Koszmarny weekend, jak to na Halloween.

Nie było żadnych znaków na ziemi i niebie. A może ich nie zauważyłam?
W piątek poszłam do Ice na koncert Chrisa Botti.
Koncert był wspaniały!
Przejmujący, igrający z wrażliwością,
miałam w oczach łzy ze wzruszenia, albo ze śmiechu.
Potem wino na Kazimierzu, wróciłam do domu w świetnym nastroju,
muzyka wymiotła ze mnie całe złoooo i porobiła nowe odkrywki sił i energii.

Zadzwoniłam w nocy do Karolci.
Od kilku dni była mocno przeziębiona, z wysoką gorączką, na antybiotyku,
kaszlem mogłaby wybijać szyby.
Dziecko było w stanie tragicznym, nie była w stanie ze mną rozmawiać,
kazałam natychmiast jechać do szpitala.
Szczęśliwie miała przy sobie koleżankę.
I się zaczęła wspaniała piątkowo-sobotnia noc, do szóstej rano,
na skype, na telefonie, z nerwami i poczuciem ogromnej bezsilności.
Karolcia trafiła od razu na badania, prześwietlenia, pod kroplówkę,
diagnoza: zapalenie płuc.
Stan na dziś: jest dużo lepiej, co sześć godzin dostaje kroplówkę,
gorączka opadła, jest mocno osłabiona, ale idzie ku lepszemu.
Może we wtorek wyjdzie ze szpitala.
(Ma w szpitalu swój własny pokój z łazienką, ciekawe prawda?)

Moja pierwsza myśl: muszę do niej polecieć.
Druga myśl: nie możesz, bo praca, bo jest to nieracjonalne,
bo co jej pomożesz.
Trzecia myśl- co ze mnie za matka!
Czwarta myśl- jest pod opieką, nie jest sama.
Piąta myśl- mogłabym po prostu przy niej być.

Czuję się źle z tym, że nie poleciałam.
Zawsze byłam przy moich dzieciach, gdy chorowały,
a przecież tu jest sytuacja nietypowa- po raz pierwszy dziecko jest w szpitalu.
I to na na obczyźnie!
Z drugiej strony moja nieobecność jutro i pojutrze w pracy
wywołałaby komplikacje nie do ogarnięcia.
I tak miotam się między myślami, między sercem a obowiązkami.
Wszystko mnie boli, ten weekend straciłam dla życia,
nawet nie byłam na grobie ojca.
Ech…
Li.

Advertisements

5 odpowiedzi na „Koszmarny weekend, jak to na Halloween.

  1. aniam11 pisze:

    Człowiek chciałby mieć te dzieci przy sobie, cały czas, blisko, móc zawsze pomóc, zareagować. Ale nie da się, są dorosłe…
    Dobrze, że już lepiej… :***

  2. Gosia pisze:

    Te dylematy… Umieć podjąć decyzję i pogodzić się z nią – to sztuka, której się uczę. Wszystko ma plusy i minusy, więc decyzja i… koniec wyrzutów sumienia! Będzie dobrze, nie martw się już, mamusiu. :)

  3. Bozena Tokaj pisze:

    ojej
    jako matka dzieci daleko ode mnei przebywających czuję co czujesz
    ale takie dzieci, samodzielne, na pewno dadzą radę
    i na pewno wiedzą, że mogą na Ciebie liczyc

  4. aurora vulgaris pisze:

    Moja Droga, groby najbliższych odwiedza się w Zaduszki, czyli dzisiaj, więc sobie nie wyrzucaj, że wczoraj nie byłaś.
    Dziecko, które jest już, co wymaga podkreślenia, dorosłym dzieckiem, na pewno wyzdrowieje, aczkolwiek pobyt w szpitalnej izolatce ;D może budzić niepokój.
    Poza tym, podróżowanie w dzisiejszych czasach samolotem za bardzo przypomina pracę sapera, by tak sobie latać to tu, to tam. Wyluzuj tedy.

  5. jadowita pisze:

    jaka matka? współczesna :) Dziecko wyzdrowieje, ale poczucie winy zostanie. Wiem coś o tym. Pozdrawiam, trzymam :)

%d bloggers like this: