Nigdy nie wiadomo, jakie widoki przyniesie wieczór.

Założyłam, że mam dobry humor i miałam!
Przez cały dzień świeciłam jak słońce
i fruwałam nad ziemią.
Ot, siła autosugestii i notki na blogu, jakie to proste!
Wieczorem uśmiech stał się moim przekleństwem,
bo nadszedł jeden szczególny moment,
w którym zachowanie powagi było konieczne,
niezwykle konieczne,
a uśmiech ciągle wypływał mi na twarz.
(Bolą mnie usta od zagryzania).
Powód do śmiechu był -rzekłabym-szczególny,
miał rozmiar pistacji i był dowodem na absolutne zaufanie
jakim obdarzył mnie pewien zażywny pan,
któremu żona w procesie zarzuciła brak możliwości współżycia.
Pan był oburzony i w ferworze tego oburzenia postanowił mi pokazać,
że żona kłamie!
Nawet się nie zorientowałam, kiedy stał przede mną obnażony
i tylko szerokość biurka dzieliła mnie od…
Pozwolę sobie w tym miejscu  zamilknąć.
Trudno ochłonąć, ale nadal się uśmiecham!
Li.

Reklamy

52 Responses to Nigdy nie wiadomo, jakie widoki przyniesie wieczór.

  1. szarywrobel pisze:

    my se ostatnio oglądali „sekret jej oczu” skojarzenia mam z pewną sceną z tamtego filmu. ostatnio myślę o facetach w kategoriach zagadki rodzaju, z jednej strony prości, nieskomplikowani, z drugiej strony proste sprawy są dla nich nieprzeniknioną tajemnicą.

  2. Li pisze:

    :) miło Cię widzieć, wróbel:*
    Ja o facetach już nie myślę, jest mi nudniej, ale spokojniej:P

    • szarywrobel pisze:

      nie to żebym myślała, czasem jak się w życie mi wkradnie luka czasowa, gdzieś pomiędzy smarkaniem przedsennym nosa a przejściem pięciu metrów do łóżka zasiedlonego przez Miłego faceta to mnie jakaś myśl odszukuje a ja tam z nią nie walczę ;)

  3. viki pisze:

    pistacji ???
    no cóż, Ty to masz ciężkie warunki pracy, oj ciężkie :)

  4. ewa czeplina-kozicka pisze:

    Li – proszę powiedz ze to żart by wszystkim nam poprawić humor…? Jesli nie to c… o rany ale masz ciekawą pracę ;-)

    • Li pisze:

      z takich spraw się nie żartuje, droga Ewo:)

    • Basia pisze:

      właśnie chciałam napisać, to samo, co Ty- że to fikcja., mam nadzieję,..a tu Li zaprzecza…no to ja umarłabym ze śmiechu…a co na to?

  5. futro76 pisze:

    PISTACJE POWIADASZ…
    kiedyś byłam zmuszona z takiej pistacji kleszcza usuwać…

  6. patrasova pisze:

    nie ma co, zmieniam zawód;D

  7. nibeneth pisze:

    ojej, a ja zawsze myślałam, że prawnik ma tylko zgryzoty a tu proszę :D

  8. rybenka pisze:

    NIE WIERZE!!
    kurcze, ty to masz naprawde nieprzewidywalne warunki pracy :))

  9. krystynkaR1 pisze:

    Uśmiałam się! Oj Li, Ty to umiesz człowiekowi humor poprawić z samego rana! :))))

  10. aurora vulgaris pisze:

    Nie musiałaś się niczego obawiać, ale liczyć też nie miałaś na co ;D

  11. asinek pisze:

    Biorąc pod uwagę wielkość pistacji i szerokość biurka od pana dzielił Cię…ocean;)

  12. Aśka pisze:

    LI, a wiesz, że to jednak nie Marianna Cię kocha?? :-))))

  13. Ania M. pisze:

    No proszę. Można nakręcić horror prawniczy pod tytułem „O zmierzchu Powód przedstawia dowód”
    :)

    • Li pisze:

      jestem niestety za pozwanego. Ale i tak zachowałam kamienną twarz i gładko, acz przez zaciśnięte zęby przeszło mi stwierdzenie: Hm, ma Pan rację, żona się myli.
      Niech się gość cieszy! Oby tylko nie powiedział w Sądzie, że pani mecenas widziała i była pod wrażeniem :P

    • aurora vulgaris pisze:

      Wtedy żona „pistacji” spojrzy na Ciebie z oburzeniem przemieszanym z należytym współczuciem ;D

    • aLusia pisze:

      albo od razu wybuchnie homeryckim śmiechem i krzyknie, że pani mecenas to kłamczucha…

    • Ania M. pisze:

      Wiem, że pozwany, ale ten nie chciał mi się zrymować:)

  14. Basia pisze:

    a Ty przedstawisz ten DOWÓD wysokiemu Sądowi?? jak to technicznie rozwiązać? uciąć???

    • aLusia pisze:

      zmanipulowana fotografia – dla pokazania wielkości umieścić porównawczy przedmiot – tyle, ze kompletu dla lalek, wtedy wypadnie imponująco :)

    • aurora vulgaris pisze:

      Z kompletu dla lalek tylko sztućce są mniejsze od pistacji ;D

    • aLusia pisze:

      nie chodzi o to, żeby to coś było wprost mniejsze, ale żeby porównywany przemiot poprzez analogię wyglądał na większy… zresztą – sztućcie byłyby niezłe :)

  15. Beem pisze:

    Pistacja, doprawdy? Może chociaż fistaszek? Czy ja kiedyś odważę się jeszcze chrupnąć pistację, i to bez chichotu?

    • ewa czeplina-kozicka pisze:

      ooo to .. o to samo sobie pomyślałam… już na wieki pistacje kojarzyć mi się będą z Li i jej warunkami pracy… o rany… hmm Li jeśli to był Twój klient to mam nadzieję, że nie powoła Cię na świadka bo będziesz musiała zeznawać na korzyść żony …. sorry ale wpadam pod biurko ze śmiechu….

    • Li pisze:

      ewa, adwokat nie może być świadkiem przeciwko swojemu klientowi:)

    • ewa czeplina-kozicka pisze:

      no wiem… ale co zrobisz jak on na sprawie powie, że Pani adwokat widziała i stwierdziła ze żona się myli? bo skoro taki nieprzewidywalny…. możesz z niego zrezygnować – bałabym się stanąć z nim ramię w ramię na sali sądowej bałabym się że nie wytrzymam i ryknę śmiechem…

  16. Basia pisze:

    teraz, gdy zobaczę LODY PISTACJOWE to umrę ze smiechu

  17. ingrid pisze:

    Li, przynioslam z biblioteki wszystkie szesc sezonow „Sex and the city” ogladam wieczorami i wyje z radosci. Musze jednak przyznac, ze Twoj blog jest lepszy.

    • Li pisze:

      ostatnio też oglądnęłam wszystkie odcinki, kocham ten serial:)

    • aLusia pisze:

      ja też kocham całym sercem :) zresztą jest odcineczek bardzo w temacie – jak Samatha zapoznaje mężczyznę marzeń, który niestety niesie wielkie rozczarowanie w łózku… „jak korniszonek” :)

  18. szarywrobel pisze:

    a dziś rano przy śniadaniu, czyli koło południa trafiłam na taki serial o sądach z wesołymi sędziami ;) i normalnie mogłabym robić w tym fachu bo od razu wiedziałam, że ten gówniarz co nękał ćwoka to na końcu okaże się jego bratem. boże jak mnie przeraża ta przewidywalność :P

  19. zakurzona pisze:

    Poszłam sprawdzać jak wygląda krzew pistacji, bo nie mogłam uwierzyć, że o orzeszku mówisz :))
    I też się zastanawiam co będzie jak on powie, że pani mecenas się rozmiar podobał.

    • Li pisze:

      Dziewczyny, ależ to proste, nabiorę wody w usta i wysączę jedynie, że obowiązuje mnie tajemnica adwokacka.
      A gdyby trzeba było jednak stanąć mężnie naprzeciw problemu, to nie ma przepisu zakazującego mi oglądać przedmiot sporu;-)

  20. mamma pisze:

    jako mama dwóch małych synków, nie uwierzę, że mógł mieć rozmiar pistacji. albo za mało w życiu widziałam :)))))
    czy my na pewno mówimy o orzeszku????

  21. szarywrobel pisze:

    swoją drogą, to takie małżeństwa to rzadkość, nic przed ślubem, potem noc poślubna a tu klapa, nie taki wytrych. no bo jeśli są x lat po ślubie to argument przytoczony przez właściciela orzeszka (parafraza zarzutów żony) sugeruje zupełnie inny problem i rzeczywiście nie leży w rozmiarze…

    • Li pisze:

      zdziwiłabyś się, ile jest tzw. białych małżeństw, żyjących zupełnie bez seksu.
      W tym akurat przypadku to jest tej pani trzeci mąż, a ona jest jego pierwszą żoną. Obydwoje dobrze po 50-tce.
      Nie wiem, może przed ślubem zachowali czystość przedmałżeńską? :) Jeszcze tego nie rozgryzłam:P

    • aLusia pisze:

      a może ją zaślepiała miłość?

      na przykład do yyyyy…jego porfela :)?

  22. szarywrobel pisze:

    nie no spoko, zanim się rozwiodłam to po urodzeniu dziecka kilka dobrych lat żyłam w tzw. białym małżeństwie. nawet mu przy rozwodzie przypomniałam, że wychodząc za niego godziłam się na jego „piotruśpanostwo” ale miał dwa obowiązki, miał mnie kochać i ruchać, w obu zawiódł :)
    pani widać lubi zmiany i ciągły ruch w interesie… powinni wdrażać do szkół nie tylko wychowanie seksualne ale również nauczać kultury bzykania z elementami psychologi społecznej, to nie jest żywioł nie do opanowania, nie do opanowania jest ludzka głupota i zdolność oszukiwania siebie :P

  23. viki pisze:

    wróciłam z pracy padnięta jak kawka, ale po tych komentarzach zaśmiewam się do monitora :)
    okrutne z nas baby he he :)
    co ciekawe- zero tutaj komentarzy ze strony drugiej płci, widać łączą się w bólu, albo to taka solidarność (nie)męska ;P

    • szarywrobel pisze:

      ja tam piszę z Miłym za plecami :) się ze mną zgadza w całej swej rozciągłości 8-) ;)

    • Ania M. pisze:

      W całej?

    • viki pisze:

      wróbel, miło Cię widzieć :)))
      a ta rozciągłość wszystko w tej sytuacji tłumaczy :P

    • szarywrobel pisze:

      to nie wiedziałaś, że rozciągłość jest ściśle związana ze stymulacją danej materii, taki drut stalowy np. trza parę razy grzmotnąć młotkiem i już tańczy się i wygina jak chcesz :)

    • viki pisze:

      no cóż… dawno nie trzymałam druta stalowego w dłoni, a tym bardziej nie grzmociłam w niego młotkiem :))))) ale domyślam się, że tańczyłby i wyginał się jak ta lala ;)))))

  24. jadwiga pisze:

    Li, mówisz orzeszek pistacjowy? hmmmm…. się trochę zyje ale widać za mało, no powiem szczerze nie wiedziałam, nie widziałam taki tyci??? no proszę, musze jeszcze trochę pożyć, hmmm, mój ślubny twierdzi, że niemożliwe, ale przeczytałam mu o corpus delictis no i … kręci głową… hm
    j

%d blogerów lubi to: