Chcę umierać z głodu!

Gdybym miała jednym słowem określić trwający we mnie od dłuższego czasu stan ducha i umysłu,
byłoby to słowo „odzwyczajanie się”.
Odzwyczajam się od pewnych przywyczajeń,
od zasiedziałych myśli, od pewnych ludzi i od utartych rytuałów.
Odzwyczajam się też od siebie,
bo przyzwyczajenie do siebie jest jak tolerowanie
uciążliwie skrzypiącej deski w podłodze domu
– wiesz, że skrzypi ta właśnie deska, ale tolerujesz ją z przyzwyczajenia.
Chcę odzwyczaić się od skrzypiących desek,
chcę każdą z nich wymienić na nową,
może ta cisza pod stopami wzbudzi nareszcie jakąś ekscytację,
może pomoże wyzwolić się chęci do działania,
wiem że ta chęć we mnie jest,
tylko tak trudno ją znaleźć ukrytą w zakamarkach
– może być i w małym paluszku prawej nogi,
mogła skryć się w czułym miejscu za uchem,
a może rezyduje w jednej z moich piersi?
Brakuje mi chęci do życia, mniej się uśmiecham.

Niedawno jednak… coś… ktoś…może los…a może mój instynkt?
Niedawno poczułam głód zmiany.
Nie, nie pójdę kupić sobie nowych butów,
bo odzwyczajam się od posiadania ich nadmiernej ilości.
Nie kupię też nowej torebki,
mam conajmniej pięć takich, których jeszcze nigdy nie nosiłam.
Nie kupię też nowych perfum, bo mam ich zapas na pachnący rok.
Nie chcę zagłuszyć tego wytęsknionego głodu
nowym,
a niepotrzebnym mi zakupem.
Zacisnę zęby i pogłoduję tak długo,
aż odzwyczaję się od poprawiania sobie nastroju erzacem,
chwilową przyjemnością…
Chcę, bardzo chcę poczuć wyczerpanie z głodu nowych wrażeń,
zmian i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
I wtedy znowu będzie smakować mi życie!

Odzwyczaić się od tego co było, nie przyzwyczaić do teraźniejszości,
szansę na trwalszy związek ze mną dać tylko przyszłości.
Taką mam mantrę na teraz.
Li.
PS. Ta notka to moje słowa z bloga sprzed pięciu lat.
Tak wiele się zmieniło,
nasyciłam się przez te lata budową domu i wrażeniami, przetrawiłam,
a teraz znowu czuję głód
i tylko patrzę, w co wbić (jeszcze) moje zęby!

Reklamy

11 Responses to Chcę umierać z głodu!

  1. Beem pisze:

    Ale wtedy nie pisałaś białym wierszem (zmiana!) i jednak inaczej się to czyta. Choć treść ta sama, duch ten sam i wola nieposkromiona. Uda Ci się wszystko, nie może być inaczej.*

  2. statler waldorf pisze:

    Jezu kobieto. W moim wieku to się marzy o swoim wysłużonym fotelu. O ziółkach z ulubionego kubka, o świętym spokoju. Mało Ci wrażeń? Przejedź się na karuzeli albo co zamiast zębami dom na obczyźnie stawiać. A tak w ogóle pomyśl o piwniczce na wino, bo na samych naparach ja tego nie przeżyję.

    • Li pisze:

      Jezu statler, nie jęcz, tylko myśl gdzie postawisz swój fotel!
      Piwniczka na wino jest w każdym szanująym się portugalskim domu:)

  3. Maja F. pisze:

    Czytuję Cię „zza firanki”. Regularnie i po cichu. Zaskakuje mnie, jak Twoje posty oddają w czasie mój własny stan ducha.
    Codziennie poszukuję CZEGOŚ, w co warto byłoby wbić zęby. Już nie zadowala mnie myśl, że to hormony, wypalenie zawodowe, odreagowanie psyche na partnerskie zaszłości. Wiem, że TO gdzieś musi być, ale szukanie i nieznajdowanie zaczyna mnie nie na żarty irytować. Dużo zrobiłam w swoim życiu przez ostatnie lata. Działo się, ale TEGO ani widu ani słychu, ale się nie poddam :) A może najprostsze rozwiązania są najlepsze? Może trzeba założyć Fundację Poszukujących Tego Czegoś? :)

    • Li pisze:

      Po co Fundację? Od razu zacznie się biurokracja, wybory zarządu itp. Lepiej szukać samemu, bo akurat TEN stan ducha i to COŚ trzeba znaleźć samemu.
      Fajnie, że się doexwałaś, pozdrawiam!

  4. pat pisze:

    torebkami moge sie zaopiekowac, jestem wyjatkowa czula dla torebek ;)

  5. Basia Sz. pisze:

    napisałam swój nr pod poprzednią notką :) pozdrawiam

  6. errata pisze:

    Cóż pomysł nienowy… Widać, ludzkość wypracowuje skuteczne mechanizmy. Takie odtrutki na przesyt posiadania, zasiedzenia, konsumowania.

%d blogerów lubi to: