Dzielę się tajemnicą co biorę do ust.

Przeziębiłam się jak zwykle gdy neguję nadejście zimnej jesieni i mam ciągle bose nogi i za duży dekolt.
Na szczęście mam sprzymierzeńca nie do pokonania, poznaliśmy się już blisko i nawet doustnie, gdy wszedł we mnie w towarzystwie moich wrzeszczących z niechęci kubków smakowych, odważny z niego osobnik, nie cofnął się przed dalszym wnikaniem…, a i moje kubki złożyły broń wobec jego zdecydowanego działania.
Mój wspaniały wybawca- syrop z cebuli, miodu i cytryny-jest klasycznym przykładem kiepskiego początku z cudownym zakończeniem.

Do syropu niezbędnych jest kilka cebul, kilka sparzonych wrzątkiem i dobrze umytych cytryn, miód, ewentualnie w wersji soft-cukier, ale ja preferuję wersję hard- z miodem.
Działając w trosce o swoje szybko podupadające zdrowie, wszak periculum in mora, kroję cebulę na grube krążki, wyciskają mi się z oczu łzy, ale niech pierwszy rzuci cebulą, kto nie płakał przy jej krojeniu.
Dla odmiany cytrynę przed pokrojeniem na plastry trochę popieszczę, turlam ją po stole tam i z powrotem, mocno przyciskając dłonią, z rozkoszy wówczas robi się miększa i łatwiej oddaje swój sok.
Przygotowałam duży słój, układam w nim warstwami cebulę i cytrynę, pomiędzy te warstwy leję miód, to dla złamania mezaliansu warzywno-owocowego, miód łapczywie wchłonięty przez rozpulchnione plastry cytryny wprowadza w słoiku dolce vita, mami obietnicą dolce far niente, bo to towarzystwo zostawiam w stanie słodkiego nieróbstwa na nie mniej niż 12 godzin. Dla podgrzania atmosfery, wrzucam kilka plastrów świeżego imbiru, on rozgrzewa, och, jak on rozgrzewa, mhmmm… jak… mhmmm… najlepszy… termofor.
Każdą warstwę mocno dociskam dnem butelki po winie, pragnę, by cebula przylgnęła do cytryny pełnej miodu tak bardzo, by już nie było miejsca na nic innego, poza wydzielaniem magicznego soku, pełnego witaminy C, cynku i takich tam mikro- i makro-, które podejmą skuteczną walkę z zasiedlającymi mnie wirusami, bo tchórzliwe apteczne syropy dawno złożyły broń, a ja czułam się bardzo bezbronna i farmakologicznie opuszczona.
I zaprawdę powiadam Wam, medicus curat, natura sanat, ten syrop stawia na nogi, piję go łyżkami krzywiąc się niemiłosiernie, ale wszystko lepsze od bezproduktywnego leżenia w łóżku z gorącym, drżącym ciałem, bo to niewybaczalne marnotrawstwo drżenia!

Chcę wrócić cała do siebie, przez ostatnich kilka dni nie mogłam się w sobie dopasować, ciągle wystawał jakiś mnie kawałek, narażał się na przeciągi, kichał mi prosto w nos, kaszlał do ucha, skarżył się na bóle, marudził, zrzędził, chorował i nieszczęśliwiał, coraz bardziej nieszczęśliwiał… jak ja nie lubię być chora, muszę wtedy sama sobie robić herbatkę do łóżka, sama sobie poprawiać poduszkę, takie samodbanie jest męczące i absorbujące, bo gdy choruję jestem nieznośna.
Li.
PS. Pamiętamy o klikaniu w banerek na blogu Precla?

Trzeba klikać codziennie, raz dziennie, aż do 15-go grudnia!
Będę Wam przypominać, prosić, męczyć i jękolić. Gosia jest tego warta:)

Reklamy

18 Responses to Dzielę się tajemnicą co biorę do ust.

  1. viki pisze:

    jejku, ja też przeziębiona jestem, i pociągająca, i kichająca i drżąca
    póki co faszeruję się czosnkiem, ale ten syrop ach….zupełnie zapomniałam, że on czyni cuda

    zrobię sobie taki sam :)
    kliknęłam :)

  2. Monika pisze:

    W takim razie zdrówka życzę. A wracając do Kleparza, to napisz dokładniej, gdzie te sery? Przedostatni rządek idąc od Lotu? Co to znaczy u ” Magdalenki”?

  3. margo pisze:

    zdrówka!!!!

  4. Miśka pisze:

    u nas królował syrop z cebuli -Twój poszerzony mnie zaciekawił -szukam miodu…
    A w banerek klikam;)
    I zdrówka życzę!

  5. Basia pisze:

    Słyszałam o tym specyfiku, ale jakoś mnie odstraszała ta kompilacja smaków i zapachów…a teraz … natychmiast…od Ciebie i cykuty bym spróbowała :)))

  6. Basia pisze:

    -zapomniałam dodać-sprawdziłam, ze kliknąć można tylko raz z jednego kompa, zapodałam więc dalej!

  7. Ania M. pisze:

    Szkoda, że do uszu nie można go zakraplać…

  8. filemonka pisze:

    Li, dziś w Łodzi piękna, słoneczna pogoda, 17 stopni C. Cudna jesień. Mam nadzieję, że i jutro pogoda/ducha też/ będzie dopisywać. Miłych wrażeń w Łodzi :)

  9. Monika pisze:

    Dzięki za podpowiedź o serkach. We wtorek ramo poszukam. Zdrowiejesz?

  10. irbise pisze:

    Matko! Li! Jak ja Ci dziękuję za te bose nogi i dekolt. Otóż ja latam jeszcze w balerinkach(na gołe nogi rzecz jasna, za nic nie wyciągnęłam jeszcze „normalnych” butów) i uspokoiłam się trochę, a nawet bardzo, ponieważ stojąc w jakiejś tam kolejce, spojrzałam w dół, a tam babka przede mną w kozakach. Spojrzałam za się, a za mną kobita w kozakach… Poczułam się jak idiotka! Ale skoro Ty mówisz, że jeszcze masz gołe nogi no to Ty absolutnie nie mozesz być idiotką i w związku z tym ja także nią nie mogę być! Uffffff :) :) :) Ten syrop zrobię:)

  11. ostrestarcie pisze:

    a ja się czosnkuję. odstraszam przeziębienie i obcych:)

  12. geemonika pisze:

    O dwoch tygodni odpedzam od siebie zapalenie pluc ta mikstura. Czasem cytryne zastepuje limonka – i jakos tak bardziej tropikalnie sie robi…

  13. Crocyat52 pisze:

    Ja głosuję an Gosię do początku codziennie, a Ty mi dodajesz skrzydeł. Była Krakowianka.

  14. Ja to pijam w wersji: czosnek, miód, cytryna

%d blogerów lubi to: