Nieprzewidywalność środy.

Śpię i śnię, a sny przekornie ciągle mam piękne.
Równoważą trudy dnia.
Z trudem witam poranek powstaniem,
boleśnie uderzona w uszy drażniącym sygnałem elektronicznego prześladowcy
(czy można nienawidzić kawałek plastiku z drucikami? Można).
Tak jest, proszę Losu, muszę jechać do Kielc,
bo ktoś kto miał jechać-jechać nie może. Zachorował.
Mam rozprutą zapasową oponę,
jestem na trzech letnich i jednej zimowej,
mam do tego przeczucie,
że szanowny Pan Murphy zaciera swoje łapy
i dorwie mnie gwoździem wbitym prosto w koło
może gdzieś za Jędrzejowem.
(W każdym razie daleko od domu).
Robię zakład sama ze sobą-
uda się, czy się nie uda?
Jak się uda, to znaczy, że pech się ode mnie odwraca,
jak się nie uda,
to będzie najjaskrawszy dowód na to,
że nigdy, ale to nigdy nie można nie mieć koła w zapasie.
(A w ogóle, to jest mi cholernie źle,
ale kogo to obchodzi?)

Jestem chora z powodu braku radości.
Szukam leku, bo słabnę i coraz częściej chce mi się tylko spać.
Li.

Reklamy

12 Responses to Nieprzewidywalność środy.

  1. jadowita pisze:

    chciałabym móc Ci podesłać hektolitry mojego niczym nie uzasadnionego optymizmu i radości ze słonecznego dnia :) jestem jak jakaś polyanna. Zastanawiam się, co jest ze mną nie tak :)

    I pamiętaj – uda się :)

  2. Kasia pisze:

    Chciałabym Cie pocieszyć, ale odczucia mam podobne.
    Wstaje, bo muszę, ale cały dzień zbiera mnie na wymioty.
    Też jestem chora na brak radości:(

    Choć cieszę się, że wreszcie cos napisałaś.

  3. Ania M. pisze:

    mnie obchodzi :*

  4. Basia pisze:

    bardzo mnie obchodzi…

  5. ona3569 pisze:

    No w mordę ……dziewczyny, jak same się nie ogarniecie to wszyscy mają was w dupie( głęboko)…Ja wiem , że czasami żyć się nie chce , dobrze rozumiem jak jest ciężko , ale …..macie dwa wyjścia: albo zlec w pościeli i koniec , albo walczyć….i ruszać dupę ( chociaż się cholernie nie chce) …wyznaczać cele, zadania, małe sukcesy albo duże i do przodu:)…..truję? pieprzę bez sensu? może….i co z tego?
    są większe nieszczęścia niż opona, pech , niewierny mąż lub jego brak…….śmieję się , żę mam duży tyłek bo dużo w dupie mam ….czego i Wam życzę:)

  6. Gosia pisze:

    Monika-Li, podsylam Ci szybciutko duzo radosci :) – pamietasz, jak Joanna cieszyla sie ze wszystkiego…? Ja wiem, ze sa czasem takie cholernie ciezkie dni czy chwile, ale czymze one sa w porownaniu do samego ZYCIA…? A jesli masz ochote spotkac sie na kawe to ja niedlugo bede w Krakowie :), czekam na odzew, chetnie bym Cie poznala osobiscie…i usciskala lapke ;)

  7. Asia pisze:

    Li, wszystkich obchodzi, Twoje córki, rodzinę, sąsiadów, przyjaciółki. I nas, czytaczy Twych :-). Nie daj się depresji, uśmiechaj się na przekór wszystkiemu. Mnie urwały się właśnie przed chwilą drzwi od zmywarki, wzięłam dwa głębokie oddechy i …………… cieszę się, bo będę mieć nową :-).
    A jeszcze 8 miesięcy temu byłam w kiepskiej formie…..
    Mam godzinkę „lekką nogą” do Kr., gdybyś chciała pogadać, to chętnie wypiję latte na rynku.
    Trzymaj się cieplutko :-)

  8. Li pisze:

    Latte na Rynku zawsze chętnie:)) Podałam telefon, czekam na smsy! Uwielbiam takie spotkania:)

%d blogerów lubi to: