Samobiczowanie

Zawiodłam się na sobie samej.
Ten zawód wżera mi się w myśli, nie pozwala o sobie zapomnieć, pokazuje się światu i rumieniąc mi ze wstydu policzki, wypływa na twarz stanowiąc poważną konkurencję dla mojego makijażu.
Jestem na siebie wściekła i długo będę czekać na samowybaczenie, a za grzech zwątpienia dam sobie ciężką pokutę, tak jak ciężki jest mój wstyd.
Wczoraj wieczorem pojechałam do I., pożegnać się z nią przed jej wyjazdem.
Do Krakowa wracam w poniedziałek wieczorem, a I razem z moim bratem będzie już wtedy w Paryżu.
I. jest pełna nadziei. Mój brat, pomimo wszystkiego-też.
A ja, naczelna rodzinna optymistka, zmamiona przez lekarzy i wygooglane wiadomości na temat tej cholernej osteosarcomy wpadłam w Rzekę Zwątpienia i tak dałam nieść się bezmyślnie do Źródła Beznadziei.
A przecież póki tli się choć iskra, zawsze jest nadzieja na ogień.
A co na to Lec?

Dokąd zmierza życie? Tam gdzie ty, dopóki idziesz.
Wydawało mi się, że racjonalne podejście do choroby I. pozwoli mi na mniejsze emocje i łatwiejsze pogodzenie się z nieuchronnym.
To był błąd, bo racjonalizm często jest odhumanizowany, użycie rozumu wyklucza wiarę w cuda, a przecież cuda się zdarzają, samo życie cudem jest.
Gdybym mogła spojrzeć sobie w oczy, może zobaczyłabym tam spojrzenie dawnej Li, która nigdy się nie poddawała i zawsze zawsze szła do przodu.
A co na to Lec?
Pamiętaj, jeśli Twoja pozycja jest nie do obrony-możesz ją przecież zdobyć.
Li.
Reklamy

6 Responses to Samobiczowanie

  1. Gofer73 pisze:

    Wiesz, wydaje mi się, że najważniejsze, że Oni wierzą w pokonanie Obcego. W tej wierze tkwi niesamowita siła.Trzymam kciuki.

  2. Li pisze:

    Gosia, wiesz co? Przypomniałaś mi swoim komentarzem do notki poniżej o sprawie tej Martynki. Powiem Ci, że popłakałam się z radości, że dziecko żyje. A przecież lekarze w Polsce nie dawali jej szans. Jest mi wstyd, że zwątpiłam, czuję się jakbym zdradziła siebie i Ilonę. Dzięki za Twoje wsparcie i myśli, Gosiu:)

  3. Anonymous pisze:

    Wiara czyni cuda i przenosi góry-oby przeniosła OBCEGO w …..zapomnienie.Modlę się z całych sił za Ilonkę by wizyta w Paryżu tchnęła w nią(was wszystkich kochających I)jeszcze większą WIARĘ. Szpilka

  4. Lola pisze:

    Li, kochana, nie biczuj sie tak mocno, bo na to nie zaslugujesz. Mysle, ze zwatpienie to naturalna reakcja na wszystko co nas w pewnym stopniu przerasta. Najpierw nam sie zdaje, ze wszystko mozemy, potem przychodzi zwatpienie i pytanie czy walczymy dalej czy tez nie. Jestem pewna, ze I. i Twoj brat tez mieli takie momenty, ale najwazniejsze ze sie wszyscy podniesliscie silni i gotowi do nastepnej walki. :*

  5. Anonymous pisze:

    Droga Li. W jednym z wcześniejszych wpisów, prosiłam cię o przeczytanie mojej notki "Jak trwoga to do Boga". Nie wiem czy czytałaś, bo żadnego komentarza w stylu: "czytałam, z tej formy leczenia już korzystaliśmy, ale dzięki za pamięć", się nie doszukałam. Moja propozycja nie była bezpodstawna. Mojego ojca lekarze spod znaku Zakonu Bonifratrów uratowali przed amputacją nogi, a syna wyleczyli z wieloletniego zakażenia bakteriami Coli, z którym nie radziła sobie pani nefrolog.Ojciec co prawda nie żyje, ale nie z powodu nogi, ale dlatego, że został zabity przez pijanego młokosa, za to syn skończył 25 lat i ma się wyśmienicie. Samobiczowanie nic nie pomoże, ale wiara i nadzieja tak, wszak one umierają ostatnie. Pozdrawiam. Ika 53

  6. Li pisze:

    Ika, owszem przeczytałam Twój wpis, ale nie sądziłam, że w zamian za to oczekujesz komentarza, tym bardziej że nie bardzo mogłam znaleźć w Twoich słowach odniesienia do sposobu leczenia I.Jeżeli uraziłam Cię brakiem komentarza, to przepraszam i zapewniam, że nie było to moim celem.

%d blogerów lubi to: