Spowiedź starej blogerki.

Roznoszona przez wewnętrzne ciśnienie liter stłoczonych przed zamurowanym wyjściem  na ekran pękam i piszę.
Incydentalnie.
Brakuje, och jak mi brakuje codziennego porządkowania myśli
i łapania zdarzeń na wędkę zdań.
Nie piszę i nie będę wiedzieć za trzy lata,
co robiłam trzy lata temu,
sama pozbawiam się tej wiedzy, coś za coś,
świadoma rezygnacja z życia nicka w wirtualu
daje mi więcej w realu,
ale brak hejterów i pouczających mnie idiotek
zabiera trochę zabawy.
Co w zamian?
Bardzo dużo czytam,
rzuciłam się na książki jak wygłodniały pies,
wywaliłam z domu tv, czasem oglądnę coś na dvd,
wracam do staroci, do znanych wzruszeń,
czytam nawet znowu  Piotrusia Adamczyka i „Pożądanie mieszka w szafie” : „Samotność nie jest naturalnym stanem, wszystko wokół występuje w parach – poduszki w sypialni, palniki w kuchence,
a nawet baterie w latarce.
Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie”,
czuję ulgę, że ja to jednak dziwna jestem,
bo najlepiej zasypia mi się samej,
choć moje koty i pies nie liczą się w tej kwestii z moim zdaniem.
Mam piękne plany na najbliższą przyszłość,
musi mi się udać, bo nie może być inaczej.
Nie może być inaczej!
Pielęgnuję to co mam, a mam przecież tak dużo.
Nie wliczam do stanu posiadania licznych problemów,
one mijają, bo przecież:
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Mam siebie, a ze sobą nigdy nie będę sama,
mam teraz w domu trójkę dzieci,
bo ujmujący chłopak Karolci jest przecież jeszcze dzieckiem,
cieszę się tym wieczorem siedząc przy stole
i patrząc spod oka na całą trójkę rozwaloną na kanapie,
ech… jestem szczęściarą,
nawet w tych krótkich momentach,
kiedy zapominam, że nią jestem.
Mam niesamowite poczucie ogromnej siły,
wstąpiła we mnie po porządnym przespaniu kilku kolejnych nocy,
po uporządkowaniu spraw, podzieleniu ich na grupy i podgrupy,
po spędzeniu leniwych wieczorów w przytulnym towarzystwie,
po spojrzeniu sobie w oczy i znalezieniu tam uśmiechu.
Dużo się śmieję, dużo.
Ja sobie nie dam rady? Ja?
Ty sobie nie dasz rady? Ty?
My sobie nie damy rady? My?
:)
Li.

Reklamy

14 Responses to Spowiedź starej blogerki.

  1. Basia pisze:

    :) dziękuję!teraz na pewno dam radę:)))

  2. Joanna pisze:

    Witam , pozdrawiam i życzę jeszcze więcej uśmiechu na buzi :)
    Joanna .

  3. statler waldorf pisze:

    Żaba.

  4. Beem pisze:

    Kochana, co też mnie tknęło, żeby otworzyć katalog „Blogi w hibernacji” i sprawdzić czy aby czegoś nie napisałaś? Oczywiście tęsknota, bo bardzo mi brakuje Twojego żywego słowa. Dobry prezent noworoczny. Proszę, ulegaj częściej kaprysom i pisz tutaj. Dobrze się ten rok zaczyna, może i dalej jakoś pójdzie, choć na razie jestem dość przygnębiona. Ale masz rację, wszystko mija. Bardzo cię ściskam, o odnaleziona, tak się cieszę.

  5. Aniaha pisze:

    och, piekny wpis
    juz chcialam napisac, jak za starych czasow
    ale czy stare czasy obfitujace w hejterow byly piekne?

    Rok mi sie zaczyna jak zawsze niewiadoma
    taka u mnie dynamika
    Czasem ciezko samej sobie przetlumaczyc, ze niewiadoma jest odbra sama w sobie
    bo niesie ze soba obietnice wszystkiego

    Wszystkiego dobrego takze
    ;)

  6. Klarysa007 pisze:

    :) Dzięki!

  7. Insolence Jo pisze:

    Szklanka zawsze jest do polowy pelna! Optymisci zyja dluzej. Zgodnie ze slowami piosenki WWO: „… Cudzej zawiści… Ch.. na to kładę, bo i tak damy rade razem… ” I tego sie 3maj. Pozdrawiam. Joanna – Jo

  8. 123cathy pisze:

    No, wreszcie jesteś! Się cieszę!

  9. czarnawiewiorka pisze:

    A pewnie, że dasz radę , bo jak nie Ty to kto….

  10. KrystynkaR pisze:

    O jak się ucieszyłam z tego wpisu! I żmija jest i optymizm i radość życia. Tak trzymaj, Li!

  11. Cześć Li! Tu Avatea. Znowu zaczął się konkurs na BlogRoku i… i myśli pobiegły mi do Ciebie i K. Fisza. Ściskam mocno, przesyłam pozytywne wibracje i fluidy :) Nadal zakręcona i uziemiona z Oszołomkami. Ciuuuuuuuuuuuuuuumki!

%d blogerów lubi to: