Dzień w kolorze cytryny.

Turyn8

Turyn7

Turyn6

Turyn9

Rano wyszło słońce, osuszyło mokre tarasowe poduszki
i możemy nareszcie tam siedzieć, pić kawę
i cieszyć się swoim towarzystwem.
Jest nas o jedną mniej, bo B.
w tajemniczy sposób wyszła nad ranem
i jeszcze nie wróciła.
Podobno jest już w Warszawie:)
Ale jak jej udało się nie obudzić psa?

Karolci też jest dobrze,
a to zdjęcie z cytrynami jest motywem dnia!
(Wracam do dziewczyn,
choć pewnie nawet nie zauważyły, że mnie nie ma :)

Li.

Reklamy

14 Responses to Dzień w kolorze cytryny.

  1. hawajska czekolada pisze:

    Ciepło pozdrawiam! Wczoraj myślami siedziałem razem z Wami :-)

  2. aLusia pisze:

    wstałaś tak wcześnie??

  3. patrasova pisze:

    ja też byłam z Wami duchem, bo ciało me bezwładnie wisiało nad białym telefonem do boga i szarpane było torsjami…oszczędzę szczegółów
    ALE następnym razem!

  4. Gofer73 pisze:

    tak jakoś powiało świeżym, morskim powietrzem i słońcem. Dziękuję, za to wrażenie pod koniec ponurego dnia!

  5. Anulkam pisze:

    Ech, zazdroszczę Twojej Karolci :)

  6. aurora vulgaris pisze:

    Morze, jak morze, palmy, jak palmy, cytryny, jak cytryny, ale tryptyk z palcami na kamieniu cudo :D

  7. jadowita pisze:

    zauważyły, zauważyły… :)

  8. statler waldorf pisze:

    Mimo, że cierpię na bezsenność co dla mojego wieku jest standardem nigdy nie wyszedłbym od Ciebie nad ranem.
    Bez śniadania z domu nie wychodzę.

  9. patrasova pisze:

    a w ogóle, to HALO! co tu tak cicho i pusto?
    bo zimno i deszczowo, to wiadomo:<

%d blogerów lubi to: