Plany na przyszłość na podstawie doświadczeń teraźniejszości.

Ukochany kot patrzy na mnie uważnie,
widzi mój niehumor i smuty-druty.
Bobek

Tarmoszę go po stojących aksamitnych uszkach,
pręży się, zaczyna mruczeć,
wyciąga się jak struna pochłonięty sprawianą mu przyjemnością,
jest obok mnie, zawsze wierny i przytulny.
Niezakłócona niczym relacja kot-człowiek, miłość za miłość,
kocia akceptacja najdziwniejszych ludzkich pomysłów,
typu pies w łóżku,
jestem wdzięczna moim kotom, że dają się pieścić i kochać.

Czekam, aż minie luty, zimowy niedobry czas.
Marzec zawsze przynosi inne powietrze i nieuchronność wiosny.
Jestem zmęczona życiem,
ludźmi i latającymi wokół zupełnie niepotrzebnymi emocjami.
Życie jest takie jedno,
nie będę go trawić na nikomu nie przynoszące pożytku czcze dyskusje.
Ale wiem jedno- gdy to ja będę kobietą pod siedemdziesiątkę,
to nigdy-przenigdy-nigdy nie będę marnowała
reszty danego mi jeszcze czasu w zamknięciu się na świat
i wydatkowaniu energii na poddawanie się politycznym obsesjom.
Bo wtedy chciałabym być kochaną babcią i wspierającą matką.
Chciałabym zabierać moje wnuki w dalekie podróże,
chciałabym, by do mnie dzwoniły,
bym była im bliska,
chciałabym, by pomogły mi naprawić na sobie wszystkie błędy mojego macierzyństwa,
chciałabym mieć kółko (nie)różańcowe koleżanek,
młodych (nie)staruszek,
które pojadą ze mną do SPA, albo na wycieczkę do Pcimia,
zamiast zamykać się w kręgu swoich fobii i uprzedzeń,
chciałabym nigdy nie roztrząsać swoich chorób,
nie licytować się w ilości leków
i zobaczyć nareszcie norweskie fiordy,
Etnę, Madagaskar i Lidzbark Warmiński.
Li.

Reklamy

65 Responses to Plany na przyszłość na podstawie doświadczeń teraźniejszości.

  1. panistarsza pisze:

    Zacznij od Lidzbarka (Lidzbarku?) Warmińskiego. Nigdy tam nie byłam. Może mnie zabierzesz ze sobą?
    Ja chętna zawsze na wszelkie wyjazdy – tylko rzeczywistość skrzeczy :(

    • Li pisze:

      no to jedziemy w wakacje!
      Ja tam się urodziłam, ale nigdy więcej już tam nie byłam.
      A bardzo chcę!

    • ingrid pisze:

      a po Lidzbarku odwiedzicie mnie :)

    • Li pisze:

      W USA też nie byłam, a zawsze chciałam… no cóż, ostatecznie do tej przedsiedemdziesiątki wiele mi już nie brakuje, więc do rychłego zobaczenia moja miła;-))

    • ingrid pisze:

      do rychlego! moze goscinna lazienka bedzie juz gotowa :D

    • Li pisze:

      Masz 19 lat czasu, może zdążysz z tym remoncikiem! :D

    • ingrid pisze:

      Li, nie moge czekac 19 lat ze wstawieniem drzwi do lazienki i zamontowaniem nowej umywalki oraz szafek! mam nadzieje, ze M., ktory nie jest szybki w tych sprawach zamknie sie w 5 latach. bardzo na to licze.

    • madeoftrouble pisze:

      A od Ingrid do mnie juz niedaleko! kilka godzin samochodem i jestescie!

  2. panistarsza pisze:

    za 19 lat to już „bezmnie”

    ide spać, dobranoc Paniom

    • ingrid pisze:

      spij dobrze. i licze na Twoj przyjazd. postaram sie wyszykowac te lazienke szybciej :*

    • Li pisze:

      Kinga, nie chcę Cię martwić, ale z moich obliczeń wynika, że za 19 lat możesz jeszcze żyć i to wcale nieźle:*

  3. agik pisze:

    Bardzo fajny plan masz :)
    To bardzo dobry znak: zobacz jakie masz optymistyczne plany- podróże, miłośc, przyjaźń…

    Ja to czuję wstręt do przyszłości.

  4. Ania M. pisze:

    Oraz pewien zakątek Północnego Ursynowa, jak rozumiem?

  5. córka pisze:

    Najgorsza relacja jaka może być między dwiema kobietami to nie teściowa versus synowa, ale ta między matką i córką. Teściową można spuścić na drzewo, powierzchnia. A ta z matką? Miłość do bólu pomieszana z takim tysiącem innych, często odwrotnych emocji, że trudno czasem normalnie rozmawiać. Między moją mamą, a mną jest 19 lat różnicy, niektórzy zazdrościli mi młodej matki, ale cóż z tego, skoro duchowo jest nie tak, wszystko jest nie tak. Wypuściła mnie w wielki świat, realizowałam jej wizję (swoją też): studia, praca itd, ale kiedy przyjeżdżam do domu, oczekuje się ode mnie znowu jakiegoś ograniczenia, zgłupolenia, uznania po cichu wszech mądrości mojej matki….ja zresztą „głupieję” w domu w każdej dziedzinie, tak jakby bała się, że jeśli w czymś będę „mądrzejsza”, lepsza, stłamszę ją i zgniotę, przestanę szanować….co więc robię? ano zaciskam zęby i daję się gnoić (oczywiście w białych rękawiczkach, bo przecież poza tonem pełnym wyższości słowa są jak najbardziej kulturalne). Inaczej jest foch, płacz, wyrzuty lub co gorsza milczenie i zażywanie coraz to innych leków – rzecz jasna z mojego powodu. Przed wyjazdem wciska mi na siłę 200 zł, słoik bigosu i coś tam jeszcze z domu, jakby tymi gestami kupowała sobie prawo do pouczania mnie, strofowania, sprowadzania do parteru przy każdej okazji. I nie ma szans na normalną rozmowę, przedstawienie swoich racji, bo ona pamięta każde krzywe słowo, choćby wypowiedział je ktoś 30 lat temu…opowiadając mi o tych wydarzeniach, przeżywa je na nowo, z takimi samymi emocjami, żalem, złością itd…..i z roku na rok jest coraz gorzej, a ja nie potrafię się przeciwstawić…..Kocham i czasami nie cierpię jednocześnie, uzależnienie pomieszane z chęcią wyrwania się jak najdalej. Wiele nieprzespanych nocy, przeczytanych artykułów psychologicznych na ten temat, niewysłanych listów, by to jakoś rozwiązać i nic, na nic nie mam odwagi. Mam więc 38 lat i przyjeżdżając do domu rodzinnego, mogę tylko stosować uniki. Nie wiem, co będzie dalej. Sorry, że się tu uzewnętrzniam, ale czuję, że chwilami masz podobnie. I inni komentujący też….Myślę więc, czy to jakaś chora norma, z czego to wynika? Patrzę na zdjęcia mojej dwudziestoletniej mamy z długimi prostymi włosami, w elastycznej bluzeczce i dżinsach dzwonach, jak w ogromnych drewniakach na stopach pomyka na rowerze, jak robi miny z koleżanką, jak trzyma mnie małą na kolanach i zastanawiam się, czy zawsze taka była? Nie wiem. :( Pozdrawiam

    • Li pisze:

      Zbyt wiele podobieństw. Czy to już schemat?
      Z całej mocy trzeba się starać, by w niego nie wpaść,
      by nie powielać błędów poprzedniego pokolenia.
      Trudno mi pisać, bo wiem kto mnie czyta, ale daj się przytulić:)

    • magdak pisze:

      za kazdym razem, gdy dostrzegam jakies podobienstwo- uciekam coraz dalej. Ale ucieczka nie jest dobrym sposobem na zycie. Z kolei walczyc? zmieniac cos? szkoda mi sil.

    • baa pisze:

      pomogło mi, gdy przestałam mówić, że jadę do domu..
      i pomogły ustawienia systemowe..

  6. Anka pisze:

    Moja relacja z matka jest podobna. Probowalam spokojnych rozmow, tlumaczenia, ze tak nie mozna, za jestem osoba dorosla i po prostu jest mi przykro i w koncu ze sobie nie zycze. Niby rozumiala, niby kiwala glowa ze tak, ze sie postara traktowac mnie inaczej. A potem slowa wracaly jak bumerang, w bialych rekawiczkach, okraszone lzami z lekka histeria. Aby zakonczyc przedstawienie to ja musialam zachowac sie jak madrzejsza dorosla osoba i przelknac, przemilczec i czasami nawet pocieszyc bo inaczej by sie nie uspokoila. Po latach stwierdzilam, ze moja matka mnie kocha ale mnie nie szanuje jako jednostki, traktuje mnie jako swoja wlasnosc, wymusza pewne zachowania i manipuluje. Teraz gdy wyczuwam intuicyjnie ze cos sie swieci, unikam starc z matka jak moge. Dwa razy zrobilam karczemna awanture (zdjelam okulary aby nie widziec jej twarzy, inaczej nie dalabym rady). Dodam ze mialam racje, matka solidnie przegiela. Na drobne uszczypliwosci typu ” No wiesz, jak nie moja corka, jak moglas powiedziec tak czy zrobic. Tyle razy ci powtarzalam etc.”, odpowiadam ze „jestem dokladnie taka jaka sobie mnie wychowalas, uksztaltowalas”. Nigdy niewypowiedziane, w powietrzu wisi „trzeba bylo sie bardziej starac” lub „najwyrazniej nie jestes taka perfekcyjna skoro ci nie wyszlo”. Przykre jest, ze przyjaciolkami nigdy nie bedziemy, i ze nasze relacje to jej ciagla chec poprawienia mnie i traktowanie mnie jak 10-ciolatke, i moje ciagle uniki. Trudno, przyzwyczailam sie. Wazne ze juz mnie to tak nie rozstraja wewnetrznie jak kiedys. Chociaz gdy po ostatniej wymianie zdan uslyszalam ze „skoro nie mam dzieci to nie rozumiem co ona czuje”, to dlugo nie moglam do siebie dojsc. Moja matka czasami uzywa ciezkiej artylerii, i wtedy cholernie boli.
    Li, dzieki ze mozna sie u Ciebie wygadac :)

  7. sisinka pisze:

    Chciałam napisać, że ja też mam 38, a tu kurde już 40 się zbliża. Ja też mogłabym o relacjach z rodzicami napisać. Zresztą napisałam i wypłakałam. Miałam normalny, kochający dom, a tyle dziadostwa się nazbierało w mojej duszy, że gniecie do dzisiaj. Właściwie dziś już przestaje gnieść, ale też i rodzice nie żyją. Można ich sobie przepracować, przy pomocy fachowca, niezależnie od tego czy są jeszcze w naszym życiu czy od nich uciekliśmy. Polecam, uwolnienie powoduje, że przestaję się bać codzienności.

  8. cathy pisze:

    Li, jesteś tak bardzo i z wielu powodów mi bliska. Po drodze do Lidzbarka jest Olsztyn. Koniecznie!

  9. Gaia pisze:

    a ja w pewnym momencie wpadlam w szal i furie i powiedzialam (i przeprowadzilam), ze albo cos sie zmieni i zaczna mnie szanowac (oboje rodzice)) albo przestane sie do nich odzywac, kompletnie, przestane przyjezdzac, przestane z nimi rozmawiac, DOSC, postawilam granice jasno (nadal musze je odswiezac, szczesliwie z Mama juz mniej)
    bylo ciezko przez dobre pare lat, awantury przy kazdym pobycie-a w Polsce bywam raz do roku, wyobrazacie sobie?
    widzicie sie z rodzicami RAZ W ROKU i za kazdym razem minimum jedna dzika awantura…( oczywscie z mojej winy, bom nie taka, bo prowokuje Ojca-paranoika politycznego i czepiam sie schorowanej Mamy)
    w tym roku (za dwa miesiace 40tka) pierwszy raz nie bylo scen ani z Mama ani z Ojcem
    klekajcie narody! :D
    a na zakonczenie dodam „dowcipny” komentarz, ktory slysze regularnie od lat: bo ty to pozbieralas wszystkie najgorsze cechy z nas obojga, a gdzie te dobre, no gdzie?
    rownie dowcipnie mam ochote odpowiedziec: W DUPIE :p
    nie mam poczucia humoru?

    • iwonaw pisze:

      Gaia,twój „komentarz dowcipny” przeczytałam dzisiaj mojej mamie. Uśmiałyśmy się do łez.
      Od 7 lat mogę powiedzieć, że lubię moją mamę :) Mieszkamy osobno, choć w jednej miejscowości. Jest u nas częstym gościem, czasem popilnuje nam dzieci, czasem podrzuci jakieś przetwory. Coraz rzadziej się wtrąca :) Ma ciężki charakter ale ja też więc na moim terytorium już wie, że rządzę ja. Ostatnio powiedziała mi, że szklanka wody u każdej z córek [mam 2 siostry] smakuje inaczej. I chyba miała na myśli, że moja woda jest mucias mucias hihi
      Niestety zanim się wyprowadziłam układ był chory, aż żal pisać.

  10. futro76 pisze:

    ja mieszkam z rodzicami.
    czasami się boję, że jeszcze chwila a będzie o mnie reportaż w uwadze.

  11. filantropek76 pisze:

    czyli norma… z Ojcem trudno miec jakis kwach bo on nie włazi w życie, nie ocenia za to jak juz postanowi podzielic się obawami słucham bo warto, mama zawsze (serio) ze mna rywalizowała i chyba rywalizuje nadal, – prosze nie pytajcie jak to możliwe – ale cale dziecinstwo slyszalam ze jestem „taka jak tata” (czytaj leniwa, balaganiara i wsystko mam w dupie) tylko ze to co miało być obelgą dla mnie było komplementem – moje lenistwo polegało na tym, że zamiast nie wiem co robić bo musiałabym czytać w jej myślach zamykałam sie w swoim pokoju i czytałam – jak tata, ostanio mialam cięzkie chwile w małżeństwie była awantura i wielkie sprzątanie – nie powiem przyszła mi pomóc poczym spojrzała na moje mieszkanie i po skaramentalnym „a jak ci mowialam ze on nic nie jest wart”, padło „no to teraz masz taki syf jak ja”… czyli co hurra córka spieprzyła sobie zycie ?! i zaczęłam się zastanawiać przyszła mi pomóc by mnie wesprzeć czy by sobie humor porawić, ze jednak nie mam tak fajnie w zyciu… relacje rodzinne to… przykre ze z obcymi ludźmi czuję się swoboniej lepiej niż z własną matką…

  12. filantropek76 pisze:

    futro76 – ja sie wyprowadzilam i mimo wszystko (kredyt na 30 lat) to byla najlepsza decyzja w moim zyciu

  13. viki pisze:

    moja kochająca mnie mama notorycznie wpędza mnie w poczucie winy za wszystko co w życiu zrobiłam
    mimo że ma wiele racji, bo błędów popełniłam dużo, to trudno żyć, gdy najbliższa osoba nie daje wsparcia psychicznego, gdy nie potrafi zrozumieć ludzkich życiowych błędów i porażek, gdy ciągle widzi się niezadowolenie i słucha wypominanie tego co było już dawno i nie można tego zmienić. Nigdy nie usłyszałam słów „nie martw się, jakoś się ułoży, to minie, będzie lepiej..” Gdy z nią rozmawiam, to czuję się jak grzesznik stojący przed obliczem św. Piotra stojącego u bram niebios. Jest osobą bardzo apodyktyczną, wieczną pesymistką, przeświadczoną o własnych racjach, nie znosi sprzeciwu, a co ciekawe wypiera to co sama kiedyś zrobiła i obraża się na śmierć, gdy nieśmiało staram się jej coś przypomnieć. Wiem, że o wielu sprawach nigdy jej nie powiem, o tym co mnie boli lub bolało, bo nie widzę w tym sensu, ona nie zrozumie lub zaprzeczy, nic to by nie zmieniło. Zrobiła w życiu wiele dobrego i to powoduje, że jaj jej odpuszczam, niech tak zostanie ze swoją świadomością własnej doskonałości. Kocham ją, ale nie lubię.

  14. elw pisze:

    No cóż mogłabym sobie podać ręce z niektórymi…..nadal walczę o poprawę jakości naszych stosunków….lekko nie jest, dobrze że dzieli mnie 1000 km.
    Ale twój plan na przyszłość jest w deseczkę :))

  15. g pisze:

    Viki- jak ja dobrze znam to uczucie:kocham a nie lubię.
    Myślę też, że moja Mama ma w stosunku do mnie to samo- kocha, nie lubi. Jesteśmy różne, mamy inne wszystko, co innego nas bawi, inaczej żyjemy – trudno się lubić wtedy pewnie…
    Li- może właśnie po to mamy takie Mamy, żebysmy wiedziały jakie nie być gdy nadejdzie nasz czas…Dokładnie oddałaś moje marzenia gdy będę babcią – będę kochać bezwarunkowo, wyszukam (gdyby trzeba było)sobie miliony rzeczy w córci i wnukach, dla których po prostu z założenia będę je lubić, i będę zyć!!!!!
    Trzymajcie się Dziewczyny Matek Podobnych!!!!!
    g

  16. aurora vulgaris pisze:

    Nie rozumiem, dlaczego chcesz czekać do siedemdziesiątki, by podróżować. W tym wieku, bez wspomagania to się jedynie pelargonie na parapecie podlewa, drżącą ręką i jeśli pamięć dopisuje ;D
    Rodzice się ciskają, bo nie jesteśmy ich kalką, z drugiej strony gdybyśmy byli to dopiero byłaby jazda, bo nie realizujemy ich marzeń, założeń i planów, które w nas pokładali. Ale z drugiej strony, niech no ktoś obcy nas skrytykuje… bronią nas wtedy, jak lwice. I chwalą się naszymi dokonaniami, ale tylko przed osobami trzecimi. Jedyny sposób, by spacyfikować rodziców, to prowadzić się tak, by doprowadzić ich do czarnej rozpaczy, gdy już słów brakuje ;D W pozostałych przypadkach należy olewać ich trucie. I drobna uwaga – ponieważ czytają to młodociani i nieletni – powyższe dotyczy relacji: dorośli rodzice – dorosłe dzieci :D

    • viki pisze:

      Li to ma los- czytają ją wstępni i zstępni … sama nie wiem co jest bardziej niebezpieczne ;)))

    • Li pisze:

      viki:DDDD
      ale ja muszę lawirować, mówię Ci-szok;-))

      aurora, ja nie piszę, że podróżować będę dopiero przed siedemdziesiątką, ale piszę, że wtedy chcę podróżować.
      Widzę pewna różnicę ;-)

    • aurora vulgaris pisze:

      Wobec tego zacznij się już pakować, bo o balkoniku daleko nie zajedziesz ;D
      A propos fiordów – spotyka się dwóch kolegów, jeden z nich właśnie wrócił z Norwegii. Drugi się pyta: widziałeś renifery?
      Pytany odpowiada: człowieku tam renifery po ulicach chodzą.
      – a białe niedźwiedzie widziałeś?
      – jasne, białe niedźwiedzie chodzą tam po parku.
      – a fiordy? fiordy widziałeś?
      – człowieku, fiordy to mi z ręki jadły.
      :D

  17. Elzbieta pisze:

    Witam! Jestem czytaczką Twojego bloga Li ,choc nigdy się nie odzywam.Jednak dziś muszę.Mam 57 lat,Trojkę dzieci .Z synami zawsze mialam dobre relacje .Sami wybierali swoje drogi życiowe i wyszli na „ludzi”.Z córką bylo inaczej.Dziś wiem .że chciałam mieć ideał.Niestety ideałów nie ma .Nasze relacje były potwornie ciężkie.Kiedy córka postanowiła się rozwieść.nie było mnie przy niej.wytykałam jej wszystkie łędy zamiast wspierać.DoszLo do tego .że zabrałam jej syna na długie 5 lat….Masakra ,jak to mówi mój wnuk .Opamietanie przyszło kiedy moje dziecko wyjechało do UK .,i przestało sie do mnie odzywać.Szalałam z niepokoju i wtedy zrozumiałam jak bardzo ją kocham ,a jakim potworem sie stałam .Córka mieszka w Uk ,pracuje ,uklada sobie życie ,syn mieszka z nią od wakacji a ja…po prostu akceptuję jej dzisiejsze wybory .Ostatnie wakacje były wspaniałe ,gadałyśmy całymi nocami ,piłyśmy winko ,opalałyśmy się na działce .Teraz rozmawiając na gg czy skype ,nie mam oporów by mówić jej i wnukowi Kocham ! Pozdrawiam serdecznie Matka i babcia z małopolski

  18. teatralna pisze:

    piękne i mądre plany
    się podpisuję…

  19. air pisze:

    No tak, jedni marzą o podróżach na emeryturze, inni o kapciach , kominku i lampce wina. Eh, życie..

    • Li pisze:

      a co za problem podróżować z kapciami, do miejsca z kominkiem i dobrym winem? :)

  20. ania pisze:

    Lekarstwem „na upierdliwość” dla mojej mamy było przyjęcie pod dach babci- jej matki.
    Zmiana diametralna. Zobaczyła siebie za 25 lat i sie przeraziła.
    Teraz wystarczy tylko wymowne spojrzenie i komentarz „oj babciejesz” i sprawa załatwiona.
    Ale moja matka ma duży wspołczynnik autorefleksji, lubi nowe rzeczy.
    I nie jest religijnym „betonem”

  21. jadwiga pisze:

    Wiem o czym napisałyście, sama (68) miałam z matka fatalne układy byłam nie tym kim chciała abym była (choć odniosłam sukces i to duży zawodowy i prywatny) ale wszystko było nie tak, wszyscy byli madrzejsi ja głupia. Trwało lata, awantur było wiele, brak rozmów przez rok i dłużej. Sytuacja pogorszyła się gdy zmarł mój brat bo to była moja wina( pękł mu tętniak mózgu) nA STARE LATA GDY ZACHOROWAŁA MIESZKAŁA Z NAMI 8 LAT niestety łatwo nie było, dobrze że mieszkała jakby z nami ale w swoim domku na końcu ogrodu, i tak dawała nam w kość. Myślę, że było to spowodowane pewnego rodzaju zazdrością o młodość, urodę, wykształcenie, możliwości, wyjazdy krajowe i często zagraniczne, języki znane, czyli zycie innym zyciem niz ona, pokolenie wojenne doświadczone niebywale. Trudno pogodzić sie z tym, ze dzieci dorastaja i idą swoja drogą. Majć w pamięci zdarzenia z moja matką nie ingeruję w zycie moich dzieci a dla wnuków jestem przyjaciółką, dzieci traktuję jak dorosłych z ich wadami i zaletami, niech popełniaja swoje błędy, ja tez je popełniałam, były kosztowne, trudno, za wszystko w zyciu trzeba zapłacić, nie można żyć ani zyciem dzieci ani za dzieci. lepiej mieć przyjacieli na starość niż wrogów na całe zycie. Szkoda, ze starsi ludzie nie pamiętaja ile błędów w swoim życiu popełnili, i nie byli takimi aniołami jak teraz starają się nam wmówić. Świat jest piękny a zycie jedno, korzystac z niego trzeba, pozdrawiam
    Jadwiga

    • elw pisze:

      szacunek….wydrukuję i na lodówkę i do mamy wyślę

    • Gosia pisze:

      Dziekuje Pani za te słowa.
      I przyszla mi taka mysl-jest Pani ksiazkowym przykladem bezwarunkowej milosci dziecka do matki.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  22. baa pisze:

    Li, zapraszam na warszawski Grochów. A i do Ełku z Tobą mogę pojechać, bom stamtąd :)

    • Li pisze:

      Och, czeka mnie ten Ełk na wakacje, czeka;-)
      No chyba, że stanie się cud i Młodsza wywinie jakiś mega-numer. Wtedy z Ełku będą nici:D

  23. nibeneth pisze:

    Uwielbiam tego białego futrzaka :)))

    A u mnie odwrotnie. Kontakt sporadyczny. Z mojej strony żal o brak zainteresowania. Całe życie musiałam być dorosła i radzić sobie sama. Teraz tylko modle się żebym, nie chcąc popełnić błędów mamy, nie stała się właśnie taką „betonową” matką dla moich dzieci.
    Za to teściowa mam taka trochę właśnie i po 6 latach zaczynam czuć ten „kamyk w bucie”.

  24. Li pisze:

    Smutne są te Wasze opowieści, bo jednak wynika z nich schemat.

  25. Aga pisze:

    Chyba wszystkie matki przebija jednak mama pani Czubaszek,która z powodu przefarbowania włosów musiała się wynieść z domu.
    Mam dwóch synków i zawsze ubolewałam nad brakiem córki ale z perspektywy czasu wiem,że z synami też jest cudnie.

  26. :)ominika pisze:

    Ktory mimo wszystko mozna przelamac. Ja moja relacje z mama przepracowalam z psychologiem jak mi sie zdarzyl epizod depresyjny w wieku lat 17tu. I obie wyszlysmy z tego zwyciesko. Ona do mnie juz nie pisze codziennie, moge z nia rozmawiac i na dodatek powoli sie uczy ze nie wszystko co sie w moim zyciu wydarza to jej „wina”. Za to z tata to jest troche tak jak u Was, ale ciagle kladzenie do glowy ze nie jest za wszystko odpowiedzialny a ja nie jestem tu od tego zeby on sie lepiej czul to jakies efekty daje. Koniec koncow zaczelam pracowac nad soba znowu, bo gleboko wierze ze jedyne co mozemy zmienic to siebie. I jak nie wiadomo jak to trzeba poprosic o pomoc. Najlepiej profesjonalna, bo niestety niewiele z nas nauczono jak zyc ;) (tu koncze sie wymadrzac i sciskam mocno, bo te relacje trudne sa i czasami czlowiek po prostu nie ma ochoty sie szarpac i chcialby spokoju – i ja tez dziekuje Gorze kiedy pobyt w domu to tylko jedna-gora dwie – awantury o to jak nalezy zyc i dlaczego ja zycie marnuje… a niedajborze zeby mi sie jakies potkniecie przydarzylo, jedna reka glaszcze i pociesza, druga lapie sie za glowe w przerazeniu ze teraz to juz rownia pochyla i trzecia lapie sie za serce… no komediodramat w dwudziestu ksiegach mowa wiazana! Tylko ze u mnie nie mama… :))

  27. Kotek pisze:

    Nie ma nic bardziej krzywdzacego, okrutnego i w duzym stopniu wstretnego, niz szantaz emocjonalny. Zostawia rany, wpedza w poczucie winy, jest kamieniem u szyi, kotwica, ktora nie pozwala isc naprzod. Kazdy rodzic zobowiazany jest zrobic rachunek sumienia. Najwazniejsze – nie powtarzac bledow naszych rodzicow. Rodzic potrafi zniszczyc swoje dziecko i nie ma znaczenia, ile to dziecko ma lat. Przykro mi za wszystkich ktorzy tego doswiadczaja. Ja juz nie doswiadczam, ale wymagalo to zaniechania kontaktow z rodzicami. A to tez boli.

  28. Barbara pisze:

    Moja Droga Li to chyba jestem nie typowa matka bo im jestem starsza tym mniej sie wtracam w zycie mojej jedynej corki pewnie ze serducho boli jak cos sie jej dzieje ale nigdy pierwsza nie wyskakuje z radami bo zaraz mi sie przypomina jak to moja mama gderala -wiec ja juz tego nie robie – i mimo ze mieszkamy dosc blisko siebie to nie wpadam do nich nie dzwonie codziennie – ale pomagam opiekujac sie wnukami – jak bylam mlodsza wyjezdzalam ze starszym wnukiem /23/ teraz opiekuje sie wnusia/5/ przeciez dzieci choruja ja nie pracuje wiec sie opiekuje by ona mogla spokojnie pracowac czy tez wybrac sie gdzies na imprezke. A to co mnie irytuje to moje rowniesniczki co biadola o chorobach na co zawsze im odpowiadam ze jak cos boli to wiedza ze jeszcze zyja – spraw polityki nie poruszam bo ta partia w ktora one wierza jest mi bardzo daleka /komp, konto i inne udogodnienia to pikus oczywiscie dla mnie to nie gryzie wiec skoro mozna robic zakupy i do domu przyniosa to frajda./ a jak to sie mowi w moim wieku juz wszystko wypada wiec zyje tak jak kazdy dzien byl tym ostatnim. Moze dlatego tak podchodze do zycia inaczej bo zdarzylo mi sie byc juz po tamtej stronie ale los dal mi druga szanse wiec korzystam z niej .Pozdrawiam Cie cieplo i serdecznie – najpierw kochaj siebie a potem innych. Barbara

  29. Patti pisze:

    Nie ma to jak Matka sie zakocha:))))))) Platonicznie!
    Moja tak ma , planuje gdzie pojedzie , rezerwuje hotele, tygodniami wybiera garderobę , lata do kosmetyczki , fryzjera i planuję operację plastyczną!! Czasami wygląda lepiej niż ja:)))))

    Jak mówię to nie słucha , bo właśnie gada przez telefon albo „siedzi” w internecie , ew. puszcza tysięcznego esmesa.
    Nie wtrąca się do niczego, pouczać – poucza ale raczej z troski . A martwić to się potrafi do trzeciego pokolenia wprzód:)
    Przykład.
    Dzisiaj pokazuję jej zdjęcie jej wnuczki ,a mojej córki z fryzurą jaką miała zrobiona na 18-tkę kolegi. Zdjęcie tyłem , rozpuszczone włosy takie do połowy pleców , blond loki. Patrzy, patrzy …. i nagle tekst: ” O Boże tylko nie obcinajcie takich pięknych włosów!!!!
    I zrozumiesz tu kobitę?
    Nie dzwoni, nie przychodzi można rzecz nie interesuje sie zbytnio.
    Jak trzeba to pomoże .
    Mam fajną mamę . I lubię ją!

    A ojciec to osobna historia.Fanatyk polityczny, pesymista, katastrof. Codzienna wizja rozpadu świata, narodu, kraju…….choleryk, najmądrzejszy , wszystko najlepiej wie . Winni na około sa wszyscy tylko nie on!
    A jego dyżurny tekst, „dziecko bieda idzie, rozkradną wszystko , będziemy niewolnikami pracującymi za miskę zupy ” oraz drugi „Oszczędzaj”
    Po czym idzie i kupuje sobie aparat fotograficzny za kilka tysięcy albo kolejny nowszy monitor do komputera.

    I tak źle i tak nie dobrze!

  30. Anulkam pisze:

    Prowadziłyśmy z Mamą wojnę przez całe moje nastoletnie czasy. Była zazdrosna o mój wygląd, nie potrafiła zaakceptować mojej samodzielności. Później nie akceptowała tego, że nie planowaliśmy z TŻ ślubu. Wyprowadziłam się mając 23 lata. Teraz mam blisko 33, nadal brak ślubu, dzieci póki co też,nie. Mama mieszka 2 km ode mnie i mamy świetne relacje. Po prostu powiedziałam jej, że albo mnie szanuje i się znamy, albo możemy zupełnie zakończyć relację. Podziałało. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółkami :)

  31. Ania pisze:

    Moja matka jest taka jak z tych opowieści.Tych złych.Nie szanuje mnie,kazde wtracanie sie tlumaczy miloscia, a jak tylko zrobie cosnie po jej mysli to szantazuje”ze juz dzis nie zasnie tylko bedzie o tym myslala, ze do grobu ja wpedze… Coz,odpuscilam tlumaczenie -bo to nic nie daje. Po prostu zyje „obok”. No i 150km dalej, tyz dobrze…

  32. jadowita pisze:

    Ja w sumie niedawno poukładałam sobie jakoś z moją Mamą. Problem był nieciekawy, latami pomijany milczeniem, a dogadałyśmy się – trochę na siłę – w trakcie pobytu Mamy na odwyku. Byłam zmuszona przypomnieć sobie wydarzenia z przeszłości, mojego dzieciństwa i dorastania, które chciałam zapomnieć, a Mama musiała się do nich odnieść. Było okropnie. Nie lubię kopania w duszy. Było, minęło. ale okazało się, że pomogło oczyścić atmosferę, Mama walczy, ja pomagam. Jesteśmy jakby bliżej, rozmawiamy… Wiem, czego nie robić w przyszłości z moją małoletnią :)

  33. Beem pisze:

    Blog terapeutyczny. Darmo :).

  34. Dorota pisze:

    bliscy są tymi osobami, które najbardziej ranić i najbardziej podnieść potrafią – coś za coś…

    są kobiety, które z matkami układy mają cudowne, przyjacielskie i bajkowo słodkie – serio.

    ale ja też nie. obieśmy apodyktyczne choleryczki i tak, jak dała mi moja matka wiele miłości i wsparcia, tak i wq… potrafi i zranić jak nikt inny na świecie. wie, jak walnąć, żeby zabolało najbardziej.

    co więcej, posiada cudną umiejętność przekręcania faktów na swoją korzyść tak, że to świat (czyli ja) uwziął się na nią i „jej nienawidzi”, a ona biedna, skrzywdzona, niedoceniona, nieszczęśliwie obarczona dzieckiem złym i bezsercnym.

    jestem Li jakoś tak w Twoim wieku, a nic się nie zmienia – niedawno rozmowa w kuchni skończyła się moim walnięciem garnkiem o podłogę, wrzaskiem i huknięciem drzwiami, bo wmawiała mi jakieś chore teksty i za nic miała moje powtarzanie, że nigdy tak nie mówiłam i nie uważam – powtarzała swoje jak mantrę z miną cierpiętnicy. wybiegłam stamtąd, a po ochłonięciu co? płakała biedna, więc ją przepraszać musiałam :-((

    ja nie mam nadziei, że to się kiedyś zmieni, więc staram się tylko powstrzymywać język i gadać na neutrealne tematy. udaje się tak sobie ;-)

    mieszkamy ponad 100 km od siebie, widujemy od czasu do czasu, a przez telefon da się jakoś poprowadzić niezobowiązującą rozmowę ;-)

    ale nie tak, nie tak to powinno wyglądać, prawda?…

    i wiesz, zauważyłam kilka razy, że zdarzyło mi się teksty do swoich dzieci puścić podobne w tonie… gryzę się w język i obiecuję sobie, że nie pójdę tą drogą.

    auaaaa, trudne to wszystko :-(

  35. Dorota pisze:

    a, właśnie mi się przypomniał słodki przykład jej manipulacji – świeżynka sprzed dwóch dni: pytała mnie przez telefon, czy byłoby stosowne, żeby wyjechała gdzieś tam w terminie, kiedy mój syn a wnuk jej pierworodny będzie mieć osiemnastkę.

    żeby jej w planach nie ograniczać, powiedziałam, że skoro ma jakieś atrakcyjne wyjazdy, to nadrobi nieobecność wcześniej albo później i będzie ok.

    no i potem opowiada przy mnie mojej siostrze: „i Dorota mówi, że moja obecność na urodzinach nie jest wcale konieczna i nikt tęsknić nie będzie”.

    miłego, Li :-)

  36. redmercedes pisze:

    Matka, jest tylko jedna! (jak stwierdzil synus poslany po dwie flaszki do komorki)
    Problemem jest bazowac na blednych zalozeniach: oczekiwac od matki bycia przyjaciolka!

    • córka pisze:

      Hmm, no ale dlaczego nie? Przyjaźń to szacunek, życzliwość, lojalność, taktowna szczerość, sympatia. Czy którejś z tych cech nie można oczekiwać od matki? Dlaczego? Na czym w takim razie ma polegać relacja z matką? Na ciągłym okazywaniu jej uniżoności, wdzięczności za lata wychowania (niedługo minie więcej czasu, kiedy jestem poza domem, niż kiedy w nim mieszkałam), na cierpliwym znoszeniu jej uwag, krytyki wyglądu, zachowania, wszystkiego, na ustępowaniu nawet wtedy, kiedy nie ma racji, bo jak nie to zaraz jestem egoistką bez serca, zaraz jest płacz, foch, milczenie. Dlaczego nie pamiętam żadnych urodzin z dzieciństwa (może je miałam, nie wiem), dlaczego pamiętam, że lubiłam chorować? A tak, chorować. Bo mama wtedy była przemiła, kochana, współczująca i troskliwa w taki czuły sposób (obecnie krytyka jest troską). Mówiła „chorasku”, otulała kołdrą, przynosiła zawsze jakąś niespodziankę z pracy, czy to coś słodkiego, czy książeczkę…..Po wyzdrowieniu wszystko wracało do normy. Podwyższony ton, jeśli coś miało być zrobione, to natychmiast i wszystko było nie tak. Nie te oceny, nie ten wygląd, nie te koleżanki. Obecnie w zasadzie nic się nie zmieniło. Kiedy rok temu powiedziałam mamie nieśmiało, że zrobiłam sobie taki specjalny test, który wskazuje, że mogę mieć depresję i chyba będę musiała pójść do lekarza, nie powiedziała nic, trawiła w sobie tę informację. Po namyśle powiedziała, że jak będę miała doła, to mam do nich przyjechać (jakby tam czekało mnie ukojenie). Uspokoiłam ją, że nie mam myśli samobójczych. A kiedy pojechałam z wizytą pierwszy raz po tej rozmowie, mój kilkudniowy pobyt tam był bajką. Spałam sobie do której chcę, schodziłam na dół, witała mnie uśmiechnięta mama z pytaniem, czy chcę kawki, potem sobie rozmawiałyśmy, PROSIŁA, a nie rozkazywała, nie narzekała na ojca, nie wspominała o różnych przykrych zdarzeniach, nie skupiała się na tym co złe….Powiem Wam, że nie chciało mi się wtedy wyjeżdżać, tak było mi dobrze. I tak powinno być i widzę, że potrafi być taka. Spokój, wzajemna tolerancja, niewtrącanie się do życia, luźne POZYTYWNE rozmowy o wszystkim i niczym i taki respekt z obu stron, szacunek. Niestety, kolejna wizyta już świadczyła o tym, że mama postawiła diagnozę: wyszłam z depresji, bo już budził mnie wściekły hałas garnkami (że ona biedna już haruje, by zrobić obiad, o 8.00 rano…a ja śpię). Schodzę na dół, już widzę po minie skrzywionej, że znowu nie ma humoru, nie pomaga mój dowcip, komplement, wszystko jest na nie, sąsiadka jest wredna, bohaterka serialu ma mordę, na którą ona nie może już patrzeć, ten jest wstrętny, a tamten ciemniak. Czuję się zalana żółcią, jadem, nienawiścią do ludzi. Mam ochotę wejść w szparę od podłogi i zniknąć.

  37. Michalina pisze:

    Chyba trochę nie pasuję do tematu. Miałam wspaniałą Mamę. Nie kumpelkę, ale koleżankę, z którą śmiałam się do łez z głupot, które sobie opowiadałyśmy. Była moim najlepszym przyjacielem, Akceptowała moje wybory ( nie zawsze udane..), moje decyzje ( często wywracające życie do góry nogami). Czasem tylko mówiła „Zakończ już ten taniec na linie” ;)
    Wiedziałam,że mnie bardzo, bardzo kocha. Nie ma Jej już dwadzieścia lat, a ja łapię się na tym, że chcę Jej opowiedzieć jakąś śmieszną historyjkę, która mi się właśnie przydarzyła i ponadawać na tych samych falach.. Nauczyła mnie optymizmu, radości, cieszenia się z drobiazgów i miłości. Przekazałam te cechy mojemu synowi.

  38. mitenki pisze:

    Przepraszam, że odniosę się tylko do zdjęcia… Czy wszystkie białe koty mają różnokolorowe oczy?

  39. Kolecja pisze:

    Pani Barbaro brawo!
    Michalina miałam napisać w podobnym tonie. Moja mama zmarła zanim ja się usamodzielniłam i teraz czytam sobie i jestem ciekawa jakby to było jakby była.
    Za to z teściową- prosiła żeby mówić do niej mamo- tylko zapomniała, że to słowo do czegoś zobowiązuje i jest źle a nawet bardzo źle. To co piszecie no i na dodatek przecież jestem obca, jaka ze mnie rodzina. Ech….

%d blogerów lubi to: