Takie tam… z wyrzutami i oknami.

I. w Paryżu walczy o życie, a ja zajmuję się bzdurami. I mam cholerne wyrzuty sumienia, że mnie to tak cieszy.
Tak, tak- wiem, że nie moja wina, wiem, że mam prawo itd.
Ale ziarno goryczy w tej mojej radości jest. I. nie widziała jeszcze strychu po rozpoczęciu budowy, gadałyśmy tylko na ten temat godzinami.
Chodzę na budowę z kawą i bez kawy, z L. i jej facetem, ze znajomymi, z Wykonawcą, bez Wykonawcy, z Panią Jadzią, która chce „tylko zobaczyć Pani Moniczko, ile będzie sprzątania”, zawsze jest powód, by kilka razy dziennie wdrapać się po chwiejnej drabinie i pooddychać swoim powietrzem.
Od poniedziałku nareszcie zacznie swoje prenatalne życie dach, w całości urodzić ma się w ciągu tygodnia, a dziś wybrałyśmy z L. piękne okna, kolor tabasco. Mogłyśmy poszaleć, bo „kolega kolegi” szczęśliwy producent tychże, dał nam spory rabat pozwalający na wybranie najlepszych okien w przyzwoitej cenie i już przynajmniej wiem co oznacza zwrot „okna sześciokomorowe”. Pozbyłam się myśli o oknach drewnianych, może kiedyś… gdy będę mieć dom z ogrodem…
Na razie ma być łatwo i bezproblemowo.
W przyszłym tygodniu inny kolega tego samego kolegi też pozwoli nam poszaleć i wybrać blachodachówkę, o rety- to naprawdę podniecająca czynność, mhmmmm….
Chodzę, miłośnie głaszczę cegły, codziennie oglądam swój widok z okna, drobiazgowo sprawdzam postępy robót zauważając wszystko, a naprawdę jest czego pilnować.
Nie mam o budownictwie najmniejszego pojęcia, ale pilnuję!
No!
Li.
Reklamy

2 Responses to Takie tam… z wyrzutami i oknami.

  1. Julianna pisze:

    Li, wiesz co mnie powaliło po stracie najbliższej osoby? Ta niezmienność świata, to że tak naprawdę nic się nie zmienia. Życie mimo osobistej tragedii toczy się dalej, setki ludzi których mijasz każdego dnia nic o Twoim bólu nie wiedzą a nawet jeśli wiedzą to tak naprawdę nic ich to nie obchodzi… Wtedy doświadcza się tej literackiej ludzkiej samotności bo wobec bólu, śmierci, choroby tak naprawdę jesteśmy sami… Jeśli I ma już tego świadomość to Boże miej nad nią litość i daj nadzieję cudu i lepszego jutra…

  2. Li pisze:

    Wiesz Jul, ona jest strasznie samotna. I nie ma znaczenia fakt, że ma przy sobie kochajacego męża, Rodziców, mnie czy kogokolwiek innego. Jest samotna w swojej nierównej walce, a nikt zdrowy nie jest w stanie wczuć się w jej sytuację. Ja nawet nie próbuję. Moge tylko być na każde zawołanie, mogę ją głaskać po głowie, masować skronie, żeby jej ulżyć w bólu glowy… tyle mogę. Tyle co nic.Li 31 sierpień 2009 01:41

%d blogerów lubi to: