Weekendowa przepustka na wolność od problemów.

Gdy choruje psyche, fizis w celach samoratunkowych
zaczyna jej wtórować.
Bo skupiona na gorączce, potach i bólu chwilowo zapominam,
że jest mi w życiu tak źle, jak mi jeszcze nigdy nie było.
Okopana w łóżku jak w twierdzy,
mobilizuję się do przetrwania kolejnej godziny,
do snu, do kolejnego prysznica.
Ratuję się namiastką ciepła w postaci kubka z  herbatą,
podaję sobie aspirynę i witaminę C.
Nie myślę wówczas o niczym,
poza pragnieniem wyzdrowienia.
A co na to Lec?
„Słyszałem, że świat jest piękny”-rzekł niewidomy.
„Podobno”-odpowiedział widzący.

I tak właśnie było wczoraj, nie pamiętam dnia,
nie pamiętam kiedy ostatecznie zasnęłam,
by dziś obudzić się w lepszej formie i uznać,
że zdrowieję, że znowu czuję przypływ sił,
co najmniej do następnego kryzysu.
A co na to Lec?
Odpędzaj i podrzędne diabły zaklęciem:
„Apage satanas!”
Usłuchają, to im pochlebia.

Wieczorem wychodzę na kolację,
jutro idę na urodziny J.,
w niedzielę jakoś muszę przetrwać swoje,
od poniedziałku znowu przyjdzie stres,
ale weekend jest tylko dla mnie.
Do perfekcji opanowałam weekendową umiejętność
odganiania czarnych myśli.
Nie cierpię być nieszczęśliwa i bezradna,
czuję się tym upokorzona.
Nie mam wtedy pomysłów na zmianę,
nie mam chęci na walkę,
nie chce mi się, chce mi się nic.
A co na to Lec?
Do wszystkiego tylko dwa kroki:
jeden naprzód, drugi wstecz.
Li.

Reklamy

59 Responses to Weekendowa przepustka na wolność od problemów.

  1. Gaga pisze:

    żeby Ci się chciało chcieć…:)))))

  2. Beem pisze:

    Co to znaczy, że jest ci w życiu tak źle, jak jeszcze nigdy nie było? Albo przesadzasz, bo w końcu znam z bloga parę Twoich naprawdę złych chwil, albo naprawdę…, no, nie! To na pewno grypa. I smuteczek listopadowy. Napisałam komenta przy poprzedniej notce, chyba się wymieniłyśmy. Zdrowiej kochana ciałem i duszą, ja to od jutra to mam dopiero tydzień nerwówy, szkoda gadać. A tym bardziej pisać. I pamiętaj, łyk, łyk, różowe i białe

    • Li pisze:

      Chwile w życiu miałam cięższe, to prawda.
      Ale teraz mam od dłuższego czasu fatalny okres w życiu, to mnie spycha coraz głębiej w dół.
      I tyle.

    • Beem pisze:

      Może za dużo srok za ogon? Tylu ludziom chcesz pomóc, że zaniedbujesz własne sprawy. Może już nikogo nowego nie wyszukuj, tylko się skoncentruj na sobie, Precel idzie dobrym napędem. Pomyśl o sobie, dobrze? Ale twórczo, nie z rezygnacją.

  3. Gosia pisze:

    A moze by te smutki i czarne mysli zaakceptowac i raczej obserwowac zamiast na sile odganiac…? One i tak gdzies w nas beda… a tlumione nie znikna tylko jeszcze bardziej nas beda gnebic… tak mi sie przynajmniej wydaje…
    Sa rozne dni w zyciu, dobre i zle… wesole i smutne… Jestesmy tylko ludzmi :).
    Pozdrawiam cieplo

  4. redmercedes pisze:

    A moze gotowanie pomoze? Nie chodzi mi, bynajmniej, o prozaiczne przygotowanie jedzenia, ale TO co u Ciebie lubie, i na co czekam…
    poZDRAWIAM

  5. Gaga pisze:

    że zacytuję Twojego Leca …..:
    Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu.
    Cieplutko pozdrawiam

  6. panistarsza pisze:

    wczoraj był zły dzień. coś było w powietrzu, albo co? też byłam w złej formie i wiem o paru innych zdołowanych.
    bywają takie dni.
    będzie lepiej, musi!
    weźtabletkęweźtabletkę :)
    całusy

  7. Lola pisze:

    Przytulam Cie bardzo mocno. :*
    Po takiej burzy nic tylko czekac na tecze. ;)

  8. Tarsis pisze:

    Li, jezeli czujesz sie nieszczesliwa i bezradna, to trudno, kazdy ma takie chwile, ze nie wie dalej i nie widzi sensu w otaczajacej beznadziei, ale cholera, nie czuj sie upokorzona swoim smutkiem !
    Czasem nie warto walczyc ze zlymi dniami, trzeba dopuscic, smutek, lzy, bezradnosc, znalezc dla nich miejsce, wyplakac, wyrzucic, a potem zaczac nowy rozdzial.
    Nikt nie lubi czuc sie zle i bezradnie, szczegolnei silne kobiety…

    Trzymaj sie dzielnie i zdrowiej

    Calusy

  9. Dorota pisze:

    Droga Li glowa do gory,pamietaj ze zawsze moze byc gorzej.Odpedz smutki i zle mysli,i pamietaj ze po burzy ZAWSZE wychodzi slonce.

  10. ivnadranem pisze:

    Nie ma co biadolić, trzeba iść naprzód. Życie to gonitwa i nie ma czasu na to, żeby pozwalać sobie na roztkliwianie się nad swoją niedoskonałością i bezradnością. Dostaliśmy najlepszy prezent we Wszechświecie – mózg. Korzystajmy z niego mądrze i w maksymalnym stopniu.

    • Li pisze:

      o rety, jaka prosta recepta.

    • Gaga pisze:

      Li, widzisz,jakie to nieskomplikowane?
      A Ty rozczulasz się nad sobą :D
      zmuś swój mózg MĄDRZE i w MAKSYMALNYM STOPNIU do
      pozytywnego myślenia.
      przecież wystarczy tylko sobie powiedzieć, że ….
      Kurwa, jak mnie takie rady wkurwiają

    • ivnadranem pisze:

      No, chwila, chwila. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Żyjemy lepiej, niż 70% ludności na Ziemi, mamy Internet, zapewne co zjeść, pić, nie jesteśmy ani Tutsi, ani Hutu, nikt nas nie straszy wojną, ani nie dzieje nam się krzywda. Takie bezwiedne rozczulanie się nad sobą prowadzi do wewnętrznej eskalacji bezradności. A następnie do porażki.

    • Gaga pisze:

      nie w nastawieniu rzecz cała…
      Kto tego nie doświadczył, to nie zrozumie.
      I wielką rację ma Li, pisząc o upokorzeniu :(

    • Gaga pisze:

      ten*

    • ivnadranem pisze:

      A skąd wiesz, czy człowiek z którym piszesz, poza blogosferą nie jest niedoszłym samobójcą, czy też osobą z przewlekłą depresją? Ja o tym nigdzie nie napisałem, nigdzie temu nie zaprzeczyłem, więc żyjąc w sferze domniemań, zawsze staram się nikogo nie wykluczać z pewnych cech, przymiotów. To, co powiedziałem nie jest czymś w stylu: „wymyślasz sobie”. Wiem po sobie, że w takich sytuacjach nie ma co gryźć się z tym w samotności i poczuciu bezradności. To nic nie daje. Jedynie działanie prowadzi do wymiernych korzyści.

    • Li pisze:

      ivnadranem: truizm za truizmem.
      Segreguję śmieci, daję datki na ratowanie lasów deszczowych
      i okresowo mam prawo być cholernie nieszczęśliwa, ok?

    • Gaga pisze:

      No to zrozum wreszcie, że w pewnych sytuacjach nie można zmusić się do działania, mimo, że bardzo się chce!
      Pomyśl nad moim wpisem z 14:33

    • ivnadranem pisze:

      Są takie sytuacje, owszem. Jak człowiekowi ręce i nogi urwie… chociaż… nie!


      Nick Vujicic

      Dalej uważacie, że jest tak źle, żeby gorzej być nie mogło? Ciekawy jestem, co powiecie teraz.

    • Gaga pisze:

      Moja znajoma ma syna schizofrenika i gdyby mogła wybrać
      m-dzy kalectwem fizycznym a psychicznym, to wybrałaby to
      pierwsze.
      A poza tym nikt tu się nie licytuje , kto ma gorzej.
      Dywagujemy (trudne słowo) o wielkiej niemocy….

    • Gaga pisze:

      nikt tutaj nie licytuje się, jaka choroba czy kalectwo jest gorsze.
      Li tylko napisała, że ją psyche-dusza-jestestwo boli,
      a rady typu „weż się w garść”, „zobacz, ile jest nieszczęść na świecie” nie są lekarstwem na ten ból.

    • ivnadranem pisze:

      A kalectwo nie powoduje „bólu egzystencjalnego?” Bo niby dlaczego ktoś ma być fizycznie gorszy, gdzie tu sprawiedliwość? Chcę tylko zaznaczyć, że nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być gorzej – ale to w dużej mierze zależy od nas. Jak się postaramy, żeby z tego wyjść, to nic nas nie zatrzyma. Jesteśmy AŻ ludźmi, a nie tylko ludźmi. I nie ma tutaj znaczenia kategoria bólu – czy ten fizyczny, czy też ten psychiczny. Zauważ, że człowiek choruje i ze strony ciała i ze strony psychiki, a i jedno i drugie się leczy.

    • Gaga pisze:

      przecież ja o czym innym piszę.
      do czego odnosi się Twój ostatni wpis?
      a w ogóle Li, przegoń nas stąd:)

    • Gaga pisze:

      Dobra, kończę.
      Przepraszam Li , to nie powinno mieć miejsca.

    • statler waldorf pisze:

      Ponoć ludzie wykorzystują swoje mózgi tylko w 10 %, ale jak widać nie wszyscy, nie wszyscy.

    • ivnadranem pisze:

      A dziękuję, mnie naprawdę nie trzeba mówić, że jestem ponad statystyką.

    • Li pisze:

      ivnadranem: z całym szacunkiem-posługiwanie się przykładem ludzi niepełnosprawnych na wykazanie, że inni mają gorzej, jest argumentem poniżej pasa:)
      A kończąc dyskusję, która nas i tak do niczego nie doprowadzi- to jest mój blog i mogę sobie na nim pisać to co mi się żywnie podoba.
      A podobało mi się napisać, że mam zły nastrój i życie jest do bani. Mogę?
      Mogę.
      No to pozdrawiam:)

    • ivnadranem pisze:

      Możesz, nie neguję tego. A komentarze są od tego, by móc wyrażać własne zdanie. Nie definiuję Twojej postawy – to jest poniżej pasa, z pewnością. Być może my wszyscy źle się zrozumieliśmy, ale chciałem Ci pokazać, że nawet najgorsze chwile z czasem i gwoli chęci da się przekuć na jakiś sukces, choćby ten mały. Nie ma co się ograniczać, świat jest pełen niesprawiedliwości, goryczy… pogódźmy się z tym i róbmy swoje. Pozdrawiam w pokoju. ;)

    • statler waldorf pisze:

      ivnadranem, nie musisz się krygować. Gołym okiem widać Twoją nieprzeciętność.

    • ivnadranem pisze:

      Śmiałe stwierdzenie, jak na poznanie w samym tylko Internecie. I kto tu jest „nieprzeciętny”?

  11. Ania M. pisze:

    Przyczyn smutków na pewno nie można tolerować, ale same uczucia jak najbardziej. Żeby sobie z nimi poradzić, trzeba je dobrze poznać.
    Li, smutno mi, że Ci smutno.

  12. Dorota pisze:

    Li jak cie to pocieszy to u mnie znowu ma byc huragan w srode:(Juz teraz nie ma nic w sklepach ,bo transport utrudniony,nieliczne stacje benzynowe otwarte i kolejki jak u nas za komuny.Dalej ludzie nie maja pradu,ehh normalnie strach sie bac.

    • Li pisze:

      Dorota, nieszczęście innych nigdy mnie nie pocieszają.
      Straszne z tym huraganem, oglądałam reportaż i myślałam sobie właśnie o kilku z Was- moich czytelników, jak sobie radzicie!
      Czy nie dzieje Wam się krzywda?

    • Beem pisze:

      A jakby ciebie się uczepiło, tak jak mnie (a przez kogo?), ragazzo di Napoli, zajechał mirafiori, na sam trotuar wjechał koołaami i t.d.. Cholera, pęta się po tej głowie i po co? Kiedy ja to znałam i po co pamiętam, Zwoźniak się chyba nazywał. No.

    • Beem pisze:

      Tak się tu wcięłam nie na temat, sorry.

    • Li pisze:

      Beem, a ja to sobie ciągle nucę:))
      Twój ragazzo forda Capri ci nie kupi… :))
      Szykuję się do wyjścia, zamalowanie dwudniowej ruiny na twarzy jednak trochę czasu zabiera;-))

  13. Dorota pisze:

    Radzimy sobie,my na szczescie mamy prad,ale w sklepach masakra.Najgorsze jest to ,ze znowu nie wiadomo co nas czeka:(,i nawet nie wiemy jak sie przygotowac.

  14. nibeneth pisze:

    Przytulam krakowsko-wirtualnie. Zdrowiej :*
    Ja byłam wczoraj na Rakowickim, jak już obeszłam całą oblegana część, to poszłam sobie w taki kąt, gdzie już nikogo nie było, zaległam na ławce i gapiłam się na światełka. Lepiej mi po tym :)

  15. Ewa pisze:

    przecież życie właśnie z tego się składa… ze smutków i radości naprzemiennie… zresztą Ty, prowadząc sprawy rozwodowe, powinnaś wiedzieć najlepiej. Ale po kryzysach przychodzą dobre dni, tego trzeba się trzymać

  16. baa pisze:

    dobrej kolacji, Li. no i wszystko kiedyś mija, nawet najdłuższa żmija:*

  17. kobietazlasu pisze:

    Li pomimo podobnych myśli i nastroju średniego mocno refleksyjnego właśnie odkopałam to i lepiej mi i Tobie będzie też bo tak ten świat skonstruowany jest… Fajnego weekendu Ci życzę, odsapnij i bądź z siebie dumna:)

  18. jadowita pisze:

    A gdzie podziała się TA Li ??? cytuję:

    Zdradzę Wam mój najbardziej sprawdzony sposób na problemy- obśmiać, wykpić, sprowadzić do poziomu podłogi i potem spojrzeć na to ze swoich 167 cm( plus nieodzowne wysokie obcasy)- zawsze działa!

    Przesyłam Ci odrobinę mojego dobrego nastroju, który regularnie dopada mnie w piątkowe popołudnia, bez względu na wszystkie smutki świata. Powodzenia :)

    • Li pisze:

      Sześć lat temu moje problemy były niczym wobec obecnych:)
      (A może tak tylko mi się wydawało).
      Byłam młodsza, odważniejsza i na pewno szczęśliwsza.
      (A może tak tylko mi się wydawało).
      Widzę, że błąkasz się po rubieżach starego bloga? :)

  19. Dorota pisze:

    Mam nadzieje Li ze juz ci lepiej:)

  20. Ania pisze:

    Coś zdecydowanie w powietrzu jest…
    Wczoraj zostałam doprowadzona na absolutny skraj wytrzymałości nerwowej, nawet się na spokojnie zastanawiałam, że przecież muszę się jakoś wewnętrznie opanować bo coś mi się stanie. Być doprowadzoną do takiego stanu na skutek działalności społecznej to już ironia nad ironiami…ale tak mi dowaliło, że dzisiaj w pracy się posypało a potem kobieta wjechała w mój samochód – a ja nic, wcale a wcale się nie przejęłam bo ciągle o tym wczorajszym myślę i łzy mi w oczach stają na samą myśl…

  21. Monika pisze:

    Witaj Li,
    Wklejam Ci link do wywiadu z prof.Mikołejko o szczęściu, który znalazłam na blogu Joanny.
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,8682450,Truskawki_i_popiol.html
    Czasami warto posłuchać mądrzejszych od nas. A jeżeli to sprawy przyziemne, to może potrzebujesz pomocy w załatwieniu jakiejś trudnej sprawy, albo po prostu rady. Czasami spojrzenie kogoś całkiem z zewntątrz się przydaje. Masz mojego maila i wiesz , że mieszkam obok. Pozdrawiam ciepło, Monika

  22. baa pisze:

    dzień dobry, Li:)
    i przypominam o tableteczkach…

  23. Monika pisze:

    Wsłuchaj się w słowa, może pomogą

  24. gdusia.wp pisze:

    Zagłosowałam i dobrego dnia życzę :)

  25. Li pisze:

    Donoszę, że właśnie wstałam po tableteczki, dzięki za przypominanie, naprawdę działa:))

  26. Vucibatina pisze:

    Cóż, bloga Chustki znałam niemal od pierwszego dnia, od koleżanki z oddziału hematologii. Zajrzałam też na Jej znajome blogi. Widać, że Wy Wszystkie bardzo Ją kochałyście i Jej odejście bardzo Was boli. A żałoba tak naprawdę dopiero się zaczyna. Ale pomyślcie Wszystkie – wszystko to jest publiczne, na wskroś internetowe, może przeczytać to każdy, Piotr, Babcia B., nawet Jasiek. Nie dość, że Joanna prosiła „nie żryjcie się”, to jak poczują się Oni, którzy zostali z uczuciem uporczywej pustki, czytając to wszystko pod datą 3 listopada?
    Powtórzę: może jednak trochę ciszej dzisiaj… Wszyscy ją ceniliśmy, to piękne, że została wspominana w tylu miejscach, każdy miał dobre intencje, każdy okazuje ból w inny sposób.

    • Ania pisze:

      Przypominał mi się taki żydowski kawał:
      Mojsze użala się sie Ickowi, że ma straszliwy problem. A czy można ten problem załatwić pieniędzmi?- pyta Icek.. Pewnie by można – odpowiada Mojsze.
      Na co Icek – No widzisz Mojsze, ty nie masz problem, ty masz wydatek …

%d blogerów lubi to: