Jestem, bo gdzie mam być jak nie tu?

Siedzę w pracy. Tak, tak- w pracy.
Musiałam wrócić na trzy dni do Krakowa, między innymi z powodu pewnego klienta, histerycznie nastawionego do wymiaru sprawiedliwości, a jednocześnie pełnego nieuzasadnionej wiary we mnie, co oznaczało niestety, że nikt mnie w jego sprawie zastąpić nie mógł.
No cóż, nec Hercules contra plures, causa perdita, tak czy siak.
Śmiać mi się chce, bo sprawa była o czapkę gruszek, zwykłe wykroczenie drogowe, ale ugodzony honor długoletniego kierowcy nie pozwolił mu na przyjęcie mandatu.
Hm…, bo w sumie za co ten mandat? Za niewinne przejechanie, nota bene na oczach Policji, skrzyżowania na czerwonym świetle i za brak kierunkowskazów przy zmianach pasów ruchu?
Z powodu etyki zawodowej nie mogę otwarcie manifestować swojej radości z przegranej, ale jako kierowca cieszę się, że sprawiedliwość zatriumfowała, jak zwykle mam rozdwojenie jaźni ;-)
Zostawiłam za sobą bezstres, sen i przyjemności i wróciłam wczoraj w nocy pod szare krakowskie niebo.
Dziś boli mnie głowa od spadających mi na nią wraz z deszczem problemów, rzeczywistość zaskrzeczała, sił dodaje mi tylko świadomość, że w Spa została moja walizka i córka, więc powód by tam jeszcze wrócić mam niepodważalny.
W czwartek wieczorem znowu będę leżeć pod dłońmi masażysty, rano obudzą mnie ptaki, a nie szum miasta i betoniarki, przez chwilę będę mogła znowu poudawać, że mnie nie ma dla nikogo.
Bardzo jestem zmęczona swoją potrzebnością.
Bo to nie jest potrzebność, która ukoi i przytuli, która da satysfakcję…
TA potrzebność jest wymagająca, bezwzględna i nie licząca się z tym, że jestem tylko człowiekiem. Dla TEJ potrzebności jestem automatem bez prawa przestoju, bez prawa do urlopu i wyłączenia telefonu.
Wolny zawód to naprawdę najbardziej wyrafinowana forma niewolnictwa, ech… jak kusi myśl o wyzwoleniu, jak kusi!
Muszę sobie tylko znaleźć jakieś łatwe, proste i przyjemne źródło zarobku!
I have a dream…
Li.
Reklamy

10 Responses to Jestem, bo gdzie mam być jak nie tu?

  1. Nie grzesz kobieto. Nie w ten sposób;-) Uciekaj z miasta, najszybciej, jak się da.

  2. Li pisze:

    W czwartek w samo południe stanę na bramkach autostrady ;)Jeszcze tylko dwie noce !

  3. She pisze:

    Na pohybel wszystkim piratom drogowym…..przejechal na czerwonym swietle skrzyzowanie mh…..i Ciebie wydobyl ze spa…..nie do wiary….

  4. Anonymous pisze:

    Li, przesadzasz ( i to grubo)….Trzeba było facetowi powiedzieć, że wykroczenie drogowe to jego problem, a Ty właśnie leżysz w stringach pod rękami odlotowego masażysty……No, chyba, że zapłacił Ci za ten powrót do Krakowa WIELGACHNE pieniądze- to rozumiem :)Znając Ciebie pędziłaś do niego gratis:)….opanuj się Kochana Kobieto:)buziaki Dana

  5. Li pisze:

    She, on był "między innymi", choć nie da się ukryć, że najbardziej dokuczliwy i najbardziej wymagający. Ale w sumie przestałam żałować, gdy pochodziłam sobie po budowie, podotykałam nowych cegieł, poplułam w zaprawę na szczęście …:))Za kilka dni pocznie się dach, zaczną się rodzić krokwie… ech!

  6. Li pisze:

    Dana, no cóż, na dyspozycyjności m.in. polega moja praca, a Tobie mogę tylko zazdrościć dwóch miesięcy wakacji. A ile to jest: WIELGACHNE pieniądze?

  7. Anonymous pisze:

    Tyle, że nie potrafisz je unieść w walizce:) Dana

  8. Gofer73 pisze:

    :(((to ja już wolę swój etacik – przynajmniej nic mnie z ulopu nie ściąga do domu. Wracaj szybko tam gdzie byłaś. Odpoczynek jest nieodłączną składową szczęścia

  9. Li, a czy Twoj dom (tak, dom, jakie tam poddasze :) to sie tez nie zaczal od "I have a dream…"?:) Powodzenia i wracaj do tego spa jak najszybciej!

  10. Anonymous pisze:

    Ja też chcę! Ja też! Właśnie niedawno wymyśliłam, że chcę zostać fryzjerką jak dorosnę. Albo manikiurzystką. To musi być cudna praca, żadnych stresów, przynajmniej takich wiesz, no, co mam nieustannie. Jędz@

%d blogerów lubi to: