzić i potrafię powiedzieć: NIE!
Więc NIE, NIE, NIE, na pohybel stereotypom, a samotność to stereotyp.
Miłego dla Was!
Li.


Gdy biorę leki, życie chwilowo bywa znośne.

Maj 21, 2016

Trudno pisać pogodnie w czasach zarazy. Przejmuję się, niestety.
Wyrzucenie z domu telewizora może i wprowadziło więcej wieczornej ciszy,
ale pociski złych wiadomości ciskane z innych źródeł i tak trafiają we mnie bez pudła.
Od szaleństw PiSu po medialne zakatowanie kolejnego psa, oto w jakich czasach żyjemy.

Byłam dziś jak zwykle na treningu. Uwielbiam te dwie godziny tylko dla siebie.
Wyczołguję się mokra i wykończona, a taka szczęśliwa!
Pokonuję kolejne stopnie wtajemniczenia i z przyjemnością patrzę, jak zmienia się moje ciało.
Festina lente, powtarza mi mój trener i ja mu wierzę.
Dojrzałam do braku pośpiechu, szkoda tylko, że życie nie chce zwolnić razem ze mną.
Ostatnio przeczytałam takie słowa:
„Nasze wartości, to w jaki sposób żyjemy, jest odbiciem naszego społeczeństwa. Trzymamy się tego kurczowo.
Nieważne, że jestem prezydentem Urugwaju. Dużo o tym myślałem. Spędziłem ponad 10 lat w celi-izolatce.
Miałem czas… 7 lat spędziłem bez żadnych książek. Miałem dużo czasu na rozważania.
Oto, co odkryłem: albo jesteś szczęśliwy, mając bardzo niewiele,
nie obciążając się nadmiernie, bo to szczęście płynie z twojego wnętrza, albo donikąd nie zajdziesz.
Nie próbuję promować ubóstwa. Promuję trzeźwość.
Tymczasem my wymyśliliśmy społeczeństwo konsumentów, które musi ciągle rosnąć.
Gdy nie ma wzrostu, jest tragedia. Wymyśliliśmy cała górę zbędnych potrzeb.
Musisz ciągle kupować, wyrzucać?
Marnotrawimy w ten sposób życie.
Gdy coś kupuję lub gdy ty to kupujesz, nie płacimy pieniędzmi.
Płacimy czasem wyjętym z życia, który musieliśmy spędzić na zarobienie tych pieniędzy.
Różnica polega na tym, że życia nie da się kupić.
Życie po prostu płynie.

To straszne, że marnujemy życie tracąc wolność”.

Postanowiłam wywalczyć sobie wolność.
Li.


Znasz li dawną Li?

Maj 14, 2016

Gdy wpadam w takie dni jak dziś, gdy nie mam siły żyć,  to włączam awaryjny  tryb ledwo tlącej się egzystencji i pół dnia nie wychodzę z łóżka, na wpół śniąc, a sny na szczęście ciągle mam piękne.
Wyciszam telefon,  nakładam maseczkę na twarz, łykam leki na mojego wewnętrznego wroga, umyję jakieś okno, przytulę się do kota, zrobię Młodszej dobry obiad i staram się zminimalizować poczucie beznadziei. Wszystko mnie wkurwia, a najbardziej ludzie.
Potrzebuję zmiany, dobrej zmiany, prawdziwej dobrej zmiany, wyzwania, poczucia, że jeszcze gdzieś, coś, ktoś, szlag mnie trafia na moją codzienność, na walkę z pracą, klientami, wariatami i wiatrakami. Ludzie ludziom ten los…ech…
Nie byłam w stanie iść dziś na trening i to też mnie frustruje, bo go nie opuszczam i nie odpuszczam. A jednak dałam się dziś pokonać przez złe samopoczucie, szalejące ciśnienie, krew walącą mi prosto między oczy smutną prawdę- „nie bierzesz regularnie leków, to będziesz mieć takie jazdy”.
Nie piszę, bo nie mam światu nic do powiedzenia, ale dobrze że mam tego bloga. Czytam stare notki i skoro wtedy dałam radę, to może i teraz sobie dam.
Nie mam innego źródła z którego mogę czerpać siłę, poza moją przeszłością.
Smutne.
Li.


17 mgnień wiosen Gusi.

Kwiecień 13, 2016

FullSizeRender (4)

IMG_6069 (2)

FullSizeRender (5)

17 lat  temu po północy  wrzeszczałam w porodowym szało-cudzie narodzin, klnąc na czym świat stoi.
Próbowałam przez otwór wielkości cytryny, wypchnąć na świat 4,5 kg szczęścia.
Męczyłam się przez wieczność godziny, a potem było tylko błogie  zmęczenie, duma i radość.
(Z łyżką dziegciu  w postaci poporodowych takich tam…)
A teraz to moje szczęście ma 1,80, urodę, inteligencję, dowcip, odpowiednią dozę ironii i sarkazmu,
dystans do życia, poczucie humoru, którym mnie za każdym razem rozbraja, ukochanego chłopaka,
wielki tłum znajomych i przyjaciół wiecznie okupujących nasz dom.
Jest czuła, lojalna, sprawiedliwa i wrażliwa.
Czasem doprowadza mnie do chwilę trwających ataków szału, bo nie zależy jej na ocenach,
czasem idzie na wagary, a ja jestem wzywana do szkoły- tak, jak jutro.
Cóż zrobić, pójdę, podpiszę hurtem wszystkie usprawiedliwienia, bo dobrze na szczęście pamiętam, jak to dawniej ze mną bywało.
I co?  Jakoś wyszłam „na ludzi”.
Ale cieszę się, że dużo czyta, że jest ciekawa świata, że ma swoje zdanie, że potrafi oddzielić ziarno od plew, że jest.
Moja kochana Guśka, mój Mańciu, nasz Knypcio, moja blondynka, maniakalnie prostująca swoje loki, moja córeczka.

Ech, ale jestem szczęściarą!

Li.


Nie sądzę, by kogoś obchodziło co u mnie się dzieje?

Kwiecień 11, 2016

Chciałabym napisać notkę, wrócić do starych nawyków- kubek kawy, notka, komentarze,
ulga, gdy myśli wywalone z głowy, ale coś mi nie pozwala.
Mam założoną wewnętrzną blokadę na wyzewnętrznianie się.
Ale u mnie wszystko jak zwykle w najlepszym nieporządku.
Najważniejsze, że pielęgnuję miłość do siebie i regularnie trenuję z moim najlepszym trenerem,
wielbię go i słucham,
daję się ochrzaniać, pałam szczęściem, gdy mnie chwali, robię coraz więcej i chce mi się zdobywać świat.
(Zaczynam mieć mięśnie, to doprawdy nowe doświadczenie).
Poznaję ciągle nowych ludzi, przeżywam śmieszne historie, dotykają mnie smutki,
tęsknię za Karolcią, mimo że dopiero co była w domu trzy tygodnie,
ufam, ciągle ufam, że najlepsze wciąż przede mną.
Nie podddaję się i nie poddam, o!
Gdy pada mi nastrój to robię 200 brzuszków, albo czytam zabawne sentencje.
Uwielbiam Panią Bukę, znacie?
Albo Umiarkowanie Zimną Sukę:
– „I chuj”- pomyślałam. Bo myślę raczej zwięźle.

Klnę jak szewc, ale w dzisiejszych czasach „lepiej głośno przeklinać, niż być cichym skurwysynem”.
Li.


Aktualności.

Styczeń 12, 2016

Odczuwam przemożny brak chęci pisania.
Mam wstręt do internetu.
Robi mi się niedobrze na widok tzw. polityków.
Udałam się więc na wewnętrzną emigrację
i-UWAGA- od 2 grudnia regularnie, 3 razy w tygodniu,
(nie opuściwszy jeszcze ani jednego),
chodzę na trening do najlepszego
i najmilszego sadysty,
jakiego dane mi było poznać.
W dodatku do miejsca, gdzie nie ma ludzi,
co mnie dziwi,
bo jest tu świetnie.
Spodnie mi spadają. Z tyłka.
Cudowne uczucie!
I to mnie cieszy.
Reszta jest milczeniem.
Li.


Długo, ale ważne.

Listopad 14, 2015

Zatyka mnie żal.
Paryż przelał czarę goryczy i rozpaczy nad światem.
Nie mogę pojąć tego okrucieństwa, zła, odczłowieczeństwa…
Nigdy nie powiem, że człowiek to bydlę, czy że jest gorszy niż zwierzę,
bo w świecie zwierząt nie ma interesownego i celowanego okrucieństwa,
nie ma zabijania dla przyjemności, nie ma zadawania cierpień,
tortur i gwałtów.
Nie ma polityki.
Nie ma religi, w imię której zabija się bez grzechu, a dla wiecznej chwały.

Boli mnie bycie człowiekiem.

Pewnego razu postanowiłam sobie być tylko dobrym człowiekiem. Odrzuciłam złe myśli, zazdrość, brak wybaczenia, tkwienie w złości. Wybaczyłam Nemo, wybaczyłam wrogom,
popatrzyłam na siebie i wybaczyłam też sobie. Przestałam być radykalna w sądach, znalazłam w sobie równowagę i dobrą życiową siłę. Dałam sobie
i innym prawo do błędów, bez ścinania głów. Chcę być tylko dobra, chcę nie mieć w sobie agresji, chcę uśmiechać się do ludzi i sprawiać, by czuli się dobrze w moim towarzystwie.
Chcę pomagać i chcę prosić innych, by pomagali.

Dzięki blogom poznałam cudowną i dobrą kobietę-kobietę z krwi i kości.
Niezwykłego człowieka.
I pewnie ma swoje wady, ale ja widzę same zalety. Roztacza dobro, poświęca swój czas-czytaj:swoje życie, poświęca sporo swoich pieniędzy na ratowanie, leczenie, szukanie domów dla bezdomnych kotów.
Tak-wiem. Przez zło umierają ludzie, a ja piszę o kotach.
Nie, ja nie piszę o kotach, ja piszę o czynieniu dobra, o dbaniu o tych, o których się nie dba.
Dobro jest jak kręgi na wodzie, rozchodzi się wokół, zrób coś dobrego, to zaprocentuje.
Wczuj się w cierpienie zwierząt, nie zrobisz krzywdy człowiekowi.
Daj dom bezdomnemu kotu, pomóż uwolnić z łańcucha psa, zareaguj na bicie konia,
a wychowasz swoje dziecko w miłości do świata i nie będzie brało do ręki broni, by zabijać.
I też będzie potrafiło dać dobro, bo tylko dobrem i wrażliwością da się zwalczyć zło.
Upraszczam? Tak, ale przecież podział jest prosty- zło to zło, dobro to dobro.

Po co ta notka?

Gosia wraz z kilkoma innymi wrażliwymi osobami stworzyła fantastyczną akcję pod nazwą „Skarpeta”.
Czytający jej bloga ludzie wrzucają do „Skarpety” po parę złotych na pomoc dla zwierzaków,
w tym- uwaga: nigdy dla Gosi.
(Popatrzcie tu, ile już uratowała kotów).
Ona ma dość swoich pieniędzy, radzi sobie sama, a jakie sumy poświęca na ratowanie każdego kota, to wiem dokładnie, bo czułam się w obowiązku zapłacić jej za koszty poniesione na ratowanie mojego Bolusia, było to 200 złotych, a wraz z Bolkiem ratowała przecież jego rodzeństwo.
Pomoc ze „Skarpety”idzie dla niezamożnych karmicielek osiedlowych kotów, dla dających dom skatowanym psom, dla tych cichutkich, niezauważanych ludzi, którzy czynią dobro u samych podstaw, więc może dlatego nie widać ich z góry.

Czym są wobec tragedii w Paryżu? Wobec tragedii uchodźców?

Są tym samym- życiem.

Nie da sie pomóc całemu światu, ale można mieć swój mały własny światek.
Gosia go ma i ja ją podziwiam.

Żeby zachęcić do wpłat na „Skarpetę” Gosia i inne fantastyczne kobiety stworzyły kalendarze.
Nie są to zwykłe kalendarze, bo każda kartka opowiada prawdziwą historię uratowanego zwierzaka.
Jeden kalendarz kosztuje 25 złotych wraz z kosztami wysyłki.
Oprócz ceny można dodać „cołaskę” do „Skarpety”.
Wszystko jest legalne i zgodne z prawem-
pewien zły człowiek po ubiegłorocznej kalendarzowej akcji doniósł na Gosię do Urzędu Skarbowego,
lecz donos nie odniósł skutku, bo przecież Gosia na tym nie zarabia, a tylko dokłada.
Na wszelki wypadek jednak sformalizowała działalność, na pohybel donosicielom,
co trochę podniosło cenę kalendarzy, bo sami wiecie- mimo, że pracuje zawodowo,
to na etacie, a musiała założyć działalność gospodarczą,
a z tym wiąże się Zus, podatki i inne daniny…
Ech… ale najważniejsze, to nie tracić z oczu najważniejszego.
Długa ta notka, nudna i mało sensacyjna, ale z prośbą:
Pomóżcie!
Kupcie te kalendarze, ja też je kupiłam, w ilości czterech sztuk,
bo jeden sobie zostawię, a trzy dam znajomym dzieciom,
niech się uczą pomagać.
Kupcie, albo i nie kupcie, ale wpłaćcie po parę groszy do „Skarpety”.

A każdy, kto robi zakupy dla swoich zwierzaków w „Zooplusie”,
mógłby robić to przez baner na blogu Gosi.
Każde 5 % z wydanej kwoty netto wróci wtedy do niej i będzie na życie dla „tymczasków”,
na ich leczenie, tuczenie i szukanie dobrych domów.
To Was nic nie będzie kosztowało,
poza minimalnym trudem wejścia na blog Gosi
i kliknięcia w banerek z wejściem do sklepu.

Tyle tu na tym blogu było pomocowych akcji.
Tyle razy oberwałam za pomoc ludziom, czy oberwę za pomoc zwierzętom?
Nadstawiam policzek i czekam.
Wierzę w człowieka, mimo wszystko i wierzę, że dobro jest siłą nie do pokonania.
Li.


Listopad 14, 2015

Wiedzieliście, że w słowie „cZŁOwiek” mieści się całe ZŁO?


Znalazłam!

Listopad 7, 2015

 

(Zalecam słuchać, nie oglądać, bo autor tej tuby musiał płakać,
gdy ją tworzył).

Normalnie nie chcę, ale muszę pisać, bo jak nie zapiszę to zapominam.
A ja chcę pamiętać.
Na przykład taką drogę do Bułgarii i z powrotem
w wakacje dwa lata temu,
gdy odtwarzacz CD grzał mi się od Turnaua i Sikorowskiego,
na okrągło, przez kilka tysięcy kilometrów,
kochałam tę płytę na zabój,
a te co ze mną jechały, nienawidziły jej serdecznie.
Ale przecież to kierowca rządzi!
(Nota bene, było to jedyne CD jakie miałyśmy na tę podróż).
Po powrocie do Polski płyta zaginęła w niejasnych okolicznościach
i oto dziś ją znalazłam.
(Mam na oku podejrzaną).
Słucham i słucham.

A moja ciężko chora jeszcze tydzień temu Starsza,
kaszląc poleciała kilka godzin temu z przyjacielem do Madrytu.
Bilet kupiła dwa miesiące temu i nie dała się przekonać,
że lepiej zostać w łóżku.
Ale w gruncie rzeczy przekonywałam ją bez specjalnego zapału,
raczej z matczynego obowiązku,
bo zrobiłabym to samo,
Madryt jesienią, ech… musi być piękny!
(Carpe diem córko, carpe diem,
bo potem nagle będziesz mieć prawie pięćdziesiąt lat
i już dużo mniej czasu na życie!).

Czytam „Bajki rozebrane”.
O rety, ja to jednak jestem mało skomplikowana.
I na całe szczęście!
Li.


Test na miłość do matki.

Listopad 5, 2015

No i pomyśleć, że mam już mniej niż dwa lata do pięćdziesiątki!

Wychodząc wczoraj rano z domu zostawiłam Gusi 100 zł- z okazji moich urodzin.
Dziecko się ucieszyło, jak zawsze gdy kasa spada jej z nieba, a poza tym było cudownie miłe,
samoprzylepne, grzeczne, kochające i dające mi w prezencie poczucie, że mam wspaniałą córkę.
Hm… dzień był zwariowany, przebiłam się przez siedem rozpraw, potem spotkania,
miałam nadzieję, że wieczór zakończę spokojnie na lekcji angielskiego.
Przyszła jednak do mnie przyjaciółka, zarządziła wagary,
w rezultacie wylądowałyśmy we włoskiej knajpce.
Mówię: super, ale moje dzieci nie mogą dowiedzieć się, 
że nie poszłam na angielski,
bo pilnują mnie bardzo.
Złożyłyśmy śluby milczenia, pijemy wino,
cieszę się ogromnym bukietem brudnoróżowych róż,
zamawiamy frutti di mare… ech, piękny wieczór.
Dzwoni Gusia: Mam, gdzie jesteś?
– Na angielskim-odpowiadam (nie)zgodnie z prawdą
– Nie kłam, jak możesz, tu Cię nie ma, sprawdziłam!
(Poczułam się jak piętnastolatka, która na wagarach nad Wisłą wpada na swojego ojca).
– No dobra-przyznaję się do winy- uciekłam z angielskiego.
Ale ostatecznie to są moje urodziny (sięgnęłam po koronny argument).
Guśka na to z żalem: a ja czekam na Ciebie z niespodzianką.
Kazałam wziąć taksówkę i przyjechać.
Dziecko wytaszczyło z taksówki wielki bukiet róż,
na tyle wielki że wzbudził moje podejrzenia o źródło pochodzenia gotówki na jego zakup.
Pytam więc, a ona na to, że przecież zostawiłam jej rano 100 zł.
No tak, ale nie na prezent dla mnie, tylko na jej wydatki.
– Mama!!!! A ja myślałam, że to jest jakiś test,
czy coś Ci kupię czy nie i wszystko wydałam na te kwiaty!
Z własnych pieniedzy kupiłam tylko kartkę!
(na 18 urodziny, notabene, którą zatytułowała: dla osiemnastoletniej niuni:)
– Jaki test???
Mimowolny test zdany na szóstkę,
i wiecie co?
Chciałam dać jej dziś stówę i nie chciała jej wziąć.
Co oczywiście nie oznacza, że nie weźmie jej jutro,
gdy uzna że już dostatecznie długo była przyzwoita.
Ale róże piękne!
Li.


Najlepszego!

Listopad 4, 2015

Postanowiłam żyć 100 lat, a potem wyskoczyć przez okno i uciec.
W dniu swoich urodzin najbardziej cieszę się z tego,
że moja córka wczoraj wieczorem wyszła ze szpitala,
a w drugiej kolejności, że żyję i życie jest piękne.
Rano w lustrze jeszcze nie straszyłam,
a dzięki nadzwyczajnemu sposobowi pielęgancji skóry
zdradzonemu mi przez moją siostrę babeczną
(nasze babcie były siostrami),
która w dodatku jest najlepszym okulistą na świecie
moja twarz jest bardzo nawilżona.
Hm… zaprawdę powiadam Wam-niezbadane są kobiece ścieżki pielęgnacji.
(Publicznie nie zdradzę, kto chce niech pisze maila).

W dniu moich 48 urodzin, życzę Wam wszystkiego najlepszego,
a moim wrogom życzę, by dożyli ze mną tej setki.

Idę do pracy, dziś mam istnie sądny dzień.
Ale jakoś cieszę się z byle czego…
Li.


Koszmarny weekend, jak to na Halloween.

Listopad 1, 2015

Nie było żadnych znaków na ziemi i niebie. A może ich nie zauważyłam?
W piątek poszłam do Ice na koncert Chrisa Botti.
Koncert był wspaniały!
Przejmujący, igrający z wrażliwością,
miałam w oczach łzy ze wzruszenia, albo ze śmiechu.
Potem wino na Kazimierzu, wróciłam do domu w świetnym nastroju,
muzyka wymiotła ze mnie całe złoooo i porobiła nowe odkrywki sił i energii.

Zadzwoniłam w nocy do Karolci.
Od kilku dni była mocno przeziębiona, z wysoką gorączką, na antybiotyku,
kaszlem mogłaby wybijać szyby.
Dziecko było w stanie tragicznym, nie była w stanie ze mną rozmawiać,
kazałam natychmiast jechać do szpitala.
Szczęśliwie miała przy sobie koleżankę.
I się zaczęła wspaniała piątkowo-sobotnia noc, do szóstej rano,
na skype, na telefonie, z nerwami i poczuciem ogromnej bezsilności.
Karolcia trafiła od razu na badania, prześwietlenia, pod kroplówkę,
diagnoza: zapalenie płuc.
Stan na dziś: jest dużo lepiej, co sześć godzin dostaje kroplówkę,
gorączka opadła, jest mocno osłabiona, ale idzie ku lepszemu.
Może we wtorek wyjdzie ze szpitala.
(Ma w szpitalu swój własny pokój z łazienką, ciekawe prawda?)

Moja pierwsza myśl: muszę do niej polecieć.
Druga myśl: nie możesz, bo praca, bo jest to nieracjonalne,
bo co jej pomożesz.
Trzecia myśl- co ze mnie za matka!
Czwarta myśl- jest pod opieką, nie jest sama.
Piąta myśl- mogłabym po prostu przy niej być.

Czuję się źle z tym, że nie poleciałam.
Zawsze byłam przy moich dzieciach, gdy chorowały,
a przecież tu jest sytuacja nietypowa- po raz pierwszy dziecko jest w szpitalu.
I to na na obczyźnie!
Z drugiej strony moja nieobecność jutro i pojutrze w pracy
wywołałaby komplikacje nie do ogarnięcia.
I tak miotam się między myślami, między sercem a obowiązkami.
Wszystko mnie boli, ten weekend straciłam dla życia,
nawet nie byłam na grobie ojca.
Ech…
Li.


Zapomniałam o tytule.

Październik 26, 2015

Ostatni raz widziałam go w poniedziałek tydzień temu.
We wtorek nie był mi potrzebny,
w środę miałam bardzo mało czasu i pojechałam taksówką.
W czwartek zderzyłam się z myślą, że coś jest bardzo nie tak,
zaczęłam go szukać.
Nie znalazłam i znowu rujnowałam się na taksówki.
W piątek potrzebny był mi bardzo, postanowiłam się skupić,
zmówić modlitwę do św. Antoniego i …
I nic, czarna dziura, absolutny brak jakichkolwiek śladów w pamięci,
lekka panika, choć sama nie wiem, czy dlatego że NIC nie pamiętam,
czy dlatego, że NIE mogę go znaleźć.
Wieczorem wcisnęłam czterem kolegom Gusi dwa komplety kluczyków,
kazałam klikać co dziesięć metrów,
zakreśliłam prawdopodobny obszar poszukiwań
i gryząc palce-czekałam.
Nie minęło 20 minut, gdy zadzwonili że znaleźli.
Moje kochane zagubione auto.

Dziś rano wychodząc z domu, znowu nie pamiętałam
gdzie zaparkowałam w sobotę.
Niekończąca się historia, marzę o garażu.

Zwariuję, jak nie zmienię sposobu życia, zwariuję.
Ale jak go znaleźć, a potem jak nie zgubić?

To był gorący weekend.
Po imprezach Guśki dom prawie w ruinie,
po wyborach- ech, wszystko rozumiem,
ale głosować na Kukiza?
Li.


Krew z krwi, kość z kości :)

Październik 23, 2015

Bimbuś

Ależ ta dziewczyna ma piękne oczy!
Li.

PS. Na kogo głosujecie? Bo ja na Partię Razem.
Dlaczego? Nigdy nie opuściłam wyborów, ale przez ostatnie lata głosowałam głównie na mniejsze zło.
Teraz oddam mój głos na partię, z której programem wcale się nie utożsamiam,
ale która składa się z ludzi z krwi i kości,
a nie z polityków.
Niezdecydowanym polecam TEN krótki przewodnik po partyjnych programach.

A TU drugi  świetny tekst.


Oczywiste, że skoro miałam nie pisać, to piszę.

Październik 21, 2015

Wstałam o piątej rano i obudziłam koty.
Zaspany kot w przymrużonych oczach chowa całe pokłady wyrzutów sumienia. Pies nawet nie drgnął, odporny na dwa budziki, śpi jak na przyzwoitego psa przystało.
Wstałam, bo chciałam popracować, ale przytulne okoliczności wciągnęły mnie z powrotem do łóżka. Całkiem więc spokojnie wypijam w łóżku pierwszą kawę w beznamiętnym  towarzystwie włączonej pralki, a jej szum jak szum wód prenatalnych, daje mi poczucie bezpieczeństwa i chwilowy triumf (nie)perfekcyjnej pani domu nad domowym bałaganem.
Przez szczelne okna nie wpada grzechot budzącego się miasta, uwielbiam to zawieszenie w czasoprzestrzeni, jeszcze przez godzinę, zanim nie trzasną drzwi sąsiada i nie obudzą psiego poczucia obowiązku (trzaskające drzwi wymagają przecież oszczekania).
Od przedwczoraj miałam być w Hiszpanii, opłacony pusty fotel przeleciał nad Pirenejami zamiast mnie, no cóż… życie…
(Ale podobno tam pada).
Muszę jednak zniknąć z domu na weekend, bo z powodu moich hiszpańskich planów Młodsza zaplanowała na piątek imprezę integracyjną dla swojej klasy, a na sobotę imprezę dla przyjaciół. Podobno nie łączy się jednego z drugim i moje sugestie o kompilacji towarzystwa zostały odrzucone. Zabiorę więc psa i potułam się, może ktoś mnie przytuli, obietnica noblige. Nie wolno mi wrócić do niedzieli, z troski o moje nerwy oczywiście.
Są i plusy tego wygnania, bo od kilku dni Guśka jest dzieckiem idealnym-sprząta kuchnię, codziennie mówi mi, że mnie kocha, wyrzuca śmieci bez awantur, nawet bez przypominania wychodzi z psem. Mówię jej, że na pewno zniknę na weekend, nie musi już tak się starać, ale najwyraźniej chce mieć mocne argumenty.
W razie czego, cha cha.
Ech, dziś jest środa, co urody doda.  Idę na manicure, a Wy?
Li.


Dzielę się zachwytem.

Październik 19, 2015

Szary ten poniedziałek, ale mój.
Zgodnie z konsekwentną niekonsekwencją piszę notkę, choć pisać już nie miałam.
Oczywiście od razu nabrałam ochoty, by pisać  i pisać.
(Sama siebie nie słucham, a co dopiero innych).
Ale czy mogłam nie pokazać tego zachwycającego, lekkiego, zmysłowego tańca?
Li.


Być dobrym ministrem swoich własnych spraw wewnętrznych!

Październik 19, 2015

A co na to Lec?
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Codziennie pocieszam się w ramionach Leca, zawsze przed ramionami Morfeusza.
Na razie minęła mi chęć do codziennego pisania, pozamykałam się w sobie
i nie wypuszczam siebie poza swoje własne granice.
Tak jest lepiej i bezpieczniej.
Świat jest zły i trudno mi sobie z tym poradzić.
Mój mały światek funkcjonuje lepiej lub z reguły gorzej.
Czasem rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami, a rzeczywistością
otwiera się nagle jak lej krasowy, wpadam w niego i myślę, że to mój koniec.
Ale gdy leżę na dnie, gdy już czuję nadchodzący spokój, święty spokój,
słyszę pukanie od spodu,
można więc spaść jeszcze niżej,
nawet to daje nadzieję i pozwala wygramolić się na brzeg.
Bo skoro może być gorzej, to może być i lepiej.
I tego się trzymam, robię swoje, kocham moje córki,
rozpieszczam moje zwierzaki
i pracuję nad sobą, bardzo nad sobą pracuję.
… Tyle u mnie nowego!
Miłego dla Was,
Li.
PS. Interia zamknęła platformę blogową, tym samym mój pierwszy blog „Licencja na bloga”,
zakończył swój żywot w otchłani internetu.
Zdążyłam go jednak skopiować.
Ależ to kawał życiowej historii!
Czytam na nowo i nie mogę się nadziwić,
po co mi było
tyle par czerwonych szpilek.


Sensacja goni sensację.

Wrzesień 21, 2015

Nie mogę spać.
Herbata rumiankowa nie pomogła. Mruczenie wtulonego we mnie Bobcia też nie.
Wstałam.
Snuję się po domu, w tle Caro Emerald, gary tłuką się w zmywarce,
pranie wiruje, koty mrużą oczy, zostało mi pięć godzin do wrzasku budzika.

Nie mogę spać.
Bo nawet gdy nogi już zasnęły, to głowa ciągle nie.

Byłam wieczorem w kinie.
Na „Nigdy nie jest za późno”, kocham Meryl Streep, choć film taki sobie.
Ot, kolejna amerykańska bajka o wybaczaniu grzechów przede wszystkim sobie.

Jestem cholernie zmęczona, nie da się ukryć.
Nadrabiam resztką poczucia humoru,
ale zaczynam nie łapać już dowcipów statlera,
ma to destrukcyjny wpływ na nasz (jakże intelektualny) związek.

Ale, ale! Za tydzień jadę na weekend na Mazury,
a za miesiąc do Hiszpanii,
niech się pali i wali,
ja marzę o wgapianiu się w morze.
I o snuciu się bez celu i bez pośpiechu.
I o wyłączonym telefonie.

To ostatnie się nie uda.

Mam do wydania w dobre ręce dwa kocury.
Zmarła ich opiekunka, są smutne i zdezorientowane.

Idę do wanny, mam niby czwartą część Millennium, pewnie pisaną wyłącznie dla pieniędzy,
ale nie mogłam odmówić sobie Lisbeth Salander.
Li.

 


NIe czekam na jesień tego roku. I tak przyjdzie.

Sierpień 23, 2015

Jerzy Kamas nie żyje.
A ja tak kochałam Wokulskiego…

Lato minęło.
A moje poczucie beznadziei nie mija.
Jasne, że walczę z nim codziennie,
nie chcę łatwo oddać pola,
nie chcę mu się poddać,
bo nie będzie już niczego.

Nie, nie mam depresji, przynajmniej w klinicznym znaczeniu.
Mam tylko poczucie, że kiedyś byłam szczęśliwsza,
łatwiej mi było cieszyć się życiem.
Teraz wszystko mnie rani- nie oglądam już tv, nie czytam wiadomości,
starannie omijam wzrokiem zdjęcia.
Ale one i tak wchodzą bez zaproszenia,
radio w aucie, migawka na ekranie laptopa,
rozmowy…
ech, świecie, ech, ludzie, ech…
Wojny, nieszczęścia, maltretowane zwierzęta,
buta polityków, Pani Szydło, której szczerze nie znoszę,
morderstwa, gwałty, ból, zło-oto dzieło człowieka.

Dzieci wróciły po wakacjach nad morzem.
Znowu dom tętni życiem, no i odzyskałam auto.
Aplikacja w telefonie licząca codziennie moje kroki
będzie zawiedziona.

Karolcia zrobiła karierę, od zmywaka do menadżera.
Świetnie sobie radzi, ale pracuje ponad siły.
Serce mi pęka, ale takie czasy-twardym trzeba być, nie miętkim.

Zaraz idę do kina na „Nieracjonalnego mężczyznę”.
Młodsza mnie namówiła,
przecież takiej propozycji się nie odmawia.

Bardzo długo nie pisałam, nie mam pojęcia dlaczego.

Miłego dla Was!
Li.


Jak kobieta z kobietą.

Lipiec 13, 2015

Ostatni weekend wplątany w bolesne zaszłości, rozmowy, zaskoczenia,
nie przyniósł mi spokoju.
Na koncertach wyłączałam się z rzeczywistości,
by zaraz po nich z powrotem wpaść w to miejsce umysłu,
w którym wcale nie chcę być.
Jeden nierozważny krok w życiu, jedno zaufanie niewłaściwemu człowiekowi,
o jedno poświęcenie siebie za dużo,
a kula u nogi nigdy nie przestanie ciążyć.
Tak, piszę o moim małżeństwie, tej wiecznie rozdrapywanej ranie,
ale i sobotniej, bolesno-oczyszczającej rozmowie,
nie z mojej bynajmniej inicjatywy.
Dziś zarządzam pogrzeb- koniec z kobietą-koniem.
Przestaję tak nazywać druga żonę mojego byłego męża.
Zrobiła coś, co wzbudziło mój szacunek.
No- może zaledwie szacuneczek, ale to już coś.
Nie ma to nic wspólnego z wybaczeniem,
ale odpuszczam sobie złośliwostki.
Może z czasem uda mi się pójść dalej
i naprawdę wybaczyć, by poczuć się wolną.
Życie toczy się mimo,
skamieniałej przeszłości nikt nie ma mocy zmienić.
Staram się zrozumieć, staram się.
Na razie wszystko jest w najlepszym nieporządku.

Jestem dumna z mojej córki.
Przyszły nareszcie wyniki egzaminów,
jest świetnie!
A Karolcia postanowiła zrobić karierę od pucybuta do milionera
i na razie pracuje w knajpie mojego brata na zmywaku,
w przerwach ucząc się pilnie sztuk gastronomicznych,
potrafi zrobić już każdy rodzaj kawy,
piję więc idealną latte macchiato
teraz czas na poznanie tajemnic baru.

Dobrze będzie, bo nie może być inaczej.
Li.