Sprawozdanie z weekendu bez happy endu.

Sobota zaczęła się barwnie.
Rano wjechałam na autostradę, drobnymi ze schowka w aucie zapłaciłam 6,50 złotych, spieszyłam się, jechałam szybko gdzie się dało szybko jechać, czyli prawie nigdzie, zatankowałam na Orlenie przed bramkami w stronę Katowic, poszłam zapłacić 232,48 groszy i… ups!
Odkrycie, że nie mam ze sobą porfela zajęło mi kilka sekund, ale tłumaczenie się przed obsługą trwało całe wieki.
Uratował mnie mój NIP, fakt wcześniejszego tankowania na tej stacji przybrał barwy poręczenia.
Zostawiony w zastawie dowód osobisty, dowód rejestracyjny i legitymacja zawodowa dała przemiłemu kierownikowi gwarancję, że jeszcze tu wrócę. Pożyczył mi nawet swoje prywatne dwadzieścia złotych, musiałam przecież jakoś wydostać się z autostrady i na nią wrócić, w sumie do sforsowania za pomocą sześciu złotych i pięćdziesięciu groszy miałam trzy bramki.
Wróciłam do Krakowa po portfel, potem oddałam honorowy dług i już mogłam spokojnie dojechać do celu, a celem był hotel, gdzie moja Starsza pod opieką moich znajomych poza pływaniem i wakacjowaniem dokarmiała białą kocią rodzinę.
Zwabienie więc do klatki kota o dwóch różnych oczach nie było trudne, naiwne stworzenie wyskoczyło z żywopłotu na sam szelest worka z karmą.
Dziś kociak przejechał w klatce podróżnej 140 km,
zaliczył weterynarza cmokającego nad jego niesamowitymi dwukolorowymi oczami, przeżył spotkanie z naszymi kocimi rezydentami, pofukał na Szarego, dał się obwąchać Maszy i…
i… już się zadomowił, mruczy niesamowicie, jest ślicznym kocurkiem, ale kiedyś będzie z niego prawdziwy kocur, dałyśmy mu na imię Szeryf- widać, że lubi rządzić, a zgodnie z tradycją każdy nasz kot w imieniu musi mieć „sz”.
Szczęściarz, szczęściarz!
A wieczorem pojechałam do I. i chce mi się płakać.
We wtorek Francuzi dadzą ostateczną odpowiedź co do operacji- czy się podejmą i ewentualnie kiedy. Z tego co powiedział bratu profesor, którego niestety już nie lubię i któremu niestety już za grosz nie ufam za tę jego nieodpowiedzialność w robieniu nadziei, potrzebny jest zespół conajmniej trzech chirurgów, dwóch onkologów, dwóch ortopedów, neurochirurgów i Bóg wie kogo tam jeszcze. Koszt operacji drastycznie wzrasta, ale nie to jest najgorsze.
Najgorsze jest to, że I. jest tak słaba i cierpiąca, że zobojętniała na wszystko.
Bardzo ją boli głowa, nic na ten ból nie pomaga, nawet morfina.
Wygląda bardzo źle, tak źle, że jestem tym porażona. Widziałam ją przecież zaledwie półtora tygodnia temu. Nie do wiary, jak ten Obcy ją wykańcza, nie do wiary.
To wszystko jest jak koszmarny sen.
Cholernie pospolite określenie, ale brak mi słów, zresztą jakkolwiek to nazwę, to słowa i tak spłycą przekaz emocji.
Słowa są nekrologiem myśli (Lec).
Li.
Reklamy

12 Responses to Sprawozdanie z weekendu bez happy endu.

  1. Karla pisze:

    Czekałam na notkę… Czekałam z nadzieją… Wciąż ją mam.Nie poddawaj się.Ściskam.

  2. Li pisze:

    Karla, ja mogę się poddawać i nie poddawać, mieć nadzieję i jej nie mieć- szeroki mam wachlarz możliwości.Ważniejsze jest coś innego- żeby I. wytrzymała. A ona już nie ma siły, ani chęci, ani woli życia. Jeżeli z Francji nie przyjdą dobre wiadomości, to nie mamy żadnej alternatywy. W Polsce leczyć jej już nie chcą.Trzeba będzie zaczać poszukiwania od początku, znajomi podpowiadają Chiny czy USA. Tylko wszędzie tam trzeba lecieć samolotem, a ona tak źle zniosła przelot do Paryża, że teraz brat postanowił jechać autem z rozłożonym dla niej siedzeniem. Zastanawiam się też, ile on- Krzyś jeszcze wytrzyma? Od dnia ślubu nie ma ani jednego dnia bez bólu, ten facet od roku patrzy jak gaśnie mu żona. Ile jej choroby, tyle ich małżeństwa, jakie to okrutne.Dziękuję Ci moja kochana za wsparcie, bardzo dziękuję. Sciskam.

  3. She pisze:

    Kot Szeryf jest wyraznie smutny…na pewno udzielil mu sie Twoj nastroj…

  4. Li pisze:

    She, przecież zabrany od matki i rodzeństwa… Trochę czasu musi minąć zanim mu się zmieni mina.

  5. Gofer73 pisze:

    Trzymajcie się….

  6. Anonymous pisze:

    stoję zawsze obok, milcząc, bo słów na to po prostu brak …maczka

  7. Agata pisze:

    Nie wiem co mam napisać ;-(

  8. Anonymous pisze:

    Szeryf doprawdy jest niezwykły, mam na zbyciu szczura, zamienisz się? :))))Jędz@

  9. Lola pisze:

    Szeryf? Taki delikatny, niczym dmuchawiec, kotek szeryfem? W sumie, to chyba lepiej oceniac koty, tak jak i ludzi, po charakterze, a nie po wygladzie. ;) Jak ja bym temu Francuzowi tylek skopala! Tyle nadziei w TAKIEJ sprawie i jak gdyby nigdy nic zmiana zdania? :///

  10. Li pisze:

    Lola, co pomyślę to moje.Brat mi powiedział, że na początku był bardzo pewny siebie i zupełnie nieprzygotowany do konsultacji, pomimo tego, że przetłumaczony komplet dokumentów dostał tydzień wcześniej.Ech, już nawet mi się nie chce o tym mówić.A kot zmienił imię na Szczęściarz!Całusy

  11. Li pisze:

    Jędzuś, szczura? Nigdy!Aga: wiem, no wiem…

  12. Anonymous pisze:

    Moniu czekam na pomyślne wieści, jestem sercem z Wami-Moon

%d blogerów lubi to: