Pochłania mnie coś, dzięki czemu jest mnie mniej.

Jestem bardzo zajęta sobą i nie mam czasu na bloga.
Stwierdzam to bez specjalnego żalu,
bo wiem, że nadejdzie dzień,
gdy potrzeba pisania znowu ze mnie wytryśnie,
jak nie przymierzając
bzdury z ust profesor Pawłowicz.
Zajęta jestem sobą, dziećmi (matura!) i pracą.
No i czasem statlerem, ale to głęboka tajemnica.
Najbardziej jednak zajęta jestem swoim odchudzaniem.
Podeszłam do sprawy niezwykle nieufnie,
zdecydowana właściwie na radykalną interwencję chirurgiczną,
termin operacji mam wyznaczony na 8-go kwietnia.
Waszym domysłom pozostawiam co miałam sobie zrobić,
nie było to zbyt mądre, ale na pewno skuteczne.
Nieodwołalnie jednak pozbawiłoby mnie niezwykłej
przyjemności jedzenia i picia dobrego wina,
a co za tym idzie pisania moich przepisów.
I co to byłoby za życie?
Jedzenie przestałoby mi się kojarzyć z udanym seksem,
byłoby jak zwykły i pospieszny
małżeński obowiązek… ech,
szkoda mi było tych kolacji przy świecach
i spotkań na kawie,
beztroskiego siedzenia przy chwiejnym stoliku
gdzieś pod włoskim niebem.
Dlatego dałam się namówić i poszłam do lekarza-dietetyka.
Przeżyłam szok, z którego nie otrząsnęłam się do dziś.
Pani doktor, przemiła i bardzo kompetentna miała dla mnie trzy godziny czasu,
wymuszone głównie moim chwiejnym stanem emocjonalnym,
haha… śmiech i łzy.
Dobrze, że byłam ostatnią pacjentką.
Przewróciła do góry nogami całe moje dotychczasowe
mniej lub bardziej (a z reguły mniej) odchudzanie.
Wykazała mi wszystkie moje błędy,
bezmyślne stosowanie się do modnych diet,
a już nie daj Boże do Dukana.
Jeżeli chcecie, to Wam napiszę,
na czym polega moje odchudzanie,
nazwane nie dietą, a innym sposobem żywienia.
Dość powiedzieć, że jeszcze nigdy
tyle nie jadłam,
bo tu panuje zasada: aby chudnąć, trzeba jeść.
Głodówka i nieregularne posiłki są największym głupstwem,
jakie można sobie zrobić,
poza głodówką dla oczyszczenia organizmu, rzecz jasna.
Chcecie?
Przez 16 dni schudłam 3,90 kg.
Czuję się fantastycznie!
Li.

Reklamy

17 Responses to Pochłania mnie coś, dzięki czemu jest mnie mniej.

  1. ania pisze:

    Łaaaa, dawaj, Li!

  2. Basia pisze:

    Napisz, proszę, jak to się dzieje, ze Cię tak mniej:)) Chociaz Ciebie nigdy nie za wiele!

  3. agapoznan pisze:

    Gratulacje !!!! zazdroszcze i może sie teraz zmotywuje ;)

  4. rybenka pisze:

    ale dokladne pomiary!!

  5. elw pisze:

    chcę, jeśli ta dieta ma polegać na jedzeniu to ja poproszę o twoją wersję na odchudzanie

  6. ola pisze:

    Gratuluję bardzo, wiem co znaczy zgubić 4 kg. Toż to katorga (dla mnie) i głodzenie przede wszystkim. A i tak na chwilę. Dawaj szczegóły. Teraz stosuję „obraziłam się na jedzenie”, fajnie mi idzie, zwłaszcza po 2 lampkach wina i odbrażaniu się… Nigdy, przysięgam nigdy nie myślałam, że walka z nadmiarem jest taka trudna. Zawsze byłam wiórowato wręcz chuda i moim marzeniem do 25 roku życia było przytyć (176 cm i 47 kg ). Już uważam na marzenia, spełniają się. I 15 do zgubienia wisi. dla jasności, do 47 nigdy nawet zbliżyć się nie chcę, do 65 chcę bardzo.

  7. Klarysa pisze:

    BARDZO, bardzo, bardzo chcemy!!! :)

  8. Anuszka pisze:

    Li napisz co to za dieta, koniecznie. Pozdrawiam

  9. Li pisze:

    Dziewczyny, piszę! Cierpliwości!

  10. echoes pisze:

    Li, to skrobnij i do mnie! Chyba te Twoje 4 kg wylądowały u mnie :(

  11. jadwiga pisze:

    Nie dość, ze trzymam kciuki to wysłałam emaila z prośba o karteczki dietetyczne, wchodzę w to 8 kilosów mam za dużo szczególnie w talii
    pozdrawiam
    Jadwiga

%d blogerów lubi to: