Stowarzyszenie błąkających się.

Prawie (przy czym słówko prawie daje mi jeszcze jakąś nadzieję),
prawie każdego dnia błąkam się po kwartale
okolicznych ulic szukając mojego auta.
Nie mogę pojąć, dlaczego nie jestem w stanie zapamiętać miejsca,
na którym zaparkowałam.
Czy ja już straciłam ludzkie cechy
i działam jak jakiś automat?
Faktem jest, że czasem kilkakrotnie w ciągu dnia
wyjeżdżam i wracam, parkując za każdym razem w innym miejscu.
Faktem jest, że czasem długo szukam miejsca do parkowania.
Ale nic nie usprawiedliwia błąkania się
i kompletnej dziury w pamięci.
Wpadam w obłęd, pośpiech gryzie mnie po kostkach,
święty Antoni nie pomaga, próba przypomnienia też nie,
mogę tylko błąkać się i błąkać,
aż przypadkiem się przybłąkam.
Czuję wtedy ulgę, że znalazłam zgubę
i tak do następnego razu.
Kto też tak ma?
Potrzebuję pocieszenia:)
Li.

Reklamy

114 Responses to Stowarzyszenie błąkających się.

  1. Szyszka pisze:

    Gubię auto nieustannie.
    Mam wrażenie że kiedyś otworzę drzwi a ono będzie stało naburmuszone i nerwowo machało wycieraczkami…

  2. Ewa pisze:

    przy domu nie gubię, ale tylko dlatego , że posiadam tzw.podwórko, na którym parkuję .
    Na parkingach przy marketach to już zupełnie inna bajka :):):)…i przeważnie stoi w innym miejscu niż je zostawiłam. :)

  3. polaczka pisze:

    A ja marzę o chwili kiedy wreszcie będę mogła zaparkować w jakiejś dziurce. Póki co nie idzie mi to wcale ani tyłem , jako tako przodem. Boże broń wjechać w ciasną kopertę.Tak to jest jak się póżno robi prawko. No ale staram się jak mogę.Jeżdżę gdzie się da tylko to parkowanie (o tramwajach nie wspomnę ale u nas takich brak)

  4. desporolka pisze:

    A ja zaparkowalam raz a dobrze .Tylko ten parking ktos zamknąl .Sorry nie pociesze .Też błąkam sie ,szukając .

  5. aLusia pisze:

    mi też się zdarza… a ponieważ od razu mam projekcje, że mi autko moje kochane wraz ze wszystkimi skarbami skradziono, to parkując staram się za wszelką cenę wbić sobie w głowę wszystkie otaczające je okoliczności przyrody… Znam jednak jedną spektakularną historię: otóż koleżanka koleżanki zaparkowała w centrum handlowym, po czym udała się do fryzjera i przefarbowała na blond. Potem oczywiście nie mogła znaleźć auta i zadzwoniła zaaferowana: Ala!! to działa!! to działa!:)

    • Li pisze:

      uważaj, czytają nas blondynki :))
      Ale dobre, dobre :D

    • aLusia pisze:

      co poradzę, taka prawda była:) Mam natomiast propozycję na prezesa stowarzyszenia – to ojciec koleżanki, który pojechał z Myślenic do Krk samochodem, zaparkował, pozałatwiał swoje sprawy, po czym wrócił do domu pekaesem… Wszedł i od razu narzeka, jaki ten pekaes okropny, jak śmierdzi, jaki chamski kierowca, jeden go nie wziął… na co żona z oczami ze zdziwienia jak spodki uświadomiła mu straszną prawdę…. no i musiał znów w pekaes, a tam śmierdzi, kierowca chamski i do Smoczogrodu, dorobek życia ratować…:)

  6. Ania M. pisze:

    Ja nie jeżdżę, ale mój mąż też nieraz szuka:)

  7. ingrid pisze:

    juz nie gubie. ale podczas mojej pierwszej wizyty w Stanach u narzeczonego pojechalam do olbrzymiego centrum handlowego z jeszcze wiekszym parkingiem. i zaparkowalam. szukalam potem 2 godziny. samochod byl bialy, a tu prawie wszyscy jezdza bialymi. bo sie najmniej nagrzewaja…

    • Ania pisze:

      Nie gubię (jeszcze), także do stowarzyszenia się nie zapisuję :)
      Notabene jeśli kiedykolwiek zdarzy mi się coś zapomnieć, to wpadam niemalże w panikę…

  8. ostrestarcie pisze:

    witaj przyjaciółko niedoli- ja sie gubię zawsze i wszędzie! w pobliskim lesie zaginęłam! a parkingi to już rodzina standardowo ubaw ze mnie uprawia- no mamuśka to gdzie mamy auto? no gdzie?
    zdarzyło mi się już prawie kradzież na policję zgłaszać. No to jak? lepiej?

  9. Gagacik pisze:

    Mój szef zgłosił kradzież samochodu na policji. Pojechał nim do sklepu, potem poszedł pieszo do kolegi (zapomniał, że przyjechał samochodem), wrócił do domu i narobił rabanu, że auto rąbnęli :) A ile wstydu się najadł, jak się sprawa wyjaśniła.
    Ja nie tylko w kwestii samochodu bywam czasami tak rozgarnięta jak kupa liści. Wtedy naprawdę poważnie się zastanawiam, czy mam IQ choćby powyżej minimalnej kreski :D

    • rybenka pisze:

      Mojej kolej kolezance dla odmiany naprawde ukradli samochod, ale tak nie mogla uwierzyc ze jezdzila tramwajem po Warszawie i szukala w znajomych miejscach…

  10. dorusia7 pisze:

    No ja nie pociesze,poniewaz nic nie gubie:),ale moj maz ZAWSZE gubi okulary,i biega w panice ze trzeba nowe robic.Ja ze stoickim spokojem szukam I znajduje:)

  11. juko78 pisze:

    W GK tylko różowy balonik :)

  12. chillax pisze:

    Dolaczam do towarzystwa tych co sie gubia ! Nawet z GPS-em sie zgubic potrafie :-) . Na zagubione na duzych parkingach auto, rade znalazlam : zapamietuje nazwe poziomu lub sekcji na zasadzie nieprzyzwoitych skojarzen. Np. 2D – to dwie dupy, 1C – to jedna ci…i juz reszte mozesz sobie dopowiedziec…W miescie probuje, podkreslam probuje, zapamietac nazwe najblizszego skrzyzowania – tez na zasadzie nieprzyzwoitych skojarzen ( jakos tak dluzej w pamieci zostaja :-) , sorry)
    Nie ukrywam jednak, ze kilka razy alarm przy kluczykach zgube znalezc mi pomogl.

  13. Julianna pisze:

    Ja, Ja, Ja !! Bladym świtem nie znalazłam swojego „pudełka” w garażu. Pustka w głowie, smutek w sercu i chwilka zastanowienia … Co robiłaś wczoraj ? Gdzie byłaś? Znalazłam szczęśliwie zgubę. Stała samotna, wyziębiona, przysypana śniegiem na parkingu przed sklepem :))). Dzień wcześniej zamiast po zakupach wsiąść do samochodu dałam z buta :))), ale wrażenie o poranku nie zapomniane :)))

  14. asinek pisze:

    mój mąż się błąka, gdy postawi auto w innym miejscu niż zazwyczaj i rankiem biegamy po osiedlu w poszukiwaniu … czasem pomagamy sobie sygnałem dźwiękowym, który wydaje auto przy zamykaniu …także gdy jest cicho, to jakoś pomaga;)
    a poza tym dziś piątek – piękny dzień;)

    dobrego dnia!

  15. sisi pisze:

    Uwielbiam parkingi przy wszelkiego rodzaju marketach i galeriach handlowych, szczególnie wielką sympatią obdarzam te piętrowe – pewne na stówe, że będe łazić i szukać, zawsze tak jest:) Ale to nic. Pod blokiem wogóle nie mam problemu z parkowaniem:) na widok mnie wjezdzającej z fantazją na parking, wszyscy przestawiają samochody- jestem prawdziwym mistrzem w cofaniu – mam już na swoim koncie m.in. rozwalone bmw karka z trzeciego- i wszystkie zęby zachowałam ha!!!!!:)))))))))))))))))))

  16. saszasybarytka pisze:

    Kocham moje dziecko :) pamięta dokładnie i za rączkę mnie przyprowadzi.

    • Irena pisze:

      …tak masz rację , dzieci mają pamięć :) wnuczka też mnie przyprowadza …o ile jest zemną ( ze mną ?)

  17. baa pisze:

    samochodem nie jeżdżę, ale wszystko inne gubię, wkładam w takie miejsca, o których myślę, że nigdy nie wypadną z pamięci;)
    jedynym (moim) na to sposobem jest zapisywanie w kalendarzu..

  18. gdynianka pisze:

    Największy problem ze znalezieniem auta mam w różnych galeriach,oczywiście na parkingu,ale zwracam uwagę na sektory i w końcu znajduję.
    Nie zapomnę pewnego wydarzenia,które miało miejsce w Krakowie.
    Zaparkowaliśmy,po czym poszliśmy zwiedzać.
    Po paru godzinach postanowiliśmy wrócić do samochodu, ale w żaden sposób nie mogliśmy znaleźć.
    W desperacji chciałam iść na policję, ale mąż mówi: i co powiemy,że zgubiliśmy samochód? A jak ma policja odnaleźć, jak my kompletnie nie wiemy, gdzie zaparkowaliśmy.
    Nagle przyszło olśnienie, że widziałam nazwę ulicy: Sienna.
    W ten sposób auto odnalezione, ale strachu przeżyliśmy niemało, dzieci śpiące, a my ,,włóczyliśmy” się w poszukiwaniu zguby.
    Ech, życie, żeby ludzie tylko takie problemy mieli.

    • cracowtour pisze:

      no to gratuluję, bo na Siennej to Ci mogli założyć blokadę – to jest strefa A, do której można wjeżdżać tylko ze specjalnym zezwoleniem z Urzędu Miasta. Straż Miejska uwielbia zakładać blokady , szczególnie samochodom z obcą rejestracją. !

  19. rybenka pisze:

    Zdazylo mi sie byc w Stanach. Zaparkowalismy w centrum handlowym. Wynajetym samochodem oczywiscie. wracamy po kilku godzinach i samochodu ni ma. Po krotkiej panice okazalo sie, ze to na pewno nie to miejsce. Ale jak znalezc samochod? I tutaj cuudoowny pragmatyzm Amerykanow, otoz kazdy! samochod jest monitorowany na swoim miejscu parkingowym, wystarczy podejsc do maszyny, wprowadzic nr rejestracji i voila!!

    • no pierwsze slysze o takiej maszynie, serio! Mieszkam w Stanach konkretnie w Las Vegas od lat i nie wiedzialam, ze cos takiego na parkingach istnieje.
      Jak to dobrze czytac polskie blogi,zawsze czegos sie czlowiek dowie od innego Polaka.
      Az jutro specjalnie pojade do najblizszego kasyna i sprawdze. A w jakim miescie te maszyny istnieja?

    • rybenka pisze:

      To bylo w Los Angeles :)

  20. Li pisze:

    a kto próbował się włamać do nie swojego auta? :)

    • Lidia pisze:

      Ja! Jak jeździłam czerwonym maluchem i nie pamiętałam numeru rejestracyjnego :)) Jakiś drugi posiadacz zaparkował przy mnie i nawet numery były podobne :(

    • margo pisze:

      dzień dobry:-)
      mój chop:-)))) może nie włamał się ale odmroził całego cudzego „malucha”
      (nasze 1 autko) bo stały 3 kolo siebie czerwone:-)))
      zdarza mi się też szukać samochodu,kiedyś byłam pewna,że gwizdnęli mi go z parkingu:-))

    • irbise pisze:

      Li kochana! Ja kiedyś otworzyłam nie swój samochód!! Miałam wtedy białego malucha. W ostatniej chwili uznałam, że fotele są nie takie…. Co do gubienia samochodu to… co jakis czas mi się to śni :) :) :)

    • ZaTa pisze:

      ja, ja, ja ;)
      byłam swięcie przekonana, że na amen rozładował się pilocik, który już od jakiegoś czasu szwankował…jak byłam bliska gmerania w zamku to się zorientowałam, że akurat ta toyotka ma już swojego kierowcę…moja stała dwa auta dalej! ;)))
      A na parkowanie mam mojego małego GPS-a – moja starsza córka fantastycznie się orientuje i w terenie, i na wielgachnych parkingach…tylko nie zawsze ją mam przy sobie ;(

    • antypoda pisze:

      Nam się też to zdarzyło. Tak to jest kiedy ma się 3 auta na podjeździe i zapomni się, którym autem przyjechaliśmy do sklepu. Wyszliśmy z marketu i oboje podeszliśmy do czyjegoś auta, dopiero gdy alarm zawył zauważyliśmy, że coś inna tapicerka w „naszym” aucie ;-). Ale to był obciach hahaha
      Nie tylko Ty jesteś zakręcona, to odwieczny problem na dużych i piętrowych parkingach ;-))).

    • Li pisze:

      ale mój problem to nie jest parking przed centrum handlowym, bo wtedy jakoś zapamiętuję czerwoną truskawkę czy różowy balonik. Największy problem mam pod kamienicą! I to mnie martwi:D

    • aurora vulgaris pisze:

      Moja Droga, skoro pamięć już nie ta, powinnaś przemalować auto na jakiś nietuzinkowy, najlepiej jaskrawy kolor ;D

    • Sasiad- do naszego malucha. I co najśmieszniejsze- otworzył go swoim kluczykiem, tylko wnętrze mu nie pasowało….

  21. JB pisze:

    Na parkingu w centrum handlowym robię zdjęcie telefonem numeru przy którym parkuję. Gupio to wygląda, ale mniej stresu.
    Też raz szukałam auta przez 45 minut, pamiętałam numer alejki, ale szukałam na innym poziomie :(

  22. Lidia pisze:

    Parę razy zdarzyło się mi, że szukałam samochodu na przyblokowym parkingu. A parking ów jestem w stanie w 75% zobaczyć z okien mieszkania.

  23. MW pisze:

    Mnóstwo takich historii (o wsiadaniu do cudzego) słyszałam w dawnych czasach – kiedy to kluczyki od malucha pasowały do wielu egzemplarzy.
    Zgubić auto – ubawiłam się z rana. Wszystko potrafię zgubić (siebie także), ale autko moje kochane? Nie rozumiem, o czym piszecie:P. Natomiast zdarzało mi się nagminnie zostawiać mój pierwszy samochód otwarty (brak centralnego zamka), ale też istniały marne szanse, aby ktoś się na niego połakomił;)

  24. jadwiga pisze:

    Też tak mam czasami, zostawiłam swoju samochod i poszłam, jakis program miałam w tv, wychodzę po nagraniu, szukam samochodu, i nie wiem gdzie go zostawiłąm, obleciałam ul. Jasna i okolice i niestety okazało sie, ze auto buchnięto, czasami bywa i tak
    j

  25. kotek pisze:

    Ja mam tak z portfelem, kluczami, okularami i telefonem. Mam przerąbane, minimum godzina dziennie idzie na POSZUKIWANIA. Po prostu za dużo tego wszystkiego mamy do myslenia i pamietania.

  26. KP pisze:

    Ja mam tak z winda. Pracuje na samej gorze- przycisk: na gorze. Mieszkam na samym dole: dol. Tak pare razy dziennie. DO tego pies, spacery itd. Ktory przycisk kiedy??? Odruchowo naciskam albo gore albo dol i wysiadajac dopiero zastanawiam sie: dokad teraz?

  27. reniq pisze:

    Ja jako blondynka posiadam wszystkie cechy, które się przypisuje istotom o tym zabarwieniu owłosienia. Otóż kiedyś zaparkowałam pod osiedlowym sklepem, zrobiłam zakupy i poszłam do domu, zostawiwszy auto pod sklepem, 200m od bloku. Rano spanikowana szukałam auta na parkingu na osiedlu i go nie znalazłam. Pojechałam na policję złożyć zawiadomienie o kradzieży, przeszłam całą procedurę składania zeznań itp. Nie poszłam już tego dnia do pracy, wróciłam autobusem do domu i poszłam do sklepu po zakupy. Reszty możecie się domyślać! :))

    • MW pisze:

      :DDDD
      Dwie najukochańsze dla mnie istoty rodzaju żeńskiego to blondynki (moja córka i moja pasierbica)

  28. magdak pisze:

    Laduje zakupy do bagaznika- pierwszy sygnal, bo chyba wiozlam smieci, a tu posprzatane. Ale nic, moze to poprzednio bylo.
    Gdzie ja zostawilam fotelik? Chyba po praniu pokrowca nie wstawilam…
    Klucze nie pasuja, ooops. I ta nerwowka, zeby mnie nie nakryli na wyciaganiu toreb z cudzego auta.

    Albo, jade, nagle nerwowo zaczynam kluczykow szukac, macam kieszenie, analizuje, czy w innej torebce nie zostaly… w koncu olsnienie, przeciez sa w stycyjce.

    Najgorzej na wielopoziomowych parkingach, za kazdym razem gdzie indziej zaparkowane, a ja pamietam np. tylko tyle, ze stanelam kolo duzego czerwonego auta. Swietny punkt orientacyjny, hah.

  29. maskana pisze:

    Parkuję pod biurem zawsze w tym samym miejscu. Zawsze. I notorycznie po wyjściu z pracy mijam moje auto, żeby na końcu parkingu uzmysłowić sobie, że znów muszę się wrócić.
    Mniej więcej dwa razy w tygodniu, rano, wracam się z parkingu do domu, żeby zabrać dobre kluczyki, bo znów wzięłam nie od tego auta, mimo, że przed wyjściem zawsze sprawdzam czy „to TE”.
    Na ostatnie Jasełka dotarłam spóźniona, parking pod szkołą pękał w szwach, więc zaparkowałam w jedynym możliwym miejscu – prawie przy bramie wjazdowej. Po przedstawieniu biegiem do auta (o rety! zostawiłam auto centralnie w bramie nie „prawie przy”), alarm pik, pikpikpik, nie działa (szlag!), kluczyk do zamka – nie działa (szlag), wciskam ten cholerny kluczyk, ludzi wokół coraz więcej, każdy chce wyjechać, pikam i wciskam, wciskam i pikiam, słyszę niewybredne komentarze, klaksony, coraz wiecej klaksonów, i więcej komentarzy, a to cholerne auto nie chce się otworzyć… I ten głos jak zza światów: „próbuje się pani włamać do mojego auta”
    Heh losie… mój samochód stał kawałek dalej, nie tarasując nikomu drogi… ale co się nasluchałam o babach za kółkiem to moje:)
    O ostatniej akcji z kluczykami (jeden tylko otwierał centralny zamek, drugi tylko zamykał) kiedy kluczyk „otwierający” zostawiłam w stacyjce i radośnie zamknęłam auto „zamykającym”, w sytuacji kiedy jedyny zamek w aucie nie działał, a kluczyki do drugiego auta leżały sobie w schowku tego zamkniętego, nie wspomnę.
    Żal kropka pl:)

    Jako że komentarz jest pewnie dłuższy od notki, co jest niewybaczalne, wychłostam się kablem od prodiża:)

  30. nibeneth pisze:

    ja się błąkam po prawie każdym parkingu, poza moim pod domem ;> mój małżonek nie potrafi tego pojąć :D

    PS. dlaczego ludzie są czasem tacy pojebani? przepraszam za słowa, ale tak mnie naszło…

    • nibeneth pisze:

      żeby nie było, nie odnosi sie do komentarzy powyższych, tylko tak zyciowo-ogólnie ;>

  31. marianna01 pisze:

    Ja Cię ani nie pocieszę, ani nie opiszę swoich przygód, bo nie jeżdżę. Mam wprawdzie prawo jazdy ( zrobione w 1984 roku), ale tak na dobre nie zaczęłam jeździć nigdy. Próby jeżdżenia z (byłym już) mężem jako pasażerem to było pasmo upokorzeń, bo jeździłam podobno jak największy kretyn i wszystko źle robiłam. W latach 80-tych nie miałam szans na własny samochód. Przestałam więc jeździć, bo wtedy byłam zahukana i niepewna siebie.

    • viki pisze:

      na ogół największym kretynem jest ten nas oceniający ;)
      Czas na wzięcie kilku jazd i siadaj za kółko!:)

  32. ewel pisze:

    Ja robię zawsze zdjęcie komórką charakterystycznego miejsca albo oznaczenia na parkingu.

  33. Blackberry pisze:

    Ubawiłam się czytając komentarze i notkę, ale sama też tak mam.
    Kiedyś poszłam z psem na spacer, po drodze na pocztę z poczty do sklepu i do domu. Jak wchodziłam to strasznie mnie zdziwiło że pies mnie nie wita! No i olśnienie, że bidula siedzi przypięta do ławki przy poczcie. A jak się cieszyła jak po nią wróciłam ;)

    • Asia pisze:

      Oj, też mi się raz zdarzyło zostawić mojego psiaka pod sklepem. Ależ było mi głupio – MIJAŁAM GO, bo słupek dla psów był naprzeciwko sklepu i obok dróżki osiedlowej do domu. Co on musiał czuć, widząc, że pani sobie go mija i nie zabiera. Jak wracałam, to już widziałam te uszyska fruwające i podskoki (jamnik).
      Ale karę miałam przynajmniej – zawróciłam niemal spod bloku, z dwiema siatami zakupów, więc dwa razy musiałam pokonać drogę do sklepu z ciężarami. :D

  34. Blackberry pisze:

    A na parkingi w centrach handlowych mam sposób: zawsze parkuję na zielonym (a przeważnie w wszystkich centrach jest zielony parking) w ten sposób zawężam pole poszukiwań ;)

  35. piotr pisze:

    może lokalizator do auta -czytając pobieżnie, usługa za niewielkie pieniądze:)
    witam po długiej nieobecności

  36. Patti pisze:

    eeeeeetam zgubione samochody, „włamania” do cudzych aut……fakt autentyczny…… jakiś rok temu ( rodzina mojej pracownicy)
    mąż z żoną wybrali sie swoim dosyć popularnym samochodem na zakupy , szarówka, mąż został w aucie , kobita lata miedzy regałami, zrobiła zakupy , lezie do samochodu, otwiera tylne drzwi rzuca na siedzenie torebkę, reklamówa z zakupami w ręce, otwiera przednie drzwi siada i mówi …….ale mi sie zebrało……..i fruuuuuuu głośny pierd na cały samochód……….odwraca sie w lewo a za kierownicą obcy chłop!!! marka samochodu ta sama, kolor ten sam…….ino chłop inny……….wyskakuje jak z procy i leci sukac swojego chłopa i auta………znajduję i jadąc do domu opowiada mu co sie stało……….w chałupie rozpakowuj zakupi i mąż ją pociesza……co sie martwisz, tyle obcych ludzi, nikt cię nie poznał, chłopa nie znasz, będzie git……….nagle dzwonek do drzwi kobita leci otworzćc………….a po drugiej stronie chłop ze słowami na ustach ” zapomniał pani torebki z mojego samochodu…………….”

    • maskana pisze:

      tej historii nikt i nic nie zdetronizuje;)

    • aurora vulgaris pisze:

      Wniosek nasuwa się jeden. Na zakupy należy jeździć samodzielnie ;D

    • viki pisze:

      maskana – masz rację:)
      na miejscu tej kobiety popełniłabym sepuku :)

    • Patti pisze:

      aurora……..albo mieć ze sobą espumisan……;::

    • rybenka pisze:

      O ja cie przepraszam:)))
      Przypomina mi to historie mojej kuzynki. Czekala na znajomego na ulicy Poznanskiej w Warszawie – dla mniej zorientowanych, panowie szukaja tam platnej milosci. A poniewaz atrakcyjna mocno jest, juz za chwile zatrzymal sie samochod, traf chcial, ze bardzo podobny do tego, na ktory czekala. No i zaczela wsiadac do tego samochodu!! Na szczescie zorientowala sie w pore i uciekla!

    • statler waldorf pisze:

      Facet z samochodu musiał być bardzo ciekawy kto z tak bezceremonialną kobietą daje radę. Zawartość torebki była, jakby nie było, rekompensatą za wątpliwe doznania.

    • Lidia pisze:

      Patti – rewelacyjna historia :)))
      Przypomniało mi się, że ja też kiedyś prawie wsiadłam obcemu gościowi do samochodu. Czekałam na koleżankę, było ciemno, podjechał taki samochód, jakim ona jeździ, to się do środka chciałam władować. Powstrzymał mnie wygląd kierowcy, który był obcym mi facetem.
      Ale to jest nic w porównaniu z historią opisaną przez Ciebie :))

    • Asia pisze:

      Ale że trzymała pierdka w tyłku i „niosła” go, żeby wypuścić w dusznym i małym samochodzie, miast na powietrzu gdzieś dalej? Największym farciarzem tej historii był mąż tej kobiety. :D

    • Aleksandra1973 pisze:

      Patti,nie mieszkam w Polsce,a ta sama historia krazyla u mnie jakis czas temu.Tylko to niby byla znajoma kolezanki z pracy.I jak tu wierzyc takiej historii.

  37. tempo giusto pisze:

    samochód nie igła, prędzej czy później go znajduję, ale telefon we własnym domu? no nie da się. żeby go znaleźć, muszę zadzwonić :)

  38. Lola pisze:

    Moja ciotka lata temu odjechala nie swoim polonezem. Kluczyk pasowal, wszystko bylo prawie takie samo, a ze sie spieszyla to nie zwracala uwagi na szczegoly. ;) Gdy juz jechala, zdziwila sie, co to za wiadro na siedzeniu pasazera. :)

  39. jadwiga pisze:

    Patti
    wygrałaś!!!!
    pozdrawiam
    j

  40. Szyszka pisze:

    Mój wujek umył cudzy… :)

  41. sisi pisze:

    Mój znajomy zabrał nie swoje narty wychodząc z knajpy przy wyciągu. Kapnął się na górze i baaardzo szybko zjeżdżał.

  42. MW pisze:

    A gdzie Li? W końcu jak długo można szukać tego auta??

  43. aw pisze:

    Pani Li w ugotowanych……..?????????????????

  44. fejsbogini pisze:

    Li, czy ja Cię wlasnie oglądam w telewizji…? ;)

  45. oooomaaajgoot, li właśnie występuje w ugotowanych !!!!

  46. luiza pisze:

    Oglądać dziś Ugotowanych?:-)

  47. O maj got Li, właśnie oglądam Ugotowanych i daje słowo to musisz być Ty!

  48. justyna pisze:

    Nie wierzę. Czy to Ty gotujesz ?

  49. Natalia pisze:

    Li, widzę w Ugotowanych znajomą kuchnię;) Fajnie zobaczyć Cię na żywo:)

  50. fejsbogini pisze:

    Li, czy ja Cię wlasnie widzę na TVN???

  51. Mario pisze:

    Li, czy to Twój taras dziś można było podziwiać w tv? :D bo jestem niemal pewna! :D

  52. Laguna pisze:

    Właśnie oglądam Cię w „Ugotowanych”

  53. Klarysa pisze:

    Oglądam właśnie program Ugotowani. Bardzo sympatyczna kobietka tam dziś wystąpiła, bardzo ;)

  54. purple pisze:

    Li właśnie oglądam Cię w TVN szkoda że nie wygrałaś

  55. Joanka pisze:

    Miło mi było ujrzeć Cię kochana Li w akcji kuchennej ;-)

  56. Ag pisze:

    Li, normalnie bym spytała czy w tym kulinarnym TVN to Ty?

  57. KR pisze:

    A ja wiem gdzie jest Li:) W dzisiejszym programie Ugotowani w TVN :)

  58. kasia es pisze:

    Jeszcze trwa, nie wiem kto wygrał ?
    Uwielbiam oglądać ten program, a dzisiaj miałam super niespodziankę. Proszę o przepisy.

    Pozdrawiam

  59. Mądralina pisze:

    Gratuluję występu w Ugotowanych. Ciekawie jest ujrzeć kogoś kogo do tej pory człowiek sobie tylko wyobrażał -zupełnie inaczej! ;)

  60. Barbara pisze:

    Gratuluje udzialu w programie Ugotowani…wlasnie go ogladam . masz swietne mieszkanko super urzadzone i ten pomysl z platkami na schodach na przywitanie..faceci sa denni nie znaja sie …a w szczegolnosci pan J…

  61. Aleksandra1973 pisze:

    Czasem zdarza mi sie tez zaparkowac i szukac swojego auta.Bardzo czesto w marketach jak jestem,bo w domu zazwyczaj stoje albo na podworku,albo na ulicy przy domu…
    Natomiast bardzo czesto gubie koszyki podczas zakupow,zostawiam na chwile,bo cos mnie zaciekawilo,a potem nie umiem znalezc,pare razy zdarzylo mi sie odjechac nie swoim wozkiem …

  62. Aleksandra pisze:

    gratulacje Moniko , wlaśnie obejrzałam „Ugotowanych” , jesteś świetna kobietą , było przyjemnością Cię oglądać. Pozdrowienia serdeczne.

  63. Karen pisze:

    Gratuluję bo powinnaś wygrać :) piękne mieszkanie

  64. kaasia1311 pisze:

    Moniko nie znam Cie ale jak widziałam dzis ugotowanych( upewnilam sie po slicznej, stylowej lazience) czulam ze to Ty. super z Ciebie dziewczyna.

  65. Yo pisze:

    Byłem ostatnio gościem w ratuszu pewnego miasta. Zaparkowałem przed wejściem, poszedłem na spotkanie. Wracam, samochodu nie ma. Buchnęli? Idę do moich gospodarzy, mówię, że samochód znikł. Postawili na nogi policję. Po paru minutach wchodzi policjant i trochę zdziwiony mówi, że samochód stoi przecież przed wejściem. Schodzę, patrzę – nie ma. Coś mnie jednak tknęło. Obchodzę ratusz dookoła i cóż się okazuje? Ratusz ma dwa wejścia. Zaparkowałem przed tym drugim.

  66. Grażyna pisze:

    Chciałam tylko powiedzieć, że jesteś piękną kobietą. I masz niesamowity zmysł estetyki – zazdroszczę. Chciałabym mieć chociaż 10 %….
    pozdrawiam

  67. Asia pisze:

    śliczny taras…

  68. rybenka pisze:

    A dlaczego ja od 17 czekam na moderacje?
    Zbroilam cos?

  69. kotek pisze:

    No i jak można Li nie lubić? No jak?

  70. echoes pisze:

    Nie można nie lubić! Li, byłaś najlepsza, a na gotowaniu trochę się znam :)

  71. es pisze:

    Od razu wiedziałam,że to Li:)Monika, prawnik, skorpion, 2 córki, kot ,piękny taras:)Fajnie mają te Twoje dziewczyny, takie smakołyki gotujesz…Edzia

  72. Asia pisze:

    Wygrał kalkulant i asekurant. Wygrała nieszczerość. Wygrany wyraził nadzieję, że nie był szują, no cóż. Wszyscy to oglądali i mogli ocenić sami.
    Moniko, chyba zostałaś pochwalona najbardziej, to Ty jesteś wygrana, choć bez nagrody głównej. Gratuluję. :)))

    • Asia pisze:

      PS W regulaminie powinien być zapis, że dodatkowo ileś tam punktów odejmuje się temu, kto dał ich wszystkim najmniej. :D
      I wtedy byłoby chyba sprawiedliwie. :P

  73. kotek pisze:

    W sumie jakoś mi dziwnie, że już 3 dni nie ma Li. Mam nadzieję że wsio ok. Pozdrawiam Cię, Li, gdziekolwiek się błąkasz :)

  74. Magda pisze:

    Li pewnie przeżyłas super przygodę biorąc udział w programie. Gotowałas świetnie, i fajne zdanie powiedziałaś na koniec.
    No i poza tym kobieto Twoje mieszkanie i taras są po prostu pikne, chętnie wygrzałabym mój gruby tyłek na Twoim tarasie. No i klatke schodową na moje oko została zrewitalizowana totalnie od czasu wizyty funkcjonariuszy Policji na osiemnastce?

    Gdzie sprzedają takie sexowne koturny?

    Jeszcze raz gratulacje

    Du

  75. Magda pisze:

    Li buty zamówione. Wzięłam brąz. Co do wygody zdaję się w 100 % na Ciebie

%d blogerów lubi to: