Październik już się zbliża, już puka do mych drzwi

Niedziela wcale nie zwalnia, pędzi do poniedziałku,
a ja nolens volens wraz z nią.
Rano poszłyśmy z Gusią na śniadanie „na mieście”,
w weekendy rzadko jadamy w domu,
bo Kraków gastronomicznie potrafi rozpieścić!
Mamy ulubioną śniadaniową knajpkę tuż przy Kleparzu-to „Handelek”.
I to była jak na razie jedyna leniwa godzina tej niedzieli.
Gusia poszła do swojej ciężkiej pracy kelnerki w „Miyako Sushi”,
a ja zabrałam się za mozolną wspinaczkę na stos prania,
to moje prywatne Himalaje.
Mamy niestety obsesję kociej sierści, pralka pracuje na okrągło,
ale żelazko już nie.

Ale jutro rano wyjeżdżamy sobie z Gusią do Wrocławia,
na dwa dni.
Musimy naocznie zobaczyć to, co wynajęłyśmy przez internet,
a zapowiada się nieźle.
Trzeba tylko ten pokój ocieplić, urządzić, kupić niezbędne rzeczy,
koniecznie duży wybór herbatek, zawiesić ściany i zapełnić lodówkę.
Jak ja to zniosę… o rety!
(Dobrze, że Karolcia ma przylecieć i odwieziemy Guśkę razem).
Li.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: