Szatański wynalazek…

… ta waga, szatański wynalazek!
Jestem zła, zła, zła, złaaaaaaaaaaa.
Waga oszalała i pokazała kilo więcej- od wczoraj!
Co to ma być, ja się pytam?
Niby wiem, niby woda, niby dzień cyklu, niby to i to,
ale i tak jestem zła!
Czwartek-nic-nie-wartek, o!
Robię sobie drugą latte i obrażam się na świat.
Choć tak na nim pięknie!
Lipa szaleje za oknem,
a ja czekam na piątek, by zabrać się za taras.
Miłego dla Was!
Li.

Reklamy

20 Responses to Szatański wynalazek…

  1. EB pisze:

    Li, odstaw wagę do kąta bo takich niespodzianek przeżyjesz jeszcze wiele. Teraz najważniejsza jest ta kuchenna, łazienkowa niech spoczywa w pokoju ;)

    Czy ja mam w avatarze siusiaka?!? ;O
    To dopiero skandal ;-)
    Miłego dnia.

    • Li pisze:

      Aha, postanowiłam, że zważę się dopiero w niedzielę.
      Ale to będzie trudne, uzależniłam się;-))
      Jak wchodzę na wagę, to ściągam nawet gumkę do włosów:))

  2. Kawencja pisze:

    EB ma racje, wazyc sie powinno raz na tydzien. Ja niestety tez na wadze staje rano i wieczorem, w stroju Ewy dla lepszego efektu, i kazde 100 g wprawia me cialo w drzenie :)
    Co do cykli i innych detali, raz na miesiac ja tez mam kilo wiecej. I jestem pewna, ze to powod czwartkowej pretensji.

    • EB pisze:

      Miałam to samo z ważeniem, codziennie rano na golasa, po siku itd. Ale postanowiłam sobie, że nie dam się więcej zafiksować na tym punkcie i nie będę uzależniać swojego nastroju od wskazania wagi. Boże, ile razy łapałam zwiechę tylko dlatego że waga pokazała odchylenie w okolicy kilograma nie w tą stronę, której się spodziewałam. Teraz się w ogóle nie ważę. Do 6 z przodu mam jeszcze kawałek. Poczekam ;)

    • aLusia pisze:

      o boszzzz… jak to dobrze, że nie mam wagi!! spędzałabym na niej zbyt wiele czasu, a resztę trawiła na depresję i rozmyślania jak ją zabić :)

    • jadowita pisze:

      też nie posiadam :) coś w tym jest :)

  3. ognik pisze:

    Li! kochana wazenie RAZ W TYGODNIU, i niech cie reka boska broni, zeby czesciej, serio serio, chodzilam ja sobie pol roku na terapie zaburzen odzywiania ( to nie to samo co wspolpraca z dietetykiem)-chociaz Adelka moja po pierwszych kilku sesjach zalapala, ze aburen odzywiania to ja nie mam, i m.in. bylo wlasnie usystematyzowanie jedzenia ( wprowadzilas!), zdrowa dieta (wprowadzilas!), nie wolno sobie niczego ZABRANIAC (to robi na glowe) i wazyc sie nie czesciej niz raz w tygodniu! :D
    a ja wlasnie zacelam twoja niediete-odrobine zmodyfikowana do mojego trybu zycia i poziomu aktywnosci, ale TAKTAKTAK, Li jest wspaniala i inspirujaca! a teraz kochana przeciagnij sie jak kot, jeszce raz, jeszcze raz i napij sie ze mna kawy z odrobineczka mleka :D

  4. eulalia87 pisze:

    jakoś mi się zawsze wydawało, że przy rozsądnym odchudzaniu, a za takie uważam Twoje, człowiek nie staje codziennie na wadze… sama dobrze wiesz, że na codzienne wahania wpływa stan gospodarki hormonalnej i wodnej… wyrzuć ją (wagę) i waż się co tydzień, dwa tygodnie u koleżanki…

    trzymam kciuki…

  5. Ania M. pisze:

    Przedmówczynie mają rację – ja jednak też często się ważę, gdy się odchudzam. Moja waga jest stara i klasyczna, nie pokazuje mikrogramów :)
    Zastanawiam się nad zakupem bardziej motywującej :)))

    • aLusia pisze:

      Ania, ona nie będzie motywująca, tylko deprymująca, lepiej wydaj te pieniądze na coś ładnego :) a moja była trenerka zawsze mówiła, że lepiej się mierzyć niż ważyć – to jest bardziej miarodajne, zwłaszcza jak się ćwiczy (mięśnie są cięższe od tłuszczu). Oczywiście chodzi o mierzenie obwodów, nie wzrostu :), niestety….

  6. oj tam waga, wazne centymetry. wagi nie widać, a centymetry i owszem.
    chyba pójde w twoje ślady i spróbuję tej diety.

  7. hawajska czekolada pisze:

    Ja mam taką wagę, która pokazuje pełne kilogramy i ewentualnie połówki. :-) wiele stresu mi oszczędza skubana jak widzę. Pozdrawiam słoneczne!

  8. Basia pisze:

    a czy taka waga to się już zepsuć nie może? troszeczkę:)jutro pokaże, ile trzeba?

  9. Kaśka pisze:

    Hej :) A czy Pani Dietetyk mówiła, by ważyć się raz w tyg. z rana? :) Wahania wagi to norma, a ważenie się co dzień przy diecie tylko dodatkowego stresu dostarcza, a ja w stresie puchnę i o ;) I najważniejsze – nie liczy się waga, ale zmniejszające się obwody :) zmierz się z każdej strony i porównuj, same spodnie, które spadają to tylko namiastka lepszego jutra ;)
    Pozdrawiam! K.

  10. Beem pisze:

    Pamiętasz Bridget Jones? Ważyła się bardzo starannie. A jak sobie podliczyła notatki na koniec roku? Okropnie się wtedy śmiałam. A wagi to są gupie i mają gorsze dni. Może masz dłuższe paznokcie, to waży ;)

  11. AnulkaM pisze:

    A ja zamierzam w najbliższych dniach przejść na niedietę. Mam nadzieję, że wytrwam, mam do zrzucenia 7 kg:)

  12. Jedz@ pisze:

    Pamiętam te emocje, te rozterki związane z odchudzaniem. Hmmm. Jestem teraz grubsza niż kiedykolwiek (poza ciążami ofkors), nie mam wagi, nawet przez myśl mi nie przebiegnie, że powinnam wiedzieć ile ważę. I tak jestem szczuplejsza od większości angielek :). Ponadto i tak się podobam swojemu mężczyźnie, a co najważniejsze dobrze się czuję w swojej skórze. Ale kiedyś może zechcę włożyć strój kąpielowy, więc niedietę dodaję do ulubionych :)

  13. Aniaha pisze:

    oj zaraz poleci w dół.
    Zdopingowałaś mnie do powrotu do regularnego jedzenia małych, zdrowych posiłków. Od rau jelito przestało się buntować.
    Widzisz, bywasz natchnieniem :)

%d blogerów lubi to: