„Męczyłem się trzydzieści cztery lata”, powiedział do mnie pewien sześćdziesięciolatek po uzyskaniu dziś rozwodu. No cóż, na pociechę powinnam mu powiedzieć, że z następną kobietą będzie męczył się krócej, statystyka jest przecież nieubłagana, ale zmilczałam- niech mu się wydaje, że po rozwodzie zacznie nowe życie.
A to przecież ciągle to samo życie, gdy się je pieprzyło sobie do tej pory, to nic się nie zmieni.

Li.

Reklamy

16 Responses to

  1. ingrid pisze:

    to mnie zawsze fascynuje. ludzie mysla, ze jak zmienia partnera zyciowego, to dostana nowe, lepsze zycie.
    problemy najczesciej pozostaja. bo to sa problemy, ktore mamy sami ze soba. tylko najwygodniej jest myslec, ze winny/a jest on/ona.

  2. patrasova pisze:

    Uuuuuu ale pojechalas

  3. szarywrobel pisze:

    ja zmieniłam i problemy jak są to inne i wspólnie je rozwiązujemy. nie kategoryzowałabym

    • Li pisze:

      o rety, wystarczy trochę bardziej kategoryczny ton, a miłe memu sercu, a siedzące cicho nagle się odzywają:D
      A przecież myśli- jak na starą rozwódkę przystało- mam niewinne- chodziło mi o głupie gadanie, że męczył się 34 lata i dopiero gdy poznał nową kobietę, to to sobie uświadomił!
      I teraz taki podekscytowany, wydaje mu się, że góry będzie przenosił, że zaczyna nowe życie, a jakie nowe życie? To ciągle to samo życie!

  4. Asia pisze:

    To w tym wieku ludzie się jeszcze rozwodzą? A nowa żona przed 30stka jest? :-)

  5. statler waldorf pisze:

    Dopóki nie spróbował innego miodu nie wiedział, że się męczy. Logiczne nie?

  6. szarywrobel pisze:

    Li :) ja to teraz czasu mało na net mam, czasem zaglądam ale nie zostawiam znaku, bo jak net muli to logowanie mi kradnie czas.
    Rozwód nauczył mnie, że nie powinnam wciąż sama ciągnąć wózka, tylko czasem tupnąć, dochodzić własnych praw ale jedno się nie zmieniło, zawsze byłam dla partnera wyrozumiała i starałam się go zrozumieć. Drugi związek to ciężka praca ale opłacalna. Nie ma ludzi źle dopasowanych, są tylko tacy co nie rozmawiają i nie słuchają ze zrozumieniem.

    • Kasia pisze:

      Absolutnie się z tym zgadzam.Jeśli myśli się w kategoriach:”trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona”, to każdy kolejny związek będzie skazany na porażkę.Szukanie bezrefleksyjne”nowego życia” jest z góry skazane na porażkę. Tylko codzienna, mozolna często praca nad związkiem daje efekty.

    • Foksal pisze:

      a ja się nie zgodzę. albowiem istnieje granica dopasowywania się – gdy zamiast cieszyć się związkiem, zaczynasz się poświęcać, ustępować. wybaczcie, ale „dopasowywanie się” trąci rezygnacją z siebie i wieczną frustracją, nawet usilnie skrywaną i racjonalizowaną. czego przykładem wspomniany w tekscie pan.
      i po to jest okres chodzenia ze sobą, narzeczeństwa, żeby dobrze sie poznać i ewentualnie rozstać, póki nie będzie za późno.

  7. Gosia_D pisze:

    Szary wrobel, w tym cos jest :) – wazne bardzo to gadanie i sluchanie – ze slyszeniem…
    Li, wiem, o co Ci chodzi… a z tym meczeniem sie, no coz… albo cos z tego mimo wszystko mamy (czyli mieszanke i meczenia sie i dobrych rzeczy), albo sami do meczenia sie przykladamy reke – zgadzajac sie na nie badz nie probujac wysc z zagmatwania – konstrultywnie (np. terapia) albo radykalnie (rozwod).

  8. patrasova pisze:

    Eeeeee, ja nie mam doświadczenia z rozwodem, tylko jakoś tak wzięłam to do siebie, że życie, czas, bla bla, jesien czy co…..

  9. MW pisze:

    Dobre:) Jak się kiedyś rozwiodę, to pewnie też będę mieć taką nadzieję.

  10. AS pisze:

    Oj nie nie nie wcale nie musi być dalej pieprzone.
    Np facet, kóry jest gejem w związku małżeńskim i kłamał całe życie po rozwodzie czuje- tak myślę- wielką ulgę.
    I może wyjdzie z szafy i odetchnie.
    I znajdzie sobie faceta.

%d blogerów lubi to: