W złe dni nie piszę. Ale dziś nie mam złego dnia:)

Dojechałam i wróciłam, czyli zgodnie z zakładem pech się odwrócił.
(Szukam znaków od Losu, że patrzy na mnie przychylniejszym okiem).
Nie, nie mam depresji, szczęśliwie nie leży w mojej naturze,
ale mam złe dni.
Złe, naprawdę złe.
Walczę z tym złem, to wyczerpująca krucjata,
własna wojna krzyżowa w obronie wiary
w szczęśliwe jutro i pogodę życia.
Czasem nie chce mi się wstać z łóżka, ale wstaję.
Dzieci, pies, koty- rano zawsze można liczyć na to,
że ktoś coś ode mnie będzie chciał.
Nie posadziłam jeszcze niczego na tarasie,
smętnie powiewa na wietrze naddarty wichurami namiot,
samosiejki szaleją, wprowadzając w donicach element dzikości,
nie wypiłam tam jeszcze ani jednej porannej kawy.
A tu już lipiec!
W zmartwieniach i lękach czas szybciej płynie,
tak jakby chciał mieć za sobą te złe dni,
bo przecież wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Trzymam się, kurczowo trzymam się tkwiącego wciąż we mnie przekonania,
że życie jest piękne. I ja też jestem piękna*.
O!
Li.
* kto nie wierzy, ten trąba!

Reklamy

12 Responses to W złe dni nie piszę. Ale dziś nie mam złego dnia:)

  1. AnkaW pisze:

    To ja nie jestem trąba! Hura! :)))

  2. aurora vulgaris pisze:

    Przypuszczam, a przypuszczenie to graniczy z pewnością ;D, że Twój taras czeka na moje ręce. Kupuj nasiona, jesienią posiejemy oziminę :D

  3. korall pisze:

    wrzosowisko?:)

  4. Jędz@ pisze:

    Kochana, martwię się o Ciebe. To do Ciebie niepodobne, żeby taras nie był gotowy na poranną kawę. I żeby tak długo czekać na kolejną notkę, codziennie sprawdzając i łudząc się, że może nareszcie. To chyba znaczy coś złego. … boję się napisać co myślę

    • Li pisze:

      Ty się Jędzo nie martw, bo złego diabli i miłość nie biorą;-)
      Lepiej do mnie zadzwoń:*
      A taras się zrobi, w ten weekend, postanowiłam, howgh!

    • aLusia pisze:

      hehe :) skontroluję Cię :)
      w środę byłam tuż za ścianą, więc się strzeż

%d blogerów lubi to: