Niekonsekwencja.pl

Wolno idzie, ale idzie.
Festina lente!
Dziś jest równe minus 9 kilo.
Wolno idzie, ale..
Ale LEPIEJ MIEĆ MINUS DZIEWIĘĆ, NIŻ JE MIEĆ!
Nawet jak to trwa i trwa.
I to jest hasło na dziś.
Inna sprawa, że wolna od grzechów to ja nie jestem,
uczciwie przyznaję.
Stres maturalny niejedną czekoladę
wepchnął mi w usta!
Siłą, rzecz jasna:)

Muszę zacząć intensywniej ruszać się,
co polega przede wszystkim na zejściu z kanapy.
Bo kije od czasu do czasu trudno uznać za regularny ruch.
Ale czy tylko ja tak mam, że nic mi się nie chce?
Stany depresyjne, podepresyjne, quasi-depresyjne,
zniechęcenie, smutki-drutki, wiarybrakowacze,
starzy znajomi znowu wpadli bez uprzedzenia
i wysysają ze mnie energię.
W przyszłym tygodniu będę mieć trochę luzu,
Młodsza na cały tydzień jedzie na Litwę i Łotwę,
jak nie zacznę czegoś robić dla siebie,
to stanę przed lustrem i obrzucę się wyzwiskami,
z których „Ty stara babo” będzie najłagodniejszym.
Tylko jak postawić się do pionu,
gdy wszystko wokół leży?
Li.

Reklamy

27 Responses to Niekonsekwencja.pl

  1. kreska7 pisze:

    Uwielbiam tę niekonsekwencję w wakacjach ;)

    Ach gratuluje pięknego minus 9 – zaraz będzie nmniej niż 10 – a to już dwucyfrowy sukces będzie!!!!
    moje niekonsekwentene trzymanie się niediety powoduje że jest zaledwie minus 3,5 a mogłoby już być więcej na minusie.

    na mnie świetnie działa słońce i wiosna i zieleń wkoło i wczoraj mimo, że byłam totalnie zrypana pracą i niewyspaniem i bez obiadu – pognałam wieczorem na zumbę,a potem juz padłam ;)
    zapisałam się na zumbę od wrzesnia – mam zajęcia 2 x w tygodniu, lubię te zajęcia i bardzo pilnuję, zeby an nie chodzić, to jest mój czas.
    jak miałam karnet otwarty do fitnesu ti byłam tylko 1 w tygodniu a jak mam zajęcia tylko w te 2 dni to pilnuję ,z ęby na nie iść, bo w domu jak to w domu, cięzko zmobilizoważ się jak tyle rzecz czeka ;)

    może poszukaj odpowidającej Ci zorganizowanej formy aktywnosci :)

  2. aLusia pisze:

    A moze byś na joge pochodziła ? Dwa razy w tygodniu chodzę – dosłownie pod Twoimi oknami ;)

  3. JK pisze:

    GRATULACE -9 to dużo ! Pozdrawiam z urlopu w Paryzu, chodze, łaże zbijam wage a ta NIC. Ale sery, winko itp bardzo kusza :-)

  4. Ania M. pisze:

    Ja też czuję rozleniwienie.
    Mam tak zawsze, kiedy zdarza się wiosenne lato.
    Ale nie jest to zły czas…

  5. Anycymon pisze:

    Li, jakie wolno…??? Toż to piękny wynik jest!
    Szczerze mówiąc, miałam Ci poradzić dietetyczkę już dawno temu, ale że ja tu raczej tylko podglądam, to stwierdziłam, że nie będę się wymądrzać ;)

    Ale teraz, skoro napomnkęłaś o ruchu, to ja się odważę dorzucić swoje trzy grosze :)
    Skoro brak Ci siły woli, a i sama dobrze nie wiesz, co chciałabyć robić, polecam siłownię i osobistego trenera.

    Nie będę okłamywać, że jest lekko, bo trenera rolą jest skopanie Ci tyłka tak, abyś się nie mogła ruszać ;)
    Ale: 1) on zmotywuje Cię do regularnego ruchu – bo masz program do zrobienia i jedną osobę, która pilnuje Ciebie – a nie grupy; 2) ćwiczenie pod okiem profesjonalisty jest bezpieczniejsze, a efekty (w połączeniu z dobrą dietą) są powalające.

    Osobisty trener jest, niestety, bardzo drogi.
    Ja chodzę na siłownię, gdzie nie ma ‚osobistych trenerów’, ale ci, którzy są, opracowują plan ćwiczeń wg potrzeb, a jeśli się jest „nowym” w całym tym napakowanym towarzystwie, to trener także sprawdza, czy wykonujesz ćwiczenia poprawnie, pilnuje, żebyś faktycznie wykonywała określoną liczbę powtórzeń, a kiedy kończysz ćwiczenie, pojawia się znikąd i prowadzi dalej.

    Pierwszy raz się spotkałam z takim trakotwaniem, zwykle płaci się miesięczny abonament i nikogo nie obchodzi, co tam robisz. Ale może to dlatego, że ja faktycznie jestem tam wyjątkiem, cała reszta jest jakby nieco bardziej obyta w temacie ;) No i ja mam niebieskie oczy, co tutaj jest absolutnie wystarczającym powodem do mentorowania ;)

    Gdybyś się nie zdecydowała jednak, to podstawowa zasada: najpierw, przez min. 30 minut wykonuje się ćwiczenia siłowe, a dopiero potem aerobowe!
    Przez pierwsze 30 min. aktywności fizycznej organizm nawet nie zacznie spalać tłuszczu, bowiem najpierw wykorzystywany jest glikogen (?) w mięśniach, a dopiero potem tłuszcz. Także samo bieganie nie ma sensu (w kontekście odchudzania) jeśli nie trwa dłużej niż 30 minut.

    Chyba się za bardzo rozpisałam, nie mam więc nic przeciwko, jeśli komentarz zostawisz dla siebie :)

    Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki!

    • aLusia pisze:

      a cóz to za cudowna siłownia?? w jakim mieście? ja tylko raz spotkałam się z takim trenerem, niestety, zniknął gdzieś w akcji :)
      zaskoczyła mnie trochę Twoja opinia o kolejności ćwiczeń – ja zawsze słyszałam, że nie powinno się zaczynać siłowych bez, przynajmniej, rozgrzewki na aerobach.. ale słyszałam podobną opinię, że tłuszcz powolutku zaczyna się ruszać po minimum 20 minutach, przy czym przez ten czas trzeba mieć odpowiednie tętno – a to już jest osobniczo zmienne… generalnie – łatwo nie ma…

    • Ancymon pisze:

      takie cuda to nie w Polsce ;)

      A poważnie mówiąc – to wcale nie jakaś fancy-wypasiona siłownia, duża hala, a wniej raptem jedna bycza sala z maszynami, z wydzielonym „boiskiem” do sztuk walki, mała salka do zajęć aerobiku i antresola z bieżniami, rowerkami itp… Żadnych saun, ani innych bajerów. Trafiłam tam, bo najbliżej mam do domu, a personel w 90% pochodzi z Brazylii :)

      Rozgrzewka jest podstawą przed każdą aktywnością fizyczną, ale tu wystarczy 10-15 minut na jakimś rowerku, czy choćby marsz na bieżni.
      Jeśli rozmawiamy o treningu, który ma odchudzić, to wygląda on mniej więcej tak w moim przypadku:
      – rozgrzewka;
      – 1 h na maszynach (pod okiem kogoś, kto się na tym zna :)
      – 30-35 minut na bieżni.
      – kilka minut rozciągania (któr ja niestety pomijam, bo zwykle nie mam sił zejść po schodach z tej antresoli do szatni… ;)

      Czasem siłowa część trochę się wydłuża, czasem skraca do 50 minut, ale nigdy nie jest to krócej niż te 40-50 minut.

    • aLusia pisze:

      tego się w sumie, ancymon, obawiałam…. a rozciągania nie pomijaj – bez niego wzrasta ryzyko kontuzji i mięśnie się skracają…
      ja Cię tu oczywiście pouczam, ale jak czasem jestem wykończona jak koń po westernie to też sobie odpuszczam :P

  6. Kawencja pisze:

    9 kilo? Jestes moja bohaterka! Ja mam 7 na razie. I musze zaczac sport. Na razie o tym intensywnie mysle i mowie, ze zaczne jutro :)
    Stanow depresyjnych nie mam, najwyzej male smuteczki, ktore szybko przeganiam. Dieta dziala na mnie swietnie i motywuje do dzialania. Mam mnostwo energii. Pozdrawiam Cie cieplo i wysylam mnostwo kolorowych fluidow z deszczowej obczyzny!

  7. statler waldorf pisze:

    Wrócę to Cię rozruszam.
    Przeprowadzisz kilka razy mnie starego przez ulicę, wciągniesz po schodach do góry, podasz szklankę wody, a to jak triatlon.

  8. Kamyk pisze:

    Oj, jak dobrze, ze jednak przelogowałaś się na niekonsekwencje:) Ja tu sie przedarłam przez całość i miałoby Cię nie być??
    Pozdrowienia od nowej czytelniczki i gratulacje z okazji wyniku!

  9. asinek pisze:

    Oj, jakie wolno? -9 jest super! Zaczęłam (zupełnie o tym nie wiedząc) w tym samym czasie co Ty, ale po swojemu. Dopiero od 3 tygodni stosuję się do wskazówek niediety i teraz dopiero czuję znaczną różnicę – i mam -4 na liczniku. No i wiosna działa na mnie motywująco ;) Czy ćwiczenia ogólno-rozwojowe z grabiami, łopatą i kosiarką się liczą??
    Niekonsekwencja jest super;)

  10. polaczka pisze:

    O rety Li 9-kg to naprawdę dużo. Twój kręgosłup Cię kocha. I ruszaj się może rower albo faktycznie trener jakiś żeby ćwiczenia opracował i żeby nauczył Cię je poprawnie wykonywać.Pozdrawiam i siły życzę

  11. Joanna pisze:

    Ło matko, z jakiej wagi schodzicie?
    Ja przez 3 tygodnie zrzuciłam tylko 3,5 kg.
    Bez podjadania czekolady…

    • pat pisze:

      no ja sie tez zastanawiam, bo ja null, znaczy 0, znaczy nic nie drgnelam wagowo, wiec ja juz niewiem czy tez moj organizm nie uznal ze waga sluszna i nie popusci? ;)

    • Li pisze:

      Joanna, ale chyba nie myślisz, że DOKŁADNIE Ci podam?
      I nie wiem o co Ci chodzi, przecież 3,5 kg przez 3 tygodnie to świetny wynik! Ja przeszłam na niedietę 2 marca, weź to pod uwagę.
      Pat, albo coś źle robisz, albo masz wagę idealną, albo 1400 kcal to dla Ciebie za dużo. Nie ma innej opcji!

    • pat pisze:

      mam haschimoto i pewnie to jego wina ;(

  12. Basia pisze:

    Gratulacje i słowa podziwu!a, co tam podziwu- uwielbienia! Za tę cudowną niekonsekwencję też!

  13. danuta79 pisze:

    na wszystkie troski,smuteczki i depresje mam jedno rozwiązanie ZUMBA!!!!!!!!!!
    naprawdę działa :)

  14. Izabela pisze:

    Li śni mi się 9 kg,gratuluję super wynik!!!!!!!

  15. Marta pisze:

    -9kg to duuuuupo. Gratuluję. I najważniejsze to podnosić się po każdej czekoladzie i nie poddawać ;) też kocham słodycze. Czasami pozwalam sobie na dużą czekoladę lub kilka batonów, ale potem robię sobie wycisk fizyczny i waga ciągle spada.

  16. Marta pisze:

    miało byż duuuuuuuŻo

  17. kakot pisze:

    Li, tak cichutko zasugeruję najprostszy sposób na wymuszenie na sobie aktywności fizycznej: spróbuj zapomnieć, choćby na dzień-dwa w tygodniu, że masz samochód :)

  18. Re pisze:

    Także uważam, ze 9 kilo to dużo! Ale gdy zmusiłaś swój metabolizm do lepszego działania – nie możesz się poddać :) Każdy kolejny kilogram będzie już teraz znikał coraz szybciej, dlatego nie poddawaj się :) Satysfakcja z osiągnięcia zadowalającej sylwetki wszystko ci wynagrodzi – mówię z własnego doświadczenia. Żeby zrzucić 9 kilo potrzebowałam pół roku. Wolno – nie znaczy źle – większa szansa, że potem waga się utrzyma :) Ruch w tym wszystkim jest bardzo ważny – jak raz wprowadzisz systematykę, bardzo szybko przerodzi się ona w nawyk, nałóg :) Endorfiny zrobią swoje :) Trzymam kciuki :)

  19. Fata... pisze:

    Li, dobrze Ci idzie ! Wstawaj do pionu ! Ja juz nie leze. Pocieli co trzeba, jest prawie idealnie…Cholera jasna, (!!!) – mowie, ze warto !…

  20. Ma.czula pisze:

    Hej Li:) no u mnie podobnie z tym grzeszeniem, ale dobrze ze Ty stajesz do pionu, bo ja tez wstane a co przeciez gorsza nie moge byc:) dzisiaj bedzie Zumba. A depresje to chyba w powietrzu wisza bo do mnie tez jakies zwatpienie i frustracja i wnerw sie pojawil. Poki co salatki wychodza bokiem na szczescie na wadze 5 kg mniej od 17 kwietnia, chcialoby sie wiecej no ale jak sie grzeszy to sie pokutuje pozniej :) bardzo ciesze sie ze znajomi zmotywowali Cie, a przy okazji i mnie1 Pozdrowienia z Drezna. Maczula

%d blogerów lubi to: