Zakaz poddawania (się).

Trudno zachować dobry humor, gdy temperatura powietrza nagle zmienia front. Wiszące nisko chmury wtłaczają do głowy ciężkie myśli, szarość zabija kolor, a deszcz spłukuje chęć jakiejkolwiek aktywności.
Poddaję się zaokiennej ciemności i wyłożona na kanapie, zapalam wszystkie lampy, pewnie wzrośnie efekt cieplarniany, ale może opadnie efekt pchającej się we mnie chandry.
Skupiam się, by jej do siebie nie dopuścić, muszę otoczyć się cordon sanitaire kubka z kawą, ptasiego mleczka, stosu tygodników, ciepłych grzejników, telefonu do przyjaciela i odpytania Młodszej z biologii.
Byle nie dopuścić, byle nie dopuścić!
Nie pozwolę sobie na zły nastrój, to jest prawdziwy luksus,
a w obecnej sytuacji nie stać mnie na to, by nie działać, nie pracować, nie tryskać energią, nie mieć nowych pomysłów, absolutnie nie wolno mi popaść w najwygodniejszy stan przygnębienia, którym łatwo wytłumaczę sobie wszystkie niepowodzenia.
A kysz, a sio, wynocha ode mnie, ależ absolutnie, uśmiech-na- twarz-i- świat- jest- nasz!
Wstaję, puszczam wodę do wanny.
Ulubiona łazienka, pachnąca piana, ciepła woda, maseczka nawilżająca, kubek latte i książka- będę moczyć się tak długo, aż stanę się rasistką i utopię wszystkie beznadziejne myśli.
Bo co na to Lec?
Ra­siści! Nie do­puszczają czar­nych myśli.
:)
Li.

Reklamy

24 Responses to Zakaz poddawania (się).

  1. Basia pisze:

    a, to rasiści wszystkich kompów łączcie się! prześcieradło i zwierciadło hop do wanny!-idę w Twoje ślady

  2. ostrestarcie pisze:

    Może nowy lakier na pazury? kolorowy..
    Kolorowy drink?
    kolorowy odlot?

  3. Ania M. pisze:

    Mnie pomaga praca. Może dlatego, że tylko w tej dziedzinie czuję się coś warta. Kilka tekstów, kilkadziesiąt, kilkaset stron – i wątłe blade widmo zaczyna być widoczne w lustrze… „Dobra Ania” – mogę wtedy pogłaskać się po główce:)

  4. Rybenka pisze:

    Głupio się z tym czuję, ale w głowie mam cudnie, żadnej depresji, dzika radość życia wyrywa się na wierzch, cieszę się ze wszystkiego i chciałabym mieć poczucie winy troszkę, ale zero!! Jutro mam na obiad ciąg dalszy pysznej zupy dyniowej, przedtem spotkanie z baardzoo męskim fizjoterapeutą, który być może zaproponuje mi akupunkture – miała która takie cudo kiedyś? Ech, życiej est naprawdę piękne!

  5. Li pisze:

    właśnie odkryłam jak wybiórczą wiedzę prezentuje moja córka na jutrzejszy sprawdzian z biologii. Wysłałam ją do łóżka.
    Dostanie pałę, ale przynajmniej będzie wyspana :(

  6. Dana pisze:

    Li, kiedyś jadłam Cię łyżką-teraz łyżkami:)

  7. Dana pisze:

    Tylko mi nie pisz, że utyję. Chodzi o to, że zawsze w Ciebie wierzyłam.Deszcz-nie deszcz Li zawsze z martwych powstanie:)
    W pewnym sensie karmię się Tobą. Kanibalistka:)

  8. Ania pisze:

    Li – mi w takich chwilach nie wanna z pianą ale marsz po górach pomaga. Próbowałaś?

    • Li pisze:

      Aniu, szczerze powiedziawszy i biorąc pod uwagę moją marną kondycję, marsz po górach kojarzy mi się
      ze straaaaaszną karą;-)
      Zdecydowanie wolę wannę!

  9. Ania pisze:

    Spróbuj zatem marszu – nie wiesz co Cię czeka :)

  10. margo pisze:

    Dzień dobry!
    Wannę kilka lat temu zamieniłam na prysznic,czego nie żałuję ale jak tak piszesz o pachnącej pianie w wannie to ciuteczkę zazdraszczam:-))
    Dzisiaj ja gotuję zupę dyniową,w weekend robiłam ciasto z dyni,też polecam:-)
    Miłego ciepłego dnia! U mnie zimno,brrr….

  11. margo pisze:

    szczęściara;-)
    ja nie mam takiej możliwości póki co ale idę sobie kawę zrobić :-)

  12. omm pisze:

    Zastanawiam się właśnie jak pokonać „łatwo powiedzieć trudniej zrobić”, mój mózg się poddał kompletnej destrukcji a tutaj taka piękna notka.

    BTW zupa wyszła cudowna :D

  13. Hawajska czekolada pisze:

    mój sposób na zbliżającą się zniżkę nastroju? Koniecznie wciągająca swoją fabułą książka, dobre czerwone wino, koc, ciepło, cisza… A ostatnio gdzieś wyczytałam, że warto i od jakiegoś czasu sama osobiście to stosuję – swoje niewesołe myśli, różne niepokoje, irracjonalne często obawy POWIERZAM. Powierzam nawet nie wiem Komu/Czemu – Bogu, wyższej mocy, jak zwał tak zwał (bez urazy). Powierzam dalej. Po prostu.
    „Powierzam moje niewesołe myśli, mój niepokój i obawy”.

  14. statler waldorf pisze:

    Uważaj, od tego moczenia się w wannie wyrośnie Ci rybi ogon, co w konsekwencji niesie pewne ograniczenia niektórych ważkich i przyjemnych aspektów życiowych.

  15. Ewa pisze:

    witaj Li
    Po przymusowej menopauzie, po spadku hormonów,nic tylko sobie w łeb strzelić.Tak było.Koleżanka siłą, końmi i traktorem wyciągnęła mnie na fitnes, do niesamowitaj kobiety, która postawiła mnie na nogi. Od tej pory ( 3 lata), nie wyobrażam sobie życia bez ćwiczeń.
    Endorfiny:) Polecam. a skutkiem ubocznym jest normalna figura.
    I tez mi sie czasami nie chce, ale ide , ćwicze , bo jak sobie przypomnę tego mega doła to strach mnie oblatuje.
    Pozdrawiam serdecznie.

    P.s. a gdzie mój prosiak z ch….na wierzchu??????????????

  16. Ewa pisze:

    oj tak… taką rasistką, to i ja chciałabym być. Nie mam tylko niestety wanny, muszę leżeć na kanapie :)))

  17. Jest dla mnie coś uzależniającego w pogrążaniu się w rozpaczy, coś sadystycznie przyjemnego… – podziwiam wytrwałość, u mnie na jesieni Pan Dół jest stałym lokatorem, ma mnóstwo nowych pomysłów na to jak pogrążyć mnie w depresji. :]

%d blogerów lubi to: