24 godziny z życia kobiety

Wczoraj. Co było wczoraj?
Był koncert Zaz. Piękny. Byłam na nim fizycznie i nie byłam myślami.
Bo wiedziałam co będzie dziś.
Co było dziś?
Był pogrzeb.
Kobieta, lat 46, synek lat 10.
Nie byłyśmy ze sobą blisko, ale była żoną mojego brata.
Dwóch braci, dwóch wdowców.
(Czarny humor mojej przyjaciółki: wiesz co, rozwodząc się z Nemo, uratowałaś mu życie).
… Popołudniu rzuciłam wszystko i pojechałam w miejsce,  którego nie znają moje problemy.
Pięćdziesiąt parę kilometrów za Krakowem.
Do znajomych z innej, nie krakowskiej bajki.
Pięknieeeeee!
Wrócę tam jesienią.

Ludzie!!!! Róbcie sobie badania i to już!
Ja mam w sobotę przegląd, nie ma co liczyć na to, że nas TO ominie.
Trzeba drania przechytrzyć.
Wytrącić mu ze szczypiec podstawowy argument zbyt późnej diagnozy.
Badajcie się, bo warto żyć.
Li.

Reklamy

4 Responses to 24 godziny z życia kobiety

  1. JK pisze:

    Monika – niestety nie dotarłam; do po 14,00 towarzyszyłam mojej siostrze na Garncarskiej…III chemia w ciągu ostatnich 22 miesięcy.. Zadzwonię po niedzieli (jeśli można), pozdrawiam. JK.

  2. rybenka pisze:

    o Matko!
    Li

    jakbym weszła przypadkiem, to bym nie uwierzyła…
    lubię czarny humor, ale w tej sytuacji mnie nie ogarnia jakoś…

    nie ubieram w słowa
    mam w uczuciach…

    • Li pisze:

      Tak, niskich to lotów czarny humor, ale i sytuacja przerasta możliwości percepcji. Fatum to jakieś straszliwe.

%d blogerów lubi to: