Cukier krzepi.

W wiszących nisko nad miastem szarych chmurach zobaczyłam niebieską dziurę.
Ucieszyła mnie, bo od razu dała szansę na zmontowanie jakże banalnej prawdy,
że nie ma takiej szarości, której nie można pokonać kolorem.
Dziś mam lepszy nastrój, postawiłam się do pionu,
leżąc i oglądając „Still Alice”, świetny, prawdziwy, smutny film.
Moje ukochane trzy kocury obłożyły mnie sobą, mruczą,
domagają się pieszczot, patrzą z miłością,
każdym gestem okazują swoje przywiązanie,
czy można czerpać chęć do życia z oczu kota?
Najwyraźniej można.
Postanowiłam jeszcze uratować sobie te święta,
co nie zmienia faktu, że pod sufitem, to u mnie
nie ten… tego… nie da się ukryć:)
I dobrze, wariatka przynajmniej jeszcze tańczy.
Jem lody. Śmietankowe i sorbet z mango.
Li.

Reklamy

3 Responses to Cukier krzepi.

  1. Hawajska pisze:

    Droga Li serdecznosci ślę :-)
    PS. Jakie trzy kocury ? Wydawało mi się, że dorobilaś się czterech kotów :-) Szasza, Masza, biały ze spa i czarny z Wrocławia . Może coś przegapiłam ? :-)

    • Li pisze:

      No wiesz? Kotów w sumie jest pięć, ale kocury trzy: Szary, Bobcio i Boluś. Kotki Masza i Sasza aż tak mnie nie kochają, trzymają dystansik. Inna sprawa, że trudno im się dopchać:)

  2. Hawajska pisze:

    To teraz wszystko jasne :-) Całuski !

%d blogerów lubi to: