Październik już się zbliża, już puka do mych drzwi.

W weekendy śniadania jadamy „na mieście”.
Kraków potrafi gastronomicznie rozpieścić, zaprawdę powiadam Wam.
Mamy listę, którą po kolei realizujemy,
ale są miejsca, do których regularnie wracamy, tak jak dziś do „Handelka”.

I śniadanie było w  ostatniej, leniwej godzinie
pędzącej do poniedziałku niedzieli.
Gusia poszła do swojej ciężkiej pracy kelnerki w „Miyako Sushi”,
a ja postanowiłam rozpocząć mozolną wspinaczkę na stos prania,
swoją Golgotę, a wręcz prywatne Himalaje,
wiecznie rosnącą górę- świadectwo nierównowagi
pomiędzy szalejącą codziennie pralką
i obsesją na punkcie kociej sierści,
a rzadko używanym żelazkiem.

Jutro rano jedziemy z Gusią do Wrocławia.
Musimy obejrzeć to, co wynajęłyśmy przez internet,
na ekranie wygląda nieźle.
(Gdy pomyślę o akademikach z czasów moich studiów…:))
Ale pokój musimy ocieplić, urządzić, udomowić,
kupić mnóstwo drobiazgów,
dużo herbatek, specjalne akademikowe kubeczki,
jakieś przytulności, to będzie jej dom, i jak ja to zniosę…
Dobrze, że Karolcia przyleci na koniec września
i zawieziemy to nasze dziecko razem.
I zostawimy też razem.
Nie będzie tylko na mnie :)
Li.
PS. Przesadziłam z linkami?

 

Reklamy

14 Responses to Październik już się zbliża, już puka do mych drzwi.

  1. bluuu pisze:

    Handelek ma kanapki w klimacie wiedeńskiego Trześniewskiego (łzę melancholii uroniłam w tym momencie); wszystkie kromki bazują na paście jajecznej, je się w towarzystwie białego wina, ale nie tylko na śniadanie, bo elegancja i biznes (oraz turyści) wpadają tam na lunch oraz wczesną kolację.
    Poza tym uważam, że dobry link nie jest zły :)

  2. Basia pisze:

    Najważniejsze, że będzie mieć swoją łazienkę i aneks kuchenny.

    • Li pisze:

      Też tak uważam! Lodówka:) To lepsza opcja niż wynajęcie jakiejś kawalerki, gdzie mogłaby czuć sie samotnie. Tu mimo wszystko będzie wśród ludzi. Cena może trochę wyższa niż pokój we wspólnym mieszkaniu, ale zdecydowanie więcej jest plusów. W akademiku jest pralnia, obok jakieś centrum handlowe, a to wszystko 10 minut tramwajem od uczelni.

  3. statler waldorf pisze:

    Gdyby nie brak całodobowej opieki pielęgniarskiej w ofercie wyglądałby jak znany mi dom spokojnej jesieni.
    Kiedyś to były akademiki… ech…

  4. Joanna pisze:

    Naprawdę wygląda to dobrze,dziecko będzie mieszkać w ładnym miejscu i wśród ludzi.Łatwo nie będzie,ale świadomość starannego wyboru pomaga.
    W Krakowie niestety nie ma takich akademików, syn mieszkał w nieco gorszych warunkach, ale blisko uczelni.Było to dla nas wyzwanie,i to niełatwe.Na szczęście znalazł /sam!/coś lepszego,ze znajomymi i jestem spokojniejsza.

  5. Asia pisze:

    Och, marzyłabym o takim pokoju na czas studiów. Kiedyś myślałam, że napiszę książkę pt. Stancja, gdzie w formie opowiadań opiszę swoje (i koleżanek) doświadczenia ze stancjami. :D Hitem był dwuosobowy pokoik w rozpadającym się domku, gdzie punkt 23.00 przychodził właściciel, dziadek stareńki, upewniał się, że już jesteśmy w łóżkach, po czym zasiadał przy piecu i rozpalał nam na noc. W trakcie rozpalania zasypiał, a wypadający mu z rak pogrzebacz upadał z hukiem na blaszkę pod piecem. Aż w końcu nauczyłyśmy się same rozpalać w piecu i dziadek już nie musiał przychodzić. Wspomnienia, wspomnienia. :D
    Wszystkiego dobrego, córkę czeka piękny czas!

    • Li pisze:

      Pamiętam, jak odwiedzałam koleżankę na stancji. Musiałam legitymować się dowodem, szczegółowo zeznać z jakiej pochodzę rodziny, zapewnić że jestem katoliczką i dopiero wtedy mogłam wejść. Wytrzymała tam dwa miesiące, a to były trudne czasy dla studentów, którzy nie dostali akademika. Przeniosła się do pokoju urządzonego w piwnicy, przynajmniej miała więcej swobody, choć nie miała dziennego światła… Gusia będzie mieć super warunki, nic tylko się uczyć, haha:))

  6. Stały pisze:

    Mieszkalem w akademiku, to były cudowne czasy. Imprezy, imprezy i imprezy w czasie sesji 😁 Studia skończyłem niezłe, więc akademik nie przeszkodził a przyjaźnie zostały do dziś. Oby Twoja córka też tak miała.
    A przed Tobą wolność, Li.

    • Li pisze:

      Zazdrościłam wszystkim znajomym mieszkającym w akademikach. Nie zauważało się uciążliwości, tylko same przyjemności:)

  7. marta pisze:

    Ja też rozrzewnieniem wspominam sesje szczególnie…akademik na Miasteczku Studenckim, ‚Olimp’ jedna kuchnia na całe piętro i jedna tam malutka lodówka, łazienka na 5 osób x2..Jak się jajecznicę smażyło to cały korytarz wiedział, gdzie trzeba przyjść..;)..ciepłe życzliwe czasy….przyjaźnie na zawsze…życzę dobrego czasu dla Gusi…niech się wiedzie….

  8. Joanna pisze:

    Już po śniadaniu?
    Z Twojej listy potwierdzam Wesołą Cafe,Charlotte(strasznie trudno o stolik),Forum(najpiękniejszy na świecie widok) i jeszcze parę innych
    Miłego dnia

    • Li pisze:

      Od czasu tej notki śniadań przybyło:) Na dole w „Charlotte” zawsze jest jakieś miejsce. „Wesołą” uwielbiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: