Wpływ zakalca na życiową postawę.

Wyjechałam na popołudnie, bardzo daleko bo w głąb siebie.
Weszłam w poplątane ścieżki duszy, pełne sprzeczności,
rojące się od lęków i marzeń, strachów i odwagi,
wiarybraków i bezczelnego przekonania o własnej wielkości.
Przebiegłam przez most nad rzeką Oczekiwań,
pobłądziłam w ogrodzie starych miłości,
stanęłam pod figurą św. Antoniego i poprosiłam,
by mi pozwolił znaleźć, to czego ciągle szukam,
a czego nie mogę znaleźć, bo nie wiem co to jest.
Są takie dni, gdy nie wiem czego chcę.
Niby leżę w łóżku, a nie leżę, niby odpoczywam, a nie,
niby mam humor, a nie mam, oby to były te cholerne hormony!

Zrobiłam kolejną próbę pokonania ciasta drożdżowego,
kolejny raz mi nie wyszło.
To moje kulinarne Waterloo, porażka ze zrujnowaną kuchnią w tle.
Bułeczkami z cynamonem mogę zabijać wrogów, takie są ciężkie.
I nawet nieudane ciasto drożdżowe może być odniesieniem do życia,
raz lekkie jak puch, raz ciężkie jak kamień.
Kto mnie pocieszy? :)
Li.

Reklamy

27 Responses to Wpływ zakalca na życiową postawę.

  1. Ania M. pisze:

    Depresyjnie mi jakoś, więc marna jestem pocieszycielka, ale kocham Cię, o!

    • Li pisze:

      Jakoś mi tak miło, że ktoś mnie kocha, chyba poczułam się głodna.
      To głód miłości,
      może przez te nachalne walentynkowe szaleństwo;-)

    • Ania M. pisze:

      Jeszcze nie zauważyłam kwestii walentynek – może przez to, że dwa dni wcześniej mam urodziny:)
      Cieszę się, że jesteś. Świat z Tobą jest lepszy.

  2. ostrestarcie pisze:

    nigdy nie robiłam ciasta drożdżowego. i mój weekend tez był spokojniejszy..

  3. ostrestarcie pisze:

    za to chorowity…pocieszam?

  4. statler waldorf pisze:

    Trzeba było upiec je wcześniej. Postrzelalibyśmy nimi z procy z Twojego tarasu albo zagralibyśmy w bule.

    • Li pisze:

      Gdybyś spróbował moich bułeczek, to byłby koniec znajomości:D
      Spaliłabym się ze wstydu :D

    • statler waldorf pisze:

      Przecież konsumpcja nie jest obowiązkowa. Bułeczek znaczy.

  5. redmercedes pisze:

    mi tez drozdzowe nie wychodzi :-( nie uznaje tych cudownych sprzetow kuchennych a dlonie mam slabusie, nie nadajace sie do wyrabiania ciasta drozdzowego :-( a kocham drozdzowe wypieki

    czy cudza niemoc moze pocieszyc… ?

  6. Ania pisze:

    Pamiętam,że ściągnęłam triki z 3 książek:
    1)mleko nie za gorące,żeby nie zabić drożdży
    2)żółtka odrobinę posolić,żeby wzmocnić kolor
    3)mąkę koniecznie przesiać-włazi więcej powietrza
    4)długo wyrabiać,i to tak jakbyś chciała dać Młodszej klapsa za zbyt wysoki rachunek;-) -serio,znów chodzi temu ciastu o powietrze:-)

  7. echoes pisze:

    Sztokholm, 22 lata temu. Zachciało mi się bułeczek drożdżowych z jagodami zebranymi w pobliskim lesie. Nie miałam przepisu, szwedzkiego nie znam. Coś mi majaczyło o zabiciu drożdży, więc zalałam wrzątkiem. Gdy upieczonymi bułeczkami mogłam zabić latające w pobliżu mewy, przypomniałam sobie, że te zabijane drożdże miały związek z ratowaniem podupadającej urody moich starszych koleżanek. Podejście numer dwa: ciasto drożdżowe wylewające się z miski, potem z trzech misek, zalewające kuchnię. Podejście numer trzy: nic się nie wylewa, bułeczki pięknie rosną. Po wyjęciu z piekarnika robią się płaskie jak pita i nie do zjedzenia. Podejście numer cztery: rosną, piekarnik, wyjmuję, nie opadają, są pyszne. Nigdy więcej nie próbowałam zrobić, kupić zdecydowanie łatwiej :)

  8. Asia pisze:

    Popieram przedmówczynie:
    – drożdże muszą mieć otulinkę letnią z lekkim przechyłem w stronię ciepła (czy to mleko czy woda, zależy czy ciasto słodkie czy na pizzę), ani za zimne, ani za ciepłe, tak, że wkładasz paluszek do mleczka i czujesz przyjenne ciepło, a jednocześnie nie wyciągasz z wrzaskiem palca z wrzątku
    – najlepiej drożdże świeże, koniecznie z dobrym terminem przydatności
    – po wyrobieniu ciasta trzymać w ciepłym miejscu ( u mnie to jest miseczka przykryta szczelnie ściereczką i nakryta poduchą i kocem.
    – w pomieszczeniu nie może być przeciągów, zimnych powiewów wiatru
    – absolutnie nie otwierać piekarnika w trakcie pieczenia
    – spróbuj od najprostszego placka drożdżowego bez żadnych dodatków (rodzynków, cynamonu, owoców)
    – mąka dobrze spulchniona, najlepsza jest typu 500.
    Próbuj, to jest takie ciasto, że można piec 200 razy i wyjdzie dobrze, a za 201 razy nie wychodzi.
    Powodzenia! :*

  9. Chillax pisze:

    Li, mysli moje przekladasz na slowo pisane ! Ni w te , ni we wte ostatnio u mnie tez..Slonca, ciepelka i wiosny brak !
    Zabawne, ja dzisiaj, po raz pierwszy w zyciu, zabralam sie za drozdzowe wyroby…Paczki – podejscie # 1
    Da sie zjesc , dzieki nadzieniu z malin i cytrynowej polewie. Moze ciasto pomiedzy nadzieniem i glazura bedzie jutro lepsze ? Moze dojrzeje jak Krupnik , Bigos lub Mazurek ? Na drugi dzien najlepsze ?

  10. filantropek76 pisze:

    Li moja mama ma taką magiczną michę z jakiegoś ware – wkładasz wszystko łącznie z zaczynem rozrobionym wcześniej, zamykasz michę,robisz michą kilka kółek, wkładasz zamknięta michę do bardzo ciepłej wody na 20 minut (do wyrośnięcia ciasta) i reszta zależy od piekarnika – mój ostatnio odmawia posłuszeństwa i i tak zakalec to ostatnio jedyny rodzaj ciasta jaki można u mnie dostać ;-)

  11. ZaTa pisze:

    drożdżowe potrzebuje spokoju, czasu i cierpliwości…z niczym nie przyspieszać! Cierpliwie wyrabiać…potem czekać (cierpliwie) aż wyrośnie, a następnie (cały czas cierpliwie) czekać aż podrosną uformowane bułeczki…a wszystko w ciepełku…

    to piszę ja, autorka sobotniego najzakalcniejszego piernika na świecie… :)

  12. frou pisze:

    Li… a próbowałaś tego drożdżowego, które rośnie w lodówce? Nie znam nikogo, komu by nie wyszło. Wprawdzie ortodoksyjni piekarze spluwają trzy razy przez lewe ramię, bo to jednak herezja, ale… herezja pyszna, rośnie wielce i wysoko. To jak? Podać przepis?:)

  13. diable.weneckie pisze:

    Ja z kolei nie potrafię upiec biszkoptu. Za cholerę. Wypróbowałam wszystkie przepisy (w tym oczywiście mojej mamy, której udaje się zawsze ale to zawsze), zrzucanie blachy, białka osobno, białka razem, mieszanie w prawo albo w lewo – nie ma szans, nie umiem i koniec. A drożdżowe wychodzi mi zawsze – może rzeczywiście zabijasz drożdże? Ja pod koniec wyrabiania rzucam ciastem – z impetem, z dość dużej wysokości. Fajnie się napowietrza wtedy:)

  14. elw pisze:

    Li mistrzem zakalca jestem JA i nie dam sobie tego tytułu odebrać :) o tak łatwo ci nie pójdzie ze mną na tym polu.

  15. kuulka pisze:

    Li, czy cudza pierdołowatość w kulinarnych rejonach może Cię pocieszyć?
    Do ciasta drożdżowego nigdy nie zrobiłam podejścia. Moja kulinarna kariera nie rozpoczęła się najlepiej – w wieku lat wczesno-kilkunastu zrobiłam pizzę z… mączką ziemniaczaną (to prawie jak mąka, prawda? ;P ) A potem nie było jakoś specjalnie lepiej ;-)

  16. Lidka pisze:

    Witam! Ja jestem prawie totalnym beztalenciem kulinarnym ( pierwszy placek upiekłam, gdy miałam 21 lat – teraz mam 28 ), ale placek drożdżowy mi wychodzi. Jest bardzo prosty przepis na ciasto drożdżowe pt.” Drożdżowe dla leniwych „. Polecam spróbować, a powinno się udać. Powodzenia

%d blogerów lubi to: