Przez Kuwejt Starszej droga do wyzwolenia.

Starsza w maju kończy studia (choć osobiście nie uważam licencjatu za „ukończenie studiów wyższych”, pogadamy po magisterce), lecimy z Młodszą w lipcu do Manchesteru na uroczystość graduation.
Chcę  z tej okazji dać jej prezent, taki „pamiątkowy”, w stylu złotego zegarka, podpytuję, wysyłam sygnały, a moje dziecko stanowczo mówi mi tak:

– nie chcę żadnych rzeczy materialnych, chcę kolekcjonować wrażenia, chcę od Ciebie bilet lotniczy do miejsca, gdzie jeszcze nie byłam.
Normalnie szok!
(Chciałabym dać jej podróż dookoła świata, ale póki co leci do Kuwejtu).
Jestem naprawdę dumna, bo jeżeli będzie kierować się w życiu zasadą, że lepieć być niż mieć, to będzie szczęśliwa, wolna od konsumpcyjnych pokus, kredytów, leasingów, miesięcy szatkowanych terminami spłat,stresu i poczucia, że życie mija na coraz bardziej cięższej pracy.
Ja już doszłam do ściany, nie chcę więcej, chcę mniej.
Mam pokusę, by nie mieć pokus.
Chcę żyć, a nie są życiem przedmioty wokół mnie.
One zaczynają mnie przytłaczać.
Zabierają powietrze i przestrzeń.
Zabierają bezpowrotnie czas, bo sprzątanie jest mało twórcze i jakże frustrujące, ta niekończąca się opowieść o miotle, odkurzaczu, kocich kudłach, krakowskim kurzu i psiej sierści.
Odkurzam misternie kutą lampę i…:
Przestrzegam każdego- zastanów się, czy naprawdę chcesz ręcznie kutą lampę za 7 tysięcy, która wisi już z tak znudzoną miną, że nie możesz na nią patrzeć.
Zastanów się dobrze, czy sedes musi mieć ten właśnie kształt wyceniony na 1500 zł.
Zapewniam Cię, że rurze kanalizacyjnej jest wszystko jedno, do czego jest podpięta.
A kształt sedesu, tę wyszukaną krzywiznę ogląda głównie Twoja dupa.
(Pękła mi deska, nowa do tego typu muszli kosztuje 700 zł).
Zastanów się, czy warto zamieniać swoje życie w nieustanny festiwal płatności, rachunków, terminów i rat.
Jeżeli moje dziecko naprawdę uwolni się od chęci posiadania, zredukuje potrzeby do minimum, a będzie cieszyć się wolnością, życiem, podróżami, wrażeniami to dobrze przeżyje swoje życie.
Ja też walczę o swoje wyzwolenie, jeszcze tylko kilka bitew i będę wolna.
Starsza może zrobić to pokojowymi metodami, jeszcze nie weszła z życiem na wojenną ścieżkę, jeszcze nikomu nie musi nic udowadniać, może sobie sama ustanawiać swoje standardy, może sama ustawiać swoje poprzeczki, tak by je przeskakiwać bez trudu, bez zadyszki, bez stresu i lęku.

Ten rok zaczął się koszmarnie nie tylko u mnie.
Może być już tylko lepiej.
Nie myślę teraz o polityce, o mrozie, o wojnach, o ogólnej nieszczęśliwości.
Myślę o sobie, o swoim małym światku, o moich najbliższych, ukochanych.
Musi być dobrze, bo nie może być inaczej.
Mam plan, dalekosiężny plan.
I bardzo chcę żyć.
Li.

Advertisements

19 odpowiedzi na „Przez Kuwejt Starszej droga do wyzwolenia.

  1. Beem pisze:

    Pamiętam, z jaką przyjemnością oglądałam zdjęcia twojego ukończonego właśnie mieszkania, jakie miałaś fajne pomysły, jaka to była frajda osobiście je realizować – pisałaś o tym, pamiętasz? Mieszkanie było po prostu cudne, twórczo zakomponowane i na pewno wtedy sprawiało ci dużo radości z kilku powodów. Pamiętaj o tym, a nie deprecjonuj go tak całkiem. Bronię czegoś, co stworzyłaś z niczego, a że parę groszy kosztowało – to trudno. Nie na to, to na co innego by poszło. Wierzę, że parę rzeczy sporo kosztowało, a już się opatrzyło, każdy tak chyba miewał, nie obwiniaj biednej Li, że kiedyś tam zrobiła sobie trochę radochy, a nawet lekko przegięła – bywa. Teraz możesz się paru drażniących oczy przedmiotów pozbyć, kupić coś innego, może i tańszego i znowu będzie super. Pocieszę cię, że mój sedes jest chyba najdroższą porcelaną w mieszkaniu, profil ma piękny, pokrywę ciężką, tańszego nic mi się nie podobało, firmy nie podam, bo nie do wiary. Reszcie chałupy daleko do niego :). Na każdego przychodzi taki moment, a potem można iść w drugą stronę i też mieć dobrze. Ściskam, marzycielko!

  2. elw pisze:

    Wiesz Li, Ty spróbowałaś tego sedesu, lampy oraz innych drogich przedmiotów, ten kto nie spróbował nie poczuje tego smaku. Skłaniam się do Twojego światopoglądu, dziś wolałabym mniejszy metraż, ale z garderoby nie zrezygnuję :)

  3. Aniaha pisze:

    ja tez chce mniej
    wspierajmy sie w tym niemaniu

  4. patrasova pisze:

    z niepokojem obserwuję, że i mnie bliżej ostatnio do minimalizmu w konsumpcjoniźmie;) to chyba ten etap w życiu.
    Natomiast niezmiernie mnie drażni trend wśród młodzieży młodszej i starszej – i heloł! nie piszę o Karolci, bo jej nie znam a sytuacja opisana przez Ciebie jest wyrwana z kontekstu. Otóż niepokoi mnie nicniechcenie, dążenie do niczego, bylejakość, że szczytem marzeń jest snucie się po świecie z wyświechtanym plecakiem w przydeptanych tenisówkach i że dajcie mi spokój i nie wymagajcie. Bo to też skrajność. No i dla jasności – kibel za miliony monet tez mam na stanie;)))

    • Li pisze:

      A nie…. jestem tu spokojna, Karolcia i plecak? Przydeptane tenisówki? Walizka na kółkach, moja droga:)
      Nie obawiam się o nią, jeżeli chodzi o życiowe cele, bo dziewczyna już pracuje i wie czego chce.
      Fajnie, że wie też choć trochę czego nie chce.
      Skoro nie chce złotego zegarka, a woli podróż, to dostanie podróż. Bo prezent ma sprawić przyjemność!

  5. J pisze:

    Manchester w lipcu potrafi byc ladny. a graduation, jesli bedzie w tym budynku, ktory pamietam, to jest bardzo piekna uroczystosc :) i te togi… :) pozdrawia rocznik 2012 :)

  6. Gosia_Dublin pisze:

    Tez bym sie chetnie poszwendala po swiecie z plecakiem i beztrosko :). A swoja droga podroze nawet te z plecakiem tez kosztuja zwlaszcza w dalekie strony… A te w hotelach i z walizka jeszcze wiecej :( Takze tego typu „przezywanie” nie jest koniecznie minimalistyczne… czy niekonsumpcyjne. Pozdrawiam

    • Li pisze:

      Karolcia ma w Kuwejcie dobrych znajomych, rodowitych Kuwejtczyków, byli u nas w domu, fajni ludzie, otwarci na świat.
      Przygarną ją i się nią zajmą, tak jak ona zajmowała się nimi.
      Gosia, jak fajnie Cię widzieć!
      Ostatnio usiłowałam sobie przypomnieć, ile to lat temu była ta nasza kolacja na tarasie? :)
      Całusy mocne!

  7. luxtorpeda pisze:

    Fajna córka :) ja lubię nie mieć i całe szczęście, bo prawie nic nie mam. Żyjemy w wynajmowanym dużym, bo jest nas duża banda, jak zostanę sama, wynajmę pokoik. Pracuję w domu, jestem dla dzieci, dużo fajnego robimy razem, a oszczędności wydajemy na podróże. Nie mam poczucia niestabilności i tymczasowości (bardzo rzadko mam, a wtedy sobie powtarzam, że „i tak wszystko to co mamy, jest w naszych sercach” – gawliński, oraz że wszystko mija – wiadomo kto :))
    Pozdrawiam ciepło!

    rok pracy w korpo na generalskim stanowisku wystarczył, żebym uciekła z krzykiem i mocnym postanowieniem, żeby tam nigdy nie wracać ;)

  8. 123cathy pisze:

    Ja też nie mam czasu na życie. Postanowiłam to zmienić i w tym roku, poczyniłam pierwsze kroki . Nie ma już odwrotu.Za miesiąc oficjalne rozpoczęcie Nowego Rozdziału: Azja z koleżanką, bez biura podróży, z biletami z promocji, noclegami w niewielkich lokalnych hotelikach.

  9. Kasica pisze:

    Uwielbiam Cię czytac :)

  10. Aga pisze:

    Ja byłam w tym roku pierwszy raz sama bez męża i synów z koleżanką w Afryce.Boże będę to wspominać do następnego razu – wierzę,że taki będzie i tym razem Kuba:) Polecam wszystkim – zróbcie babki coś dla siebie, tydzień leżenia, łażenia gdzie się chce i najważniejsze od tak dawna nic nie musiałam!
    W tym życiowym pędzie czas zwolnić i pomyśleć o sobie a co!
    Pozdrawiam i nieśmiało dodam, że lubię jak piszesz:)

  11. Basik817 pisze:

    my z mężem od kilku lat zawsze po Nowym Roku czyli po grudniu kiedy w gastronomii dobrze się zarabia planujemy: remont domu, zrobić taras, pomalować, wymienić drzwi do garażu, zrobić ogród a kończy się wyprawą, była już Indonezja, Tajlandia, rok temu Kuba a teraz w lutym lecimy do Kalifonii, a dom dalej niepomalowany. I wcale nam to nie przeszkadza :)

  12. statler waldorf pisze:

    Podróż dookoła świata jest niezbyt dobrym pomysłem. Najeździsz się, nalatasz, napływasz żeby znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu, z którego wyruszyłeś. Łatwiej, wygodniej i taniej jest nie ruszać się z tego miejsca w ogóle.
    Jeżeli już się podróżuje najlepiej robić to ruchem motyla czy innej pszczółki – to tu to tam, a z wiosną wracać do domu.

  13. narcyz pisze:

    Pytanie tylko jak zachować równowagę między być a mieć…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: