Byle nie zgorzknieć, byle nie zgorzknieć!

Ostatnie zajętości powoli wyczerpują moje energetyczne zasoby.
Jestem tak zmęczona, że zasypiam pomiędzy zdaniami książki,
którą usiłuję przeczytać od miesiąca.
Tygodniami nie odkurzany dom staje się
wzorcowym materiałem na casting do „Perfekcyjnej Pani Domu”.
Ciągle siebie pytam, czy tak miało wyglądać moje życie,
ale zanim sobie odpowiem, to już śpię.
Wczoraj zasnęłam w wannie.
Dziś przespałam pół soboty.
Z niechęcia myślę o niedzieli, bo muszę iść do pracy,
wszak wolny od ludzi i telefonów dzień
to prawdziwa szansa na efektywną robotę, hura.
Gdzieś tam w tle snuje się szczątkowe życie towarzyskie,
na uczuciowe nie mam czasu,
choć moja Guśka zakochana po uszy,
więc średnia na rodzinę nie jest zła.

Udało mi się chyba zdefiniować słowo „samotność”.
Samotnym jest człowiek wtedy, gdy słyszy z każdej strony:
– daj spokój, jakie Ty masz problemy!
– kto ma sobie dać radę, jak nie Ty?
– przestań, Ty to możesz góry przenosić

– zazdroszczę Ci, chciałabym byc na Twoim miejscu
zamiast jednego:
pomogę Ci kochanie, nic się nie martw.

A co tam u Was?
Li.
PS. Chwyciłam się kawałka papieru, to moja tratwa ratunkowa,
bilet na samolot, do Hiszpanii,
w październiku.
Wytrzymam?

Reklamy

3 Responses to Byle nie zgorzknieć, byle nie zgorzknieć!

  1. beata pisze:

    oczywiście,że dasz radę ,kto jak nie Ty…znam to tylko dlaczego,jakoś dziwnie nie cieszy taki stan ,ściskam serdecznie ,

  2. Basia pisze:

    Wytrzymasz:)Może pomogę wirtualnie? Dobrymi myślami? :)

  3. aLusia pisze:

    z drugiej strony patrząc dobrze jest umieć sobie poradzić mimo wszsytko. Coś jakby wiem na ten temat…

%d blogerów lubi to: