Nie do wiary- moja była 27 lat temu!

Dom drży od maturalnej gorączki,
przy czym gorączkuję się tylko ja-
Starsza zachowuje olimpijski spokój, wstaje w okolicach południa,
podobno się uczy, jeździ na korepetycje
i wychodzi wieczorami z przyjaciółmi.
Aaaaaaaaa!
Zasad nowej matury do końca nie pojmuję,
wersja podstawowa, rozszerzona, prezentacja, procenty,
ech, łza się w oku kręci na przypomnienie
własnego, sążnistego wypracowania na maturze pisemnej
i obszernych odpowiedzi na ustnej.
Człowiek się uczył, bał i przynajmniej wiedział czego!
Jestem wrogiem egzaminów testowych,
poszatkowanej wiedzy i trzyletniego liceum.

Ale bardziej boję się tego co będzie potem,
gdy dziecko z wykształceniem średnim zacznie swoje życie,
wyjeżdża,
ma w głowie plan, ma zamiar sobie poradzić, jest pełna entuzjazmu,
tylko we mnie narasta coraz boleśniejszy bąbel przyszłej tęsknoty,
niepokojów i pytań bez odpowiedzi,
wiem, wiem, odcięta pępowina, rozwijanie skrzydeł,
wiem, wiem, będę wspierać jak tylko będę mogła,
wiem, wiem, polecę tam sobie na weekend,
ale brak przytulenia się do tej mojej ukochanej córeczki
będzie codziennie wysysać moje emocje.
Nic na to nie poradzę, że lubię mieć całe stado na oku,
odcięcie pępowiny z miłości, to naprawdę wielka sztuka.
Li.

Reklamy

27 Responses to Nie do wiary- moja była 27 lat temu!

  1. sisi pisze:

    Moni, u mnie podobnie- ja mdleję na myśl o maturze smarkacza- a on jakby komisja egzaminacyjna za progiem nie stała…. Olewa czy cos… Przedwczoraj skończył 20 lat… ło laboga… stara jestem już :(

    • Li pisze:

      Oni jakoś się nie boją, tak jak my:))
      Nie możesz być stara, skoro ja nie jestem stara, a jestem starsza do Ciebie, nie panikuj, kobieto! :)

    • sisi pisze:

      Ładnie mi to wyjaśniłaś :)
      Znalazłam cos nowego – ćwiczenia skalpel- znajdz sobie na jutubie;). Wczoraj ćwiczyłam – dziś jestem w stanie poruszac jedynie dłońmi… a i to z trudem mi przychodzi…

  2. iwonaw pisze:

    dzień dobry w poniedziałek.
    czyli nie mam się co cieszyć i radować, że póki mam małe dzieci to mogę być kwoka :) bo zachodzi wysokie prawdopodobienstwo, że to z wiekiem dzieci NIE MIJA :)…

  3. joaska77 pisze:

    U mnie również był ostatnio stresik egzaminacyjny.
    Młodsza testy szóstoklasistów, starsza koniec gimnazjum:) Czekamy na wyniki.Ja też będę odcinać pępowinę ze starszą, idzie do liceum z internatem:( Dobrze,że zdecydowaliśmy się na trzecie, ale jak ona będzie pisać maturę, to ja naprawdę będę stara…

  4. patrasova pisze:

    och, dzięki Ci za ten wpis. U mnie syt DOKŁADNIUTKO taka sama – matka stres, młoda olewka.
    Mówiłam ju z kiedys, ze będę miała zniżkę na meliskę w aptece, jak się dołączycie, to jeszcze co wynegocjujemy, może jakieś spa w pakiecie;P

  5. MW pisze:

    Moja była 21 lat temu… Dzieci mam jeszcze młode, ale też już myślę o odcinaniu pępowiny i złudzeń nie mam – TO nie mija. Pod uwagami o reformie edukacji podpisuję się wszystkimi kończynami…

  6. futro76 pisze:

    Powodzenia w stresie maturalnym. Będzie ok.

  7. filantropek76 pisze:

    mnie matura młodej czeka za 15 lat od mojej minęło 18 ;-)

  8. Aga pisze:

    2 lata temu moja córka przed matura testowała moje zdrowie psychiczne. Imprezy do rana dzień przed każdym egzaminem, to samo w weekendy. Powiedziała wprost, że to czego się miała nauczyć to przyswoiła, na to czego nie umie już jest za późno. Musi wyluzować i odpocząć. I miała rację:) Btw: przypomniałam sobie wtedy, że sama nie inaczej czyniłam:))

  9. Kowaloova pisze:

    Właśnie sobie wyobraziłam mojego trzylatka jak zdaje maturę, a potem może studia gdzieś tam… może praca gdzieś tam… może po prostu trochę swobody gdzieś tam…
    Ech… jak dobrze, że on ma dopiero 3 latka :)

  10. danuta79 pisze:

    moja była 15 lat temu,stres był mega…..a dzieci jeszcze sporo czasu przede mną :)

  11. klaudia pisze:

    Maturę zdawałam rok temu po 22 latach od pierwszej-nie zdanej z matmy, i udało się:) trzymam kciuki za Twoją córę, jak ja zdałam to ona na pewno zda :)

  12. JK pisze:

    Droga M. nigdy pepowina nie jest odcieta, doswiadczam to bolesnie i cielesnie od soboty, gdy dowiedzialam sie o brutalnym ,arabskim napadzie, brutalnym pobiciu i rozboju na moim 33 letnim synu w porzadnej XVII dz. Paryza… a co do matury prawie kazdy kazda w koncu milo wspomina… serdecznie pozdrawiam :-)

  13. Basia pisze:

    Nowa matura dziwna jakaś, nie to, co kiedyś :)) Moja zdawałam na ogromnym luzie, bo uznałam za rzecz oczywista, ze ja zdam, po słowach Matki: „Matura jest po to, by ja zdać. Nie znamy nikogo bez matury.” Pomogło. Co do Twej Córki, tez to oczywiste, no ale serce matki…:)))

  14. Ania M. pisze:

    Ja przed dwudziestu ośmiu laty, bo zaczęłam jako sześciolatka…
    I nic prawie nie pamiętam oprócz tego, że mama była przekonana, że obleję. A zdałam wszystko na maxa.
    I albo jestem bez serca, albo tak bardzo wierzyłam, że nie może być źle, bo przy maturach moich córek nie przejmowałam się jakoś specjalnie. To znaczy zawsze przez całą ich naukę szalałam z radości, gdy poszło im gdzieś wyjątkowo dobrze, ale przy porażkach kazałam im się w ogóle nie przejmować :)

  15. Anuszka pisze:

    Od mojej minęło 14 lat. Z sentymentem wspominam naszą starą poczciwą maturę – solidne wypracowanie, bukiet z bzów na stole komisji. Powodzenia Twojej córce życzę.

  16. Izabela pisze:

    Od mojej matury minęło………..dużo lat,troje dzieci już wyfrunęło z gniazda. Ciężkie to chwile dla matki ale im szybciej przestanie,,kwoczyć” tym będzie psychicznie zdrowsza i relacje z dziećmi lepsze a szczególnie jak dojdzie druga połowa.Super ,,wynalazek” to przyjście na świat wnuków. Ale ten czas jeszcze długo przed Wami drogie Panie.

  17. Beem pisze:

    Rzeczywiście, matura w domu! Ale chyba nie denerwujesz się za bardzo? Ja o wiele bardziej denerwowałam się wstępnym do liceum, miała kiepską podstawówkę. Ale wszystko bul OK i u Ciebie będzie jeszcze lepiej, choć te testy to wymysł szatana, błe, wszyscy jednakowi. Ale wiedzą o tym. Powodzenia starszej. A potem co?

    • Li pisze:

      A potem Anglia albo Szkocja, niestety i stety, bo ciągle nie wiem czy się tym cieszyć czy martwić:))

  18. mallica pisze:

    Kiedy kilkanascie lat temu zdawalam mature napomknelam rodzicom, ze wlasciwie nie do konca jestem przekonana co do studiow wyzszych bo chcialabym wstapic do policji konnej (jazda na koniach to byl i jest do dzisiaj moj ukochany sport). Rodzice ostro zmyli mi glowe co troche ochlodzilo moje z nimi relacje ale teraz patrzac z perspektywy czasu ciesze sie, ze tak zareagowali bo doprawdy nie wiem co bym robila ze srednim wyksztalceniem lub licencjatem. Okazalo sie ze praca naukowa to moja pasja i ciesze sie ze rodzice tupneli wtedy noga i kazali wybrac kierunek i sie nie wymadrzac :) Oczywiscie rozumiem ze chcesz swoja corke wspierac i nie przekonuje ze wyzsze wyksztalcenie jest wyznacznikiem szczescia ale zgodzisz sie chyba ze jego brak jest czesto przeszkoda?

    • Li pisze:

      Ale ja nie wyobrażam sobie, by moja córka nie skończyła studiów, od kilkunastu pokoleń w mojej rodzinie nie było takiego przypadku. Mam więc nadzieję, że Karolcia mnie nie zawiedzie:)
      Co nie zmienia faktu, że wyjeżdżając na studia za granicę wymknie się spod moich skrzydeł i zacznie samodzielne życie.

      Zawsze powtarzam, że wykształcenie to jest jedyna rzecz, której nikt nie może człowiekowi odebrać.

  19. mallica pisze:

    Aaaaa – widzisz zle zrozumialam Twojego posta. Myslalam ze corka planuje wyjechac i zakonczyc edukacje. Co do studiow za granica to moge tylko polecac :) Ale rozumiem Twoje rozterki. Moja mama przez pierwszy rok dzwonila codziennie… Co smieszniejsze po 6sciu latach kiedy udalo nam sie ustabilizowac czestotliwosc konatktow na poziomie dwoch dlugasnych skypowych rozmow przeprowadzilam sie dalej i co sie okazlo? Otoz moja mama musiala przejsc przez nasza „separacje” od nowa i znowu przez kilka miesiecy dzwonila codziennie (czesto wyrywajac mnie ze snu o swiecie bo zapominala o drobnej, 6scio godzinnej roznicy czasu :)

%d blogerów lubi to: