Oprócz gwiaździstego nieba nic mi więcej nie potrzeba.

Siedzę smętnie na tarasie
i patrzę na byle jakie niebo-
ot, smog podświetlony od dołu miejskim światłem,
ni gwiazd, ni meteorów, Księżyc też nie zachwyca, ech…
Brakuje mi widoku rozgwieżdżonego nieba i zapachów z pól i sadów,
ciepłej fali powietrza nasyconej ziołami, ściętym zbożem,
mokrą trawą i owocami leżącymi pod drzewami.
(A kiedyś tak miałam).
Męczy mnie miasto, ale przecież…
…za sześć dni o tej porze będę pod innym niebem,
cieszy to, cieszy!
Droga, przygoda, widoki, smaki, ludzie,
wyłączony telefon i prawdziwe wakacje.
Jednak dziś czuję, że jestem w przełomowym momencie życia,
moje pierwsze dziecko opuszcza dom,
nie na wakacje, a na zawsze. NA ZAWSZE.
W poniedziałek.
(Słusznie nie lubię poniedziałków).
Wiem, że będzie chętnie wracać, wpadać nawet na weekend,
ale nie będzie jej na co dzień,
ciężar tej myśli wyciąga mi z oczu łzy,
zamazuje drogę do szukania dobrych stron.
Bo przecież jest jasna strona opuszczania gniazda przez młode,
kiełkuje we mnie ta zuchwała myśl,
że to droga do wolności dla mnie,
dorosłe dzieci to wolna matka,
będę mogła nareszcie żyć tylko dla siebie,
zamknąć gniazdo i nie przejmować się światłem w lodówce,
żyć tak jak ja chcę, nie liczyć się z … i z …,
a że będę wtedy po pięćdziesiątce?
E tam, w życiu nie będę na tyle wyglądać!
Od razu mi lepiej, do poniedziałku jeszcze cały weekend,
w sobotę przyjeżdża do mnie Aniaha,
zrobię kolację na tarasie,
wypijemy wino,
przecież nie mogę być nieszczęśliwa tylko z tego powodu,
że moje dziecko jest szczęśliwe i podekscytowane.
A jest, jest!
Li.

Reklamy

18 Responses to Oprócz gwiaździstego nieba nic mi więcej nie potrzeba.

  1. statler waldorf pisze:

    Gdy tylko wyfrunie druga wprowadzam się do Ciebie.

  2. statler waldorf pisze:

    Zwłaszcza, jak zapomnę dokąd mam się wprowadzić.

  3. Ania M. pisze:

    Własnie zdałam sobie sprawę, że moja Starsza opuściła dom swego czasu.
    Ale nie odbyło się to tak spektakularnie, więc – nie zauważyłam tego.

  4. northern.sky pisze:

    Wspaniale, że masz tak samodzielną i odważną córkę. A Edynburg to piękne miasto i będziesz miała gdzie wyskoczyć w weekend:)

  5. Olinta pisze:

    Z byciem dalej wiążą się bardziej gęste wizyty w gnieździe.
    Mój jedyny i pierworodny jest na UJ i bywa w domu od wielkiego święta, bo przecież do Pszczyny ma rzut beretem i może być w każdej chwili.
    Rozumiesz? Taka klapka we łbie, że jak się jest blisko to się mniej tęskni. Możemy się licytować która będzie dziecię widziała częściej.
    I to nie chodzi o więź czy samodzielność. Tak to już jest, że dzieciaki z dalszych stron bywają, a te krajowe jakoś mniej.
    Ubolewam, ale z każdym dniem ciut mniej.
    Czego i Tobie życzę ja.

  6. patrasova pisze:

    w syndrom pustawego gniazda bardzo pięknie wkomponuję się i ja. od września. słomiana matka ( ale do połowy;))

  7. ognik pisze:

    a ja zupelnie nie na temat chce sie pochwalic nowymi domownikami: http://photognik.wordpress.com/2013/08/16/new-family-members/
    :))))))))))))))))))))))))))))))))
    pre-cu-dne sa

  8. jadowita pisze:

    Zazdroszczę perspektyw wakacyjnych, ja już po..:(
    A jak tam batalia o drzewa? coś się ruszyło? Pozdrowienia, prawie wolna matko :)

  9. filantropek76 pisze:

    hmm a tu sie gniazdo powiększy… gdzieś w okolicach marca.. brzemienne w skutki wychodzenie z małżeńskiego kryzysu.. ale juz cierpnę na myśl ze któregoś dnia za małe 14 lat Helenka -dziś 4 letnia mi powie – jadę na studia do : „Londynu, Paryża, Hagi..” jakby w Gdańsku uczelni nie było…:-)

  10. Justyna pisze:

    Ja mam to już za sobą ;) dziwne uczucie , tym dziwniejsze ,że masz świadomość nieuniknięcia owej chwili , wiesz że to kolejny etap w życiu zarówno Twoim jak i dziecka , a jednocześnie żal ,że etap mam małe dziecko zmienia się w etap – mam dorosłe dziecko :)

%d blogerów lubi to: